Grypa szaleje

Ogromny wzrost zachorowań na grypę. W chełmskich przychodniach oblężenie, a na oddziale zakaźnym chełmskiego szpitala wstrzymano przyjęcia i zakazano odwiedzin.

To szczytowy okres zachorowań. Sanepid odnotowuje rekordową w tym sezonie liczbę zachorowań tzw. okołogrypowych i na grypę. W samym MSP ZOZ w Chełmie, w skład którego wchodzą przychodnie przy ul. Wołyńskiej i Połanieckiej, odnotowano ich od początku roku ponad 7 tysięcy.

Z kolei w Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie, obejmującej zasięgiem miasto Chełm i powiat chełmski, zachorowań tych odnotowano dwa razy tyle. Przypadków grypy rozpoznanej przez lekarzy na podstawie objawów klinicznych i zgłoszonych do chełmskiego sanepidu odnotowano od początku tego roku 1579 (stan na czwartek, 21 lutego – przyp. red).

– Tygodniowo odnotowujemy około dwustu przypadków rozpoznanych klinicznie zachorowań na grypę – mówi Elżbieta Kuryk, dyrektor chełmskiego sanepidu. – Wzrost zachorowalności obserwujemy od 16 stycznia.

Dyrektor Kuryk uspokaja, że to jeszcze nie epidemia. Ale faktem jest, że w analogicznym okresie przed dwoma laty odnotowywano tygodniowo do stu przypadków grypy, czyli dwukrotnie mniej niż obecnie. Z powodu zachorowań okołogrypowych chełmski szpital 15 lutego wstrzymał przyjęcia i ogłosił zakaz odwiedzin na Oddziale Obserwacyjno-Zakaźnym. Obowiązują aż do odwołania.

– Byliśmy do tego zmuszeni, ponieważ odwiedzający zarazili dwóch pacjentów i pielęgniarkę – mówi Mariusz Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. administracyjnych chełmskiego szpitala.

Mariusz Żabiński, dyrektor MSP ZOZ w Chełmie, informuje, że wśród 7 tysięcy zachorowań odnotowanych w przychodniach przy ul. Połanieckiej i Wołyńskiej większość to przypadki tzw. grypopochodne, tj. przeziębienia, zapalenia oskrzeli czy płuc. Niektórzy zgłaszają się do przychodni np. z samym katarem i wcale nie wymagają interwencji lekarskiej. Ale prawda jest taka, że większość osób nie potrafi odróżnić przeziębienia od zakażenia groźnym dla organizmu wirusem grypy.

Pacjenci próbują się leczyć domowymi sposobami bądź lekami dostępnymi w aptekach bez recepty. Bardzo często jest to bezskuteczne i choroba nie ustępuje. Nawet, gdy wydaje się, że już minęła pojawia się osłabienie. Wtedy trzeba dalej pozostać w domu i chorobę do końca „wyleżeć”.

Powikłania mogą być groźniejsze niż sama grypa. Lekarze przestrzegają, że szczególnie uważać powinny osoby, które chorują przewlekle, a także dzieci, kobiety w ciąży oraz osoby starsze. To oni znajdują się w grupach ryzyka, gdzie szansa na wystąpienie powikłań jest znacznie wyższa niż u innych. (mo)