Chcą tam umrzeć, nigdzie indziej

Gdzie byliście przez siedemdziesiąt lat? Gdzie byliście, jak nam na głowę kapało? - pytali rozwścieczeni lokatorzy, gdy pierwszy raz spotkali się z nowymi właścicielami kamienicy.

Nie chcą słuchać ani o eksmisji, ani o mieszkaniach zastępczych. – Chcemy tu żyć do śmierci – mówią lokatorzy do niedawna komunalnych mieszkań w budynku przy Obłońskiej 19 w Chełmie. Pożydowska kamienica, w której mieszkają od kilkudziesięciu lat, trafiła w ręce spadkobierców dawnych właścicieli. A ci kilkakrotnie podnieśli im czynsz.

Panie prezydencie! Wiemy, co się dzieje w kraju, ludzie psychicznie nie wytrzymują reżimu wprowadzonego przez nowych właścicieli. Zostawiają mieszkania i uciekają w nocy. Czy z nami będzie tam samo? – pytali mieszkańcy kamienicy wiceprezydenta Chełma J. Górnego.

– My już wiemy, jak to się potoczy. Słyszeliśmy historie o tym, co się dzieje, gdy o swoje nieruchomości upominają się Żydzi. Albo każą płacić krocie za najem, albo wyrzucają ludzi z mieszkań – jeszcze we wrześniu ubiegłego roku przewidywali lokatorzy komunalnych mieszkań w budynku przy Obłońskiej 19 w Chełmie.
To wtedy, jak grom z jasnego nieba, spadła na nich wiadomość, że kamienica, w której żyli od lat, niektórzy nawet od pokoleń, przeszła w prywatne ręce.
Jak tłumaczyli wtedy urzędnicy, kamienica należała przed wojną do dwóch żydowskich rodzin. Pożoga wojny sprawiła, że niektórzy z nich zginęli, inni rozjechali się po świecie. Kilka lat później, w związku z brakiem lokali mieszkalnych, kamienica została objęta przymusowym zasiedleniem i zarząd nad nią przejęło miasto. I administrowało nią aż do września 2016 roku. Wtedy, decyzją sądu, kamienica została przekazana spadkobiercom prawowitych właścicieli.
– Gdzie byliście przez siedemdziesiąt lat? Gdzie byliście, jak nam na głowę kapało? – pytali rozwścieczeni lokatorzy, którzy nie mogli zrozumieć, jakim prawem, po tylu latach, ktoś przychodzi i przejmuje zarząd nad ich mieszkaniami.

Czynsz w górę

Zrozpaczone mieszkanki kamienicy przy ul. Obłońskiej 19: – Nie wyjdziemy z ratusza dopóki nas nie wysłuchają!

Prezydent Agata Fisz uspokajała zrozpaczonych lokatorów. Zapewniła, że urząd miasta poczyni starania, aby odkupić nieruchomość. A już na pewno nie pozwoli, aby piętnaście mieszkających tam rodzin wylądowało na bruku.
– Tyle że dziś, po roku od zapewnień pani prezydent, właśnie to nam grozi – mówią rozgoryczeni mieszkańcy.
Stało się to, czego mieszkańcy najbardziej się obawiali. Od 1 listopada br. właściciele ich kamienicy żądają kilkakrotnie wyższego czynszu. Wzrośnie on z dotychczasowych 3 zł do 8 zł za m kw. Do tej pory lokatorzy – w większości emeryci i renciści – płacili w zależności od metrażu przeważnie około 200 zł, a teraz niektórym przyjdzie zapłacić ponad 500 zł. Ludzie są zrozpaczeni. Nie stać ich na taką podwyżkę.
Od momentu, kiedy tylko otrzymali informację o wzroście opłat, próbowali umówić się na spotkanie z prezydent Agatą Fisz. Jak mówią – z opłakanym skutkiem. W minionym tygodniu nie wytrzymali. We wtorkowy poranek zebrali się w chełmskim ratuszu i zapowiedzieli, że nie wyjdą, dopóki nie zostaną wysłuchani przez władze miasta. Przyjął ich Józef Górny, wiceprezydent Chełma.
– My podpisywaliśmy umowę z miastem, a nie z prywatnym właścicielem. I nie mamy zamiaru płacić tak wysokiego czynszu – rozpoczęła na spotkaniu Irena Magier z Obłońskiej 19 i domagała się odpowiedzi, dlaczego budynek do tej pory nie został odkupiony przez ratusz, mimo że taka była umowa.

Miasto chce kupić, ale…

Wiceprezydent zapewniał, że miasto podjęło kroki, aby nabyć kamienicę. Tyle, że na chwile obecną, utknęli w martwym punkcie.
– Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy. Przygotowaliśmy się do kupna, zagwarantowaliśmy w budżecie miasta pieniądze (660 tys. zł – przyp. red.). Problem w tym, że współwłaściciele, zakładając księgę wieczystą, złożyli dokumenty, które były wątpliwe pod względem prawnym. Dwóch notariuszy odmówiło sporządzenia aktu notarialnego ze względu na nieprawidłowości. Przekazaliśmy to do sądu, a sąd wpisał do dokumentów zastrzeżenia. Teraz ruch leży po drugiej stronie, która musi uporządkować te formalności. Bez tego nie możemy kamienicy odkupić – tłumaczył Górny.
Mieszkańców kamienicy te słowa załamały jeszcze bardziej.
– Wprowadziłam się do tego mieszkania pięćdziesiąt lat temu – mówiła najstarsza lokatorka. – Nie było tam ani wody, ani ubikacji. Wszystko montowaliśmy sami, całą instalację, na własny koszt. W mieszkaniach prowadziliśmy remonty. Zainwestowaliśmy w to mnóstwo pieniędzy. Dbaliśmy jak o swoje.
Inna mieszkanka dodała, że wprowadzając się do mieszkania w 1998 r. nie miała pojęcia, że to czyjaś prywatna własność. Sądziła, że skoro podpisuje umowę z ratuszem, to nieruchomość należy do miasta. Ludzie żalili się, że zostali wprowadzeni w błąd. Dopytywali, po co urzędnicy pozwolili mieszkać tam ludziom.
– Państwa przypadek nie jest odosobniony. Tak się działo w całym kraju. Po wojnie wracali repatrianci, był szczególny tryb najmu i właśnie na tej podstawie zasiedlono kamienicę, jak i tysiące innych nieruchomości w kraju. W ten sposób powstała ta historyczna zaszłość, którą przyszło nam dzisiaj rozwiązać – mówił Górny.
Wiceprezydent równocześnie zapewniał, że jeśli tylko dojdzie do odkupienia kamienicy, jej dotychczasowych mieszkańców będą obowiązywały stawki czynszu ustalone w ramach uchwały rady miasta.
– A co, jeśli do tego nie dojdzie? Wiemy, co się dzieje w kraju, ludzie psychicznie nie wytrzymują reżimu wprowadzonego przez nowych właścicieli. Zostawiają mieszkania i uciekają w nocy – mówiła Magier. – I nie wiemy, czy nas nie będzie czekać taki los. Czy nie przyjdzie nam uciekać z naszych domów, w których spędziliśmy całe życie, w które inwestowaliśmy. Jesteśmy starszymi ludźmi. Chcemy tam mieszkać do śmierci.
Z kobietą zgodzili się pozostali obecni na spotkaniu i wtórowali: – Tak! My tam chcemy mieszkać do śmierci!
– A my chcemy, żebyście tam zostali – odpowiadał J. Górny. – Chcemy odkupić kamienicę i miejmy nadzieję, że współwłaścicielom uda się wyjaśnić niejasności i przystąpić do transakcji.
Czy do tego dojdzie? A jeśli tak, to kiedy? Na te pytania mieszkańcy nie otrzymali odpowiedzi. Nie dowiedzieli się też, jaki mają płacić czynsz. Czy ten narzucony przez miasto, czy ten, jaki życzy sobie nowy właściciel.
Wicieprezydent Górny zapewnił, że na to pytanie mieszkańcy otrzymają odpowiedź na piśmie.
Do sprawy wrócimy. (mo, mg)