Franciszkański Hofman

Wystawę można oglądać w Muzeum KUL

„Sztukę robi się jako służbę Bożą” – to słowa polskiego malarza Wlastimila Hofmana, który wielokrotnie dowiódł swą twórczością, że traktował je jako osobistą deklarację. Przekonamy się o tym, odwiedzając Muzeum KUL, gdzie właśnie trwa wystawa, na którą składa się ponad siedemdziesiąt obrazów artysty.


Dzieła na otwartej na początku czerwca ekspozycji zawierają charakterystyczne dla malarstwa Wlastymila Hofmana (1881-1970) motywy religijne, głównie postać Chrystusa: na krzyżu, w cierniowej koronie oraz wizerunki Madonny z małym Jezusem. Nie są to jednak standardowe obrazy religijne.

Artysta bowiem postać Matki Bożej malował, inspirując się zwykłymi młodymi kobietami, często wiejskimi dziewczynami, góralkami. Ukazywał je tulące do siebie malutkie, zwykłe dziecko. Przekazywał w ten sposób ideę, że macierzyństwo, jego piękno, a zarazem zwyczajność, jest tym, co łączy zwykłe kobiety z – niewątpliwie doskonałą, ale z tego powodu wydającą się bardzo od nas odległą – Matką Jezusa.

Ale nie są to jedyne motywy, które prezentują płótna na wystawie – odnotujmy, która potrwa do końca września, jest dostępna bezpłatnie od poniedziałku do piątku w godz. od 12 do 16.

„Eloe nad zwłokami Anhellego” to przykład wybitnego dzieła W. Hofmana (na co dzień w Okręgowym Muzeum w Lesznie), które jednoznacznie kojarzy się z malarstwem Jacka Malczewskiego, a więc z jednym z najlepszych, oryginalnych i cenionych polskich malarzy, którego nazwiska nie może zabraknąć w żadnej poważnej publikacji dotyczącej historii sztuki polskiej.

Wspomniany obraz oraz inne prezentowane na wystawie są faktycznie wyrazem inspiracji malarstwem J. Malczewskiego, który był mistrzem W. Hofmana podczas jego studiów w Szkole Sztuk Pięknych w Krakowie. W kolejnych latach obaj artyści zaprzyjaźnili się; Hofman po śmierci Malczewskiego otrzymał nawet dawną paletę mistrza.

Wśród obrazów spotkamy kilka autoportretów oraz portretów, w tym Maksymiliana Marii Kolbego. Ale szczególne miejsce wśród nich zajmuje – prezentowany także obecnie w Muzeum KUL – obraz „Autoportret z przyszłą żoną” z 1916 r. Z wybranką serca artysty wiąże się niecodzienna i dość skomplikowana historia, której w szczegółach nie przytoczymy. Jednak warto odnotować, że Ada, z domu Goller, poznana podczas jednego z pobytów w Czechach, była bardzo oddaną towarzyszka życia.

Kiedy oboje tułali się po wybuchu II wojny światowej od Wołynia, poprzez Stambuł, Hajfę, Tel Awiw, Jafę, Jerozolimę, artysta nie zawsze miał na czym malować. Wierna Ada szukała dla męża, nawet wręcz w śmietnikach, jakichkolwiek materiałów które mogłyby być podłożem dla obrazów.

Po wojnie, po powrocie do Polski, Hofmanowie zamieszkali w Szklarskiej Porębie, w małej willi zwanej Wlastimilówką.

Przez całe życie Wlastimil Hofman (z matki Polki i ojca Czecha) był człowiekiem bardzo wierzącym, religijnym. Nawiązał ścisłe, przyjacielskie relacje z franciszkanami, którym wielokrotnie darowywał swoje obrazy. Dzięki temu znalazły się one w kolekcjach franciszkanów w Kalwarii Pacławskiej, w Krakowie, w Legnicy, i w Szklarskiej Porębie.

Większość obrazów pokazywanych na wystawie w Muzeum KUL pochodzi właśnie z tych kolekcji. Wskazuje też na to sam tytuł wystawy, który w całości brzmi „Franciszkański Hofman. Sztukę robi się jako służbę Bożą”.

Obrazy W. Hofmana są poszukiwane, na aukcjach osiągają wysokie ceny.

Monika Skarżyńska