Trzy lata temu przeszli z kontraktów na etaty. Teraz boją się, że wrócą do mniej korzystnej formy zatrudnienia. 29 ratownikom z chełmskiego pogotowia kończą się umowy o pracę, zawarte na czas określony i coraz głośniej mówi się, że nie będą przedłużane.
Trzy lata temu 29 ratowników przeszło z kontraktów na etaty. Przyzwyczaili się do nowej formy zatrudnienia, która daje większą stabilność, gwarantuje płatne urlopy, świadczenia chorobowe czy nagrody jubileuszowe. Ale mają umowy na czas określony. Dla wielu z nich perspektywa powrotu na kontrakty jest nie do zaakceptowania.
– Ludzie nie wiedzą, czego się spodziewać. Przez kilka lat funkcjonowaliśmy na etatach i traktowaliśmy to jako rozwiązanie docelowe. Teraz pojawiają się informacje, że sytuacja może się zmienić – słyszymy od jednego z nich.
Dorota Rybaczuk, dyrektor Stacji Ratownictwa Medycznego w Chełmie potwierdza, że analizowane są różne warianty organizacji zatrudnienia. – To są indywidualne sprawy każdego pracownika. Jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Analizuję sytuację – mówi.
Jak podkreśla, pierwsze umowy kończą się dopiero pod koniec lipca. – Nie zamierzam nikogo zwalniać. Nie mogę sobie pozwolić na brak obsady zespołów ratownictwa. Dbam o ciągłość pracy i nie będzie sytuacji, w której zabraknie ratowników do realizacji zadań – mówi.
Etat daje stabilność, kontrakt większą elastyczność
Spór dotyczy dwóch różnych form zatrudnienia, które od lat funkcjonują w ratownictwie medycznym. Pracownik zatrudniony na etacie ma zagwarantowany urlop wypoczynkowy, wynagrodzenie za czas choroby, dodatki wynikające z Kodeksu pracy oraz świadczenia związane ze stażem pracy. Kontrakt daje większą swobodę organizacji czasu pracy, ale część świadczeń pracownik musi zabezpieczyć we własnym zakresie – musi sam opłacić ZUS i ubezpieczyć się. Przy minimalnych składkach w ręku zostaje więcej pieniędzy.
Według Doroty Rybaczuk wiele stacji ratownictwa w Polsce korzysta z mieszanego modelu zatrudnienia. – Ratownictwo medyczne dopuszcza zarówno zatrudnienie na etatach, jak i na kontraktach. W mojej ocenie najbezpieczniejszym rozwiązaniem jest zachowanie odpowiednich proporcji między obiema formami zatrudnienia. Daje to większą stabilność finansową jednostki – tłumaczy. W tej chwili w stacji około 60 ratowników pracuje na kontraktach (część dorabia pracując w innych firmach np. na etatach). Drugie tyle, w tym 29, którym kończą się umowy, jest na etatach.
Rosną koszty, maleją zyski
Nie trudno się domyśleć, że powodem ewentualnych zmian są finanse. Za 2024 rok placówka wypracowała około 1,9 mln zł zysku. Rok później było to już około 1,3 mln zł. – Widać tendencję spadkową. Koszty wynagrodzeń rosną, a finansowanie systemu ochrony zdrowia nie zwiększa się w takim samym tempie. Moim obowiązkiem jest myślenie o przyszłości jednostki. Nie dopuszczę do sytuacji, w której stacja zacznie przynosić straty – mówi Rybaczuk i przywołuje przy tym przykład pogotowia w Zamościu, w którym model zatrudnienia oparty niemal wyłącznie na etatach stał się jednym z problemów finansowych placówki. – Dzisiaj mamy dodatni wynik finansowy i chcę, żeby tak pozostało. Byłabym nieodpowiedzialnym dyrektorem, gdybym nie analizowała zagrożeń, które mogą pojawić się za rok czy dwa lata – dodaje.
Ostateczne decyzje jeszcze nie zapadły, ale ratownicy liczą, że wskaźniki finansowe nie będą najważniejsze. Bo poczucie bezpieczeństwa zawodowego osób, które na co dzień odpowiadają za zdrowie i życie mieszkańców jest tak samo istotne. (reb)





















![„Jedynka” dziś świętuje! [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/06/jedynka-jubileusz-57-696x385.jpg)








