Depresja – zmora naszych czasów

Obudziłam się w szpitalu. Pytali mnie czy pamiętam, co się stało. Chwilę zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę z tego, że się nie udało. Że dalej muszę żyć

– Najgorsze były poranki. Budziłam się i nie mogłam podnieść się z łóżka – wspomina Edyta. Dziś mówi o tym, jak ważne jest wczesne rozpoznanie depresji i fachowa pomoc specjalisty. Tym bardziej, że szacuje się, iż zmagać się z nią może nawet co dziesiąty Polak.

– Nie mam pojęcia, kiedy to się zaczęło. Często depresja wiąże się z jakimiś traumatycznymi przeżyciami. Mnie nic takiego nie spotkało. Po prostu pewnego dnia moje życie straciło sens – mówi Edyta. – Na początku myślałam, że jestem zwyczajnie przemęczona. Myślałam, że muszę się po prostu porządnie wyspać. Nie pomagało. Brałam jakieś tabletki, bez recepty, które miały poprawić nastrój. Też nic. Czułam się koszmarnie. Może to zabrzmi banalnie, ale życie nie sprawiało mi radości. Było przykrym obowiązkiem. Do tego nie mogłam na siebie patrzeć. Zresztą na innych też nie. Tym bardziej, że od znajomych słyszałam tylko: „Jakbym cię, k…, wziął do pionu, to zaraz by ci przeszła depresja”. A jednak nie przechodziła.
O swojej próbie samobójczej Edyta mówi z trudem. – Jak teraz to wspominam, mam wrażenie, jakbym mówiła o innej osobie. Jakbym to nie ja nabrała się tabletek nasennych, tylko ktoś inny. Obudziłam się po kilkunastu godzinach w szpitalu. Pytali mnie czy pamiętam, co się stało. Chwilę zajęło mi, zanim zdałam sobie sprawę z tego, że się nie udało. Że dalej muszę żyć. Byłam przerażona. To był jednak ten moment, kiedy powiedziałam sobie jasno, że sama nie dam sobie rady, że potrzebuję pomocy. Dziś z perspektywy lat wiem jedno, że za późno wzięłam się za siebie. Problem w tym, że – jak wiele osób, które dotknęła depresja – bałam się przed sobą przyznać, że się z nią zmagam i potrzebuję leczenia.

Narasta powoli i niepostrzeżenie

Nastrój obniża się stopniowo, człowiek staje się apatyczny, bierny, najchętniej przebywa z dala od innych osób, zamyka się w sobie. Smutku nie mogą rozwiać bliscy. Potrzebna jest fachowa pomoc. Jednak mało kto się na nią decyduje.
– Zaledwie co trzecia osoba zmagająca się z depresją podejmuje leczenie – czytamy w komunikacie Głównego Inspektoratu Sanitarnego. A często, kiedy odwiedzają gabinet psychologiczny czy psychiatryczny, to są już w takim stanie, że specjalista musi się naprawdę napracować, aby wyciągnąć chorego ze szponów depresji. – Dlatego tak ważne jest to, aby jak najszybciej podjąć leczenie – przyznaje Edyta.

Jak leczyć?

Zanim specjalista podejmie decyzję, jakie leczenie podjąć, musi najpierw rozróżnić czy chodzi o zwykłe, fizjologiczne przygnębienie, stan depresyjny czy też o depresję w postaci choroby.
– Przygnębienie oznacza chandrę, trwa do kilku dni i zwykle nie zakłóca naszego codziennego funkcjonowania – mówi lek. med. Agnieszka Sekunda, psychiatra w chełmskim szpitalu. – Stan depresyjny to stan bardziej nasilony, towarzyszą mu inne emocje, nie tylko smutek, ale napięcie, drażliwość, brak siły. Trudno się skupić i utrzymać dłużej uwagę na jakiejś aktywności. Można odczuwać bezsilność, rezygnację, a nawet mieć myśli samobójcze. Ten stan trwa co najmniej dwa tygodnie (często o wiele dłużej) i zakłóca codzienne funkcjonowanie. Z kolei depresja jest chorobą wtedy, gdy występuje w przebiegu różnych chorób psychicznych, a także wtedy, kiedy występuje w stanach spowodowanych uszkodzeniem centralnego układu nerwowego, np. na skutek urazu, udaru mózgowego, degeneracji tkanki mózgowej, w przebiegu przewlekłych chorób somatycznych czy też nadużywania alkoholu, narkotyków, dopalaczy lub leków – wymienia psychiatra.
I dopiero wtedy, gdy specjalista oceni, z czym ma do czynienia, rozpoczyna leczenie. – Tyle że najlepiej leczyć nie objawy, a przyczynę – zauważa A. Sekunda. Często jest tak, że depresja ma konkretne podłoże. Może to być utrata pracy, niepowodzenie w życiu prywatnym czy żałoba po stracie bliskiej osoby. Kiedy specjalista zna przyczynę, stosuje nie tylko doraźne leczenie w postaci leków, ale też podczas psychoterapii próbuje „przepracować” problem z pacjentem.
– Zdarza się też, w przypadku depresji chorobowej, że ani psychoterapia, ani leki nie pomagają. Swego czasu, gdy pracowałam w Lublinie, miałam pacjentów, dla których jednym ratunkiem były zabiegi elektryczne, tzw. elektrowstrząsy – wspomina A. Sekunda. – Niestety, miałam też i takiego pacjenta, który miał tak uporczywą depresję, że popełnił samobójstwo.

Depresja w liczbach

– Dziś o depresji mówi się coraz częściej, bo depresyjnie czuje się coraz więcej ludzi, zarówno na świecie, jak i w Polsce – przyznaje psychiatra. – Według statystyk Światowej Organizacji Zdrowia depresja zajęła czwarte miejsce wśród wszystkich chorób i zaburzeń dotykających ludzi. Szacuje się, że na świecie depresyjnie czuje się 350 milionów ludzi, co stanowi 5 proc. populacji. W Europie są to 83 miliony, czyli 27 proc. W Polsce w minionym roku depresję rozpoznawano u około 1,5 miliona osób. Są jednak i takie szacunki, z których wynika, że z depresją może zmagać się nawet co dziesiąty Polak – informuje A. Sekunda i dodaje, że w 80 proc. przypadków stany depresyjne są rozpoznawane u osób w wieku 30-59 lat. Statystyki mówią też, że kobiety zapadają na depresję dwa razy częściej niż mężczyźni. (mg)
Imię zmienione. Personalia bohaterki artykułu do wiadomości redakcji.