„Dziadostwo!”

Kiedy się używa zbyt dużo mocnych słów, z czasem może ich zabraknąć. Do takiej ściany doszły już stosunki wojewody z marszałkiem województwa lubelskiego. W ubiegłym tygodniu Przemysław Czarnek nawymyślał sejmikowej koalicji PO-PSL. – „Dziadostwo!”, „wprowadzanie w błąd!” atakował przedstawiciel rządu na Lubelszczyźnie, krytykując zaskarżenie przez Sejmik jego decyzji nadzorczej, uchylającej uchwałę zmieniającą statut Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska.
Nie byłoby zapewne całego zamieszania, gdyby PiS dotrzymał jednego ze swoich przedwyborczych zobowiązań i w ogóle rozwiązał WFOŚ-ie, służące głównie do wypłacania swoim prezesom – działaczom partyjnym pensji sięgających blisko 20 tys. zł miesięcznie. Podobnie jak wcześniej PO, również obiecująca ograniczenie zbędnej biurokracji partia rządząca szybko policzyła, że tak intratnych synekur potencjalnie dla „swoich” wcale aż tak dużo w państwie nie ma, dlatego lepiej istniejące przejąć, zamiast likwidować. Opisywane szeroko przejęcie kompetencji w zakresie obsadzania większości stanowisk członków rad nadzorczych Funduszy przez ministerstwo środowiska wywołało zgodną obronę zorganizowaną przez zdominowany przez opozycję Sejmik, co z kolei spowodowało reakcję reprezentujących interesy partyjno-rządowe wojewodów.
Lublin nie odbiega zatem od średniej krajowe. Sejmikowa większość PO-PSL uchwaliła antyrządową sztuczkę, w postaci zmiany statu WFOŚ wprowadzającej jednomyślne głosowanie rady Funduszu, wojewoda uchwałę uchylił, ostatni Sejmik rozstrzygnięcie to zaskarżył, obie strony sobie nawtykały od ignorantów i arogantów, a po cichu WFOŚ, choć niby sparaliżowany – i tak rozdzielił 15 mln zł między lokalne samorządy. Wbrew zatem oskarżeniom system działa, pieniądze (inna rzecz, czy sensownie…) są wydawane, a politycy mają okazje, by podkręcić swoich zwolenników w kontrze do „wrogów”. I tak ten interesik się kręci… TAK