Była sobie świetlica, aż… sąsiad powiesił kłódkę

W czasach PRL mieszkańcy Czarnołoz w gminie Wojsławice sami złożyli się, kupili we wsi działkę i w czynie społecznym wybudowali na niej sklep, a kilka lat temu urządzili w nim – również za własne pieniądze – świetlicę. Od kilku miesięcy nie mogą z niej jednak korzystać, bo okazało się, że notarialny akt własności działki ma ich sąsiad, który na drzwiach do świetlicy powiesił swoją kłódkę. Władze gminy zapowiadają, że podejmą działania, by rozwiązać trwający we wsi spór i przywrócić mieszkańcom świetlicę.

Kupili działkę i sami postawili sklep

Żeby zrozumieć zawiłość problemu i przyczynę sporu, należy się cofnąć do początku lat 80. ubiegłego wieku. Był to czas, gdy we wsi Czarnołozy nie było żadnego sklepu. Najbliższy był w oddalonym o ok. 3 kilometry Majdanie Ostrowskim i choć chleb dla wszystkich przywoził codziennie furmanką sąsiad, pan Szpunar, mieszkańcy Czarnołoz, by ułatwić sobie życie, wymyślili, że otworzą swój sklep. We wsi nie było jednak odpowiedniego lokalu na sklep, więc postanowili go zbudować. Najpierw trzeba było kupić działkę. Wtedy we wsi była remiza, a w remizie organizowano zabawy taneczne. Dochód z tych zabaw odkładany był na zakup działki. Artur Zosiuk wspomina, że jego rodzice prowadzili bufet na zabawach. Dochód z bufetu też szedł na zakup działki. Działkę kupiono od Henryki Krzywickiej. Umowę sporządzono w formie pisemnej w mieszkaniu pani Krzywickiej, w obecności jej córki Anny, a należność opłacono gotówką. W imieniu mieszkańców wsi Czarnołozy umowę podpisali i gotówkę wręczyli: Jan Luty – sołtys, Ryszard Kowalski i Bolesław Ciołek – pomysłodawca i organizator tej transakcji. Natychmiast ruszyła budowa sklepu. Na materiały złożyła się cała wieś. Wszyscy też pracowali przy budowie. – Byłem wtedy małym chłopcem – wspomina Artur Zosiuk. – Razem z bratem rozkładaliśmy watę szklaną na stropie i rozciągaliśmy przewody elektryczne.

Prąd i wodę do budynku podciągnęła gmina. Gdy budynek był gotowy, Rada Sołecka wsi Czarnołozy porozumiała się z Gminną Spółdzielnią SCh w Wojsławicach. Pod jej szyldem otwarto wtedy sklep. Takie były czasy, że inaczej nie można było działać. Pierwszą sklepową była Mieczysława Luchowska. Sklep działał aż do likwidacji Gminnej Spółdzielni. Potem sklep był prywatny, ale zawsze działał w porozumieniu z Radą Sołecką. W latach 90. Czesław Nowożewski, sklepowy, wybudował szambo i doprowadził wodę. Kolejną sklepową była Joanna Semeniuk. Z czasem sytuacja na rynku się zmieniła, wiejski sklepik nie wytrzymał konkurencji i trzeba było go zamknąć. Wtedy od mieszkańców wyszła propozycja, że jeżeli jest lokal, to niech będzie w nim świetlica. I tak się stało. Urząd Gminy w Wojsławicach pomysł zatwierdził. Żeby świetlica mogła lepiej funkcjonować i mieć wsparcie finansowe z gminy, 4 września 2018 roku Rada Sołecka wsi Czarnołozy zawarła z Urzędem Gminy Wojsławice umowę użyczenia lokalu na czas nieokreślony. Ze strony Rady Sołeckiej umowę podpisali: Elżbieta Górnik – sołtys wsi Czarnołozy, Jan Luty, Artur Zosiuk, Jan Stopa, Andrzej Radzicki.

Po sklepie powstała świetlica

Mieszkańcy znowu sami zrobili remont. Karnisze, firanki i krzesła kupili za zebrane pieniądze. Stoły zrobili sami. Zdążyli przed wyborami samorządowymi w 2018 roku. Wybory odbyły się już we własnym lokalu. Z czasem w nagrodę dostali stół do tenisa stołowego oraz zestaw do słuchania muzyki. Ze świetlicy korzystali wszyscy. W czasie ferii dzieci miały gdzie spędzać wolny czas. Wieczorami dorośli grali w tenisa stołowego. W świetlicy odbywały się zebrania wiejskie, spotkania towarzyskie i uroczystości rodzinne. Jednym słowem – kwitło życie towarzyskie. Jesienią 2024 roku mieszkańcy we własnym zakresie przeprowadzili drobny remont świetlicy. W 2024 roku zorganizowano w świetlicy „Andrzejki” i zabawę sylwestrową. Wtedy ze składkowych pieniędzy kupiono naczynia stołowe do świetlicy. Świetlica działała w najlepsze, aż w lipcu 2025 roku na drzwiach świetlicy pojawiła się dodatkowa kłódka.

Sąsiad powiesił kłódkę

Dla nikogo nie było tajemnicą, że świetlicę zamknął sąsiad, Tomasz Borys. Planowanej zabawy sylwestrowej 2025 roku już nie zorganizowano. Ostatnie zebranie wiejskie z udziałem wójta Henryka Gołębiowskiego odbyło się przed świetlicą, na mrozie. Na wniosek mieszkańców, by udostępnić lokal, interweniowała policja z Chełma – bezskutecznie. Tomasz Borys przedstawił akt darowizny działki, na której stoi świetlica, potwierdzony notarialnie. Darowiznę otrzymał od swojej mamy. Jest wpisany jako właściciel nieruchomości w księgach wieczystych. Z prawnego punktu widzenia to on jest właścicielem nieruchomości.

Mieszkańcom trudno się z tym pogodzić, że 40 lat temu kupili od Henryki Krzywickiej tę samą działkę. Sporządzano wtedy nawet umowę na piśmie i wypłacono za działkę gotówkę. Żyje jeszcze kobieta, która spisywała tę umowę. Wszystko działo się w mieszkaniu Henryki Krzywickiej, w obecności jej córki. Niestety, zawarta umowa nie została nigdy potwierdzona notarialnie, a tylko w ten sposób, zgodnie z prawem, przenosi się własność nieruchomości. Nikt wtedy nie przewidywał, że to kiedyś będzie potrzebne i będzie takie ważne. Umowa to umowa i przecież to wszystko robili dla całej wsi. Jak to się stało, że ziemia wtedy sprzedana za gotówkę po latach, w 2020 roku, stała się przedmiotem darowizny?

Ludzie z Rady Sołeckiej Czarnołoz zapowiadają, że tak tej sprawy nie zostawią. – Nie ustąpimy – mówią. – Nasi rodzice to budowali 40 lat temu, a później składali się na wyposażenie i robili remonty. Nie można tego zaprzepaścić ani zniszczyć.

Przewodzi im sołtys Elżbieta Górnik. Pełna energii, zapału i pomysłów społeczniczka gromadziła wokół siebie ludzi sobie podobnych. Za składkowe pieniądze uporządkowali nieużytki należące do wspólnoty wiejskiej. Powstał zielony teren rekreacyjny. Jest zarybiony staw, są wiaty wypoczynkowe. Wymarzone miejsce na rodzinną rekreację. Brakuje świetlicy, takiej bazy lokalowej dla Koła Gospodyń Wiejskich czy dla twórców ludowych. Marzy im się kącik historyczny z pamiątkami i dokumentacją dziejów wsi, takie archiwum społeczne. Czarnołozy mają przecież bogatą historię. To najstarsza wieś w województwie.

Zmarły niedawno wójt Henryk Gołębiowski był bardzo zaangażowany w sprawę świetlicy w Czarnołozach. Chciał jak najszybciej doprowadzić do uregulowania prawnego, ale niestety śmierć pokrzyżowała plany. Jego następca, Bartłomiej Szajner, zapewnia, że też jest zainteresowany jak najszybszym rozwiązaniem tego sporu i uregulowaniem sprawy.

– Według aktualnych dokumentów grunt jest własnością osoby prywatnej, a budynek świetlicy mieniem sołeckim. Gmina próbowała znaleźć jakieś dokumenty, które wskazywałyby, że ta działka jest mieniem gminnym, ale takich „twardych” dokumentów nie ma, bo umowa z panią Krzywicką nigdy nie została potwierdzona notarialnie. Są tylko rachunki za prąd i wodę – mówi nowo wybrany wójt Wojsławic, Bartłomiej Szajner. – Będziemy dążyć do tego, żeby to wyprostować. Chciałbym się spotkać z właścicielami gruntu i rozmawiać o ewentualnej sprzedaży tej działki na rzecz gminy. Jestem przekonany, że da się to rozwiązać na drodze dialogu i sprawić, żeby mieszkańcy Czarnołoz znowu mieli świetlicę.

Juliusz Stachira