Covid – reaktywacja

Chełmski szpital znowu zatyka się pacjentami zarażonymi koronawirusem. Nie dlatego, że jest ich aż tak dużo, ale dlatego, że brakuje miejsc na oddziale zakaźnym. Na pozostałe odziały dyrekcja nie chce przyjmować zakażonych. W efekcie pogotowie nie ma gdzie ich odwozić i czeka z pacjentami przed Szpitalnym Oddziałem Ratunkowym.

Chełmski szpital i pogotowie zaczynają mieć kłopot z pacjentami zarażonymi koronawirusem. Pogotowie przywozi ich coraz więcej, a szpital nie chce przyjmować. Przed oddziałem ratunkowym dochodzi do zatorów. Podobnie jak w czasie największych fal pandemii. – Jest coraz więcej przypadków zachorowań, a szpital zwleka z przyjmowaniem zakażonych, bo trwa remont oddziału zakaźnego i brakuje im miejsca – skarżą się ratownicy.

Na oddziale zakaźnym było dotychczas 25 łóżek a teraz jest 19 miejsc, bo oddział na czas remontu przeniesiony został w miejsce dawnej pulmonologii. – Stąd ograniczenia – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu w Chełmie. Ale dyrektor spodziewa się większych problemów. – Wyraźnie widać, że przybywa pacjentów zarażonych koronawirusem, a my nie będziemy mieli gdzie ich lokować – mówi. – Nie możemy przecież kłaść pacjentów zakaźnych na inne oddziały, jak kardiologia czy ortopedia, bo to zagraża zdrowiu pozostałych pacjentów.

Wymaga też dzielenia oddziału, tworzenia bezpiecznych śluz i innej pracy całego personelu, który powinien być – jak to było przy poprzednich falach – odpowiednio zabezpieczony w skafandry, maseczki itd. – Tylko że wtedy wojewoda zdecydował o zamknięciu oddziałów i przekształceniu je w covidowe, teraz takiej decyzji nie ma – mówi L. Litwin.

Szpitale niechętnie przyjmą pacjentów covidowych także z powodów finansowych. Procedura covidowa jest wyceniona kilkukrotnie słabiej niż poprzednio a personel nie dostaje już ekstradodatków. Jeśli szpitale będę leczyć koronawirusa zamiast np. prowadzić zabiegi i operacje, które są znacznie lepiej wyceniane, stracą na tym finansowo. Ale lekarze z oddziałów i dyrekcje szpitali boją się pretensji i roszczeń innych pacjentów, którzy „złapią” koronawirusa w szpitalu.

– Na razie przyjmujemy chorych na tyle, na ile pozwalają nam warunki – mówi L. Litwin. – Jeżeli trafi do nas pacjent np. z objawami kardiologicznymi, neurologicznymi czy pulmonologicznymi a w trakcie przyjmowania i wykonywania testu okaże się też, że jest akurat zarażony koronawirusem, to przyjmiemy go na odpowiedni oddział. Ale możliwości przyjmowania pacjentów z samym koronawirusem mamy ograniczone do ilości łóżek na oddziale zakaźnym i ewentualnej izolatki na oddziale ratunkowym. Chyba, że wojewoda zdecyduje o wyłączeniu normalnej pracy oddziałów – tak, jak było w szczycie pandemii. (bf)