Duże brawa nie tylko dla zawodników

Koszykarski sezon w hali Globus w Lublinie rozpoczęty i to w jakim stylu, zarówno pod względem frekwencji, jak i sportowym. Przy niemal komplecie widzów Polska pewnie pokonała w środę 78:64 Estonię w meczu eliminacyjnym do EuroBasket 2017. Biało-czerwoni z kompletem zwycięstw przewodzą w tabeli grupy kwalifikacyjnej.
Lubelska publiczność wyjątkowo dopisała. Na trybunach hali przy ul. Kazimierza Wielkiego zasiadło około czterech tysięcy widzów. – To pokazuję, jak lublinianie stęsknili się za koszykówką – mówi Marek Lembrych, prezes Lubelskiego Związku Koszykówki, na co dzień także doradca prezydenta Lublina do spraw sportu – Wśród żywiołowo dopingujących kibiców nie mogło zabraknąć także uczniów Szkolnych Młodzieżowych Ośrodków Koszykówki z Lublina, Białej Podlaskiej i Kraśnika. Cieszę się, że mogli zobaczyć arcyciekawe widowisko, zakończone wygraną biało-czerwonych. Być może za kilka lat któryś z nich zagra w pierwszej reprezentacji w koszulce z orzełkiem na piersi – dodaje Lembrych.
Na parkiecie koszykarze odwdzięczyli się za wsparcie oraz fantastyczny doping, który od początku do końca niósł ich do walki. Poza słabszymi fragmentami drugiej oraz trzeciej kwarty nasi zawodnicy dominowali nad rywalami, a prym wśród biało-czerwonych wiódł Maciej Lampe, który pod nieobecność Marcina Gortata wyrasta na lidera kadry.
Reprezentacja Polski rozpoczęła w swoim stylu – od wymuszenia faula przez Lampego i dobrego kontrataku w wykonaniu Mateusza Ponitki. Jednak to Estończycy po trójce Stena Sokka prowadzili 5:4. Świetna skuteczność z dystansu pozwalała gościom utrzymywać się w grze. Polacy z kolei stawiali na grę bliżej kosza i szybki atak po przechwytach Ponitki. Później trójką popisał się dodatkowo Adam Waczyński, a nasza kadra wygrywała 19:11. Tę część meczu biało-czerwoni zakończyli siedmiopunktowym zwycięstwem.

Seria 7:0 i rzut z dystansu Tomasza Gielo pozwolił ekipie trenera Mike’a Taylora wygrywać 28:14 po czterech minutach drugiej kwarty. Polacy prezentowali świetną obronę, a rywale zupełnie nie mogli znaleźć sposobu na przełamanie. Trafienie zanotował później Rain Veideman, ale to nasza drużyna ciągle kontrolowała sytuację – nawet mimo ośmiu punktów z rzędu Estończyków. Ostatecznie dzięki rzutom wolnym Macieja Lampego reprezentacja Polski po 20 minutach rywalizacji wygrywała 36:26.
W trzeciej kwarcie to ekipa trenera Tiita Sokka zaczęła prezentować lepszą defensywę (na całym parkiecie), a ponadto trafiała swoje rzuty – po akcjach Kristjana Kitsinga i Tanela Kurbasa przegrywała tylko czterema punktami. Późniejsze rzuty wolne Raina Veidemana dały gościom nawet minimalną przewagę. Biało-czerwoni bardzo szybko na to zareagowali akcją 2+1 Aleksandra Czyża i trójką A.J. Slaughtera, co trochę uspokoiło naszą grę.
Cztery skuteczne zagrania z rzędu reprezentacji Polski na początku kolejnej kwarty i trafienie Adama Hrycaniuka dały 15 punktów przewagi. Estończycy do końca walczyli o lepszy rezultat. Zespół trenera Mike’a Taylora potrafił jednak kontrolować sytuację na parkiecie. Ostatecznie kadra wygrała swój trzeci mecz z rzędu w kwalifikacjach – tym razem 78:64.
– Ten mecz był dokładnie taki, jak się spodziewaliśmy. Estonia włożyła w niego mnóstwo serca. Pokazaliśmy rewelacyjną obronę zespołową w pierwszej połowie. W trzeciej kwarcie to oni nas zaskoczyli swoją defensywą. Zostawali w grze głównie dzięki swoim rzutom z dystansu. Jestem jednak zadowolony ze sposobu, w jaki graliśmy. To było wielkie zespołowe zwycięstwo – mówił po meczu Mike Taylor, trener reprezentacji Polski.
Zadowolenia po spotkaniu nie ukrywał także Grzegorz Bachański, prezes zarządu PZKosz. Sternik koszykarskiej centrali podkreślił znakomitą atmosferę, jaką w hali stworzyli kibice – Lublin po raz kolejny nie zawiódł i wspaniale niósł naszych zawodników do wygranej. Nasz cel, czyli awans do finałów przyszłorocznego Eurobaskety, jest już coraz bliżej – wyznał Grzegorz Bachański. BAS