Chroniła, mimo że zabił ich dziecko

Historia, która zdarzyła się w pierwszej dekadzie lutego w malutkiej wiosce gdzieś w środku lasów Poleskiego Parku Narodowego, mrozi krew w żyłach. Ale jeszcze bardziej zatrważające jest to, co stało się po tym, gdy 24-latek skopał swoją ciężarną partnerkę, czego następstwem było poronienie.

Do niewielkiego przysiółka liczącego ledwie kilka domów i niewiele więcej mieszkańców trafić niełatwo. Najpierw polami, potem przez las wiedzie tam gruntowa piaszczysta i wąska droga. Dookoła tylko drzewa, bagna i mnóstwo przestrzeni. W takich miejscach łatwo ukryć to, co dzieje się w czterech ścianach. A jeśli już do czegoś dochodzi, to rzadko te wydarzenia wydostają się na zewnątrz.

Tak było w przypadku młodej dziewczyny. 19-latka była w ciąży ze swoim 24-letnim partnerem z gminy Bychawa. Młodzi pomieszkiwali to tu, to tam. Mężczyzna szybko pokazał swój prawdziwy charakter i podporządkował młodą dziewczynę swojej woli. Bardzo szybko ją zdominował, by nie powiedzieć: sterroryzował. – W czwartek (21 maja) zatrzymano 24-letniego mieszkańca gminy Bychawa – opowiada Sławomir Szymański, wiceszef Prokuratury Rejonowej we Włodawie, która prowadzi śledztwo w tej sprawie.

– Mężczyzna jest podejrzany o przestępstwo z art.153 p.1, który mówi o tym, że kto stosując przemoc wobec kobiety ciężarnej lub w inny sposób bez jej zgody przerywa ciążę albo przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza kobietę ciężarną do przerwania ciąży, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8 – wyjaśnia Szymański. 24-latek po doprowadzeniu do porkuratury i przesłuchaniu został tymczasowo aresztowany na 3 miesiące.

Do zawiadomienia prokuratury o brutalnym pobiciu przez partnera przekonała pokrzywdzoną dopiero matka. Zdarzyło się to 8 lutego. Zaczęło się od kłótni, od słów 24-latek szybko przeszedł do czynów i brutalnie skopał swoją partnerkę. W efekcie młoda kobieta trafiła do Publicznego Szpitala Klinicznego w Lublinie, ale mimo starań lekarzy nie udało się uratować dziecka. Zawiadomienie o przestępstwie wpłynęło do Prokuratury Rejonowej we Włodawie 11 lutego, która zaczęła poszukiwania zwyrodnialca. Trwały one ponad trzy miesiące.

W ręce stróżów prawa 24-latek wpadł w ubiegłym tygodniu. W jego znalezieniu pomogło doświadczenie i znajomość tego typu spraw przez policjantów. Okazało się bowiem, że człowiek ukrywał się nie gdzie indziej, tylko… w domu swojej ofiary. – To znamienne. Bardzo często spotykamy się z sytuacjami, gdzie najpierw bita i prześladowana przez męża czy partnera kobieta składa zawiadomienie, a po kilku dniach wycofuje swoje zeznania i staje w jego obronie. Podobnie było w tym przypadku – mówi Sławomir Szymański. (bm)