Od 1 września do szkół wszedł nowy przedmiot – edukacja zdrowotna. Wygląda na to, że w szkołach w naszych gminach nauczany jednak nie będzie w ogóle, bo praktycznie wszyscy rodzice wpisali z niego swoje dzieci, ale w Chełmie będzie uczęszczać na nią niemal połowa uczniów, a w ZSEiM, czy I LO prawie wszyscy.
Zajęcia z edukacji zdrowotnej są fakultatywne, dlatego to rodzice (a w przypadku pełnoletnich uczniów oni sami) decydowali, czy dziecko będzie w nich uczestniczyć. Do czwartku, 25 września, szkoły zbierały deklaracje, a wstępne dane pokazują, że o ile na wsiach praktycznie wszyscy uczniowie zostali wypisani z tego przedmiotu, to chełmianie są w tej sprawie podzieleni – na lekcje będzie uczęszczać niemal 50 procent uczniów. Są jednak szkoły, jak Zespół Szkół Ekonomicznych i Mundurowych, gdzie na edukację zdrowotną będą chodzić wszyscy, czy I LO, gdzie ten odsetek sięga 90 proc.
– Jako wieloletni nauczyciel wychowania fizycznego, a obecnie także dyrektor I LO – szkoły znanej z promowania ważnych wartości – zależało mi, aby te zajęcia się odbywały. Podczas pierwszych zebrań z rodzicami przedstawiłam prezentację o przedmiocie. Wyjaśniłam, że edukacja zdrowotna będzie prowadzona w sposób neutralny, a najważniejsze będą profilaktyka, zdrowy styl życia i bezpieczeństwo. Planujemy zapraszać na te lekcje ekspertów i specjalistów z różnych dziedzin. Odbyłam wiele rozmów z rodzicam na ten temat i bardzo się cieszę, że dali szansę szkole, nauczycielom i samemu przedmiotowi – mówi Marta Sadowska, dyrektor I LO w Chełmie.
Część rodziców uznała, że przedmiot jest ważny i pomoże lepiej zadbać o zdrowie fizyczne i psychiczne młodzieży, szczególnie w obliczu współczesnych wyzwań. Lekcje mają przeciwdziałać m.in. wzrostowi liczby zaburzeń psychicznych, dyskryminacji, problemom z nadwagą i otyłością, uzależnieniom od substancji i internetu, a także szkodliwemu wpływowi dezinformacji i niezdrowych wzorców z mediów społecznościowych.
Inni rodzice, kierując się często powtarzanymi przez Kościół i prawicowych polityków przestrogami, że edukacja zdrowotna to seksualizacja, indoktrynacja i deprawacja uczniów oraz wezwania do wypisania z tego przedmiotu dzieci, zdecydowali, że ich dzieci nie będą uczęszczać na zajęcia. Przyczyny rezygnacji bywają jednak również bardziej prozaiczne – w wielu szkołach, ze względu na fakultatywny charakter przedmiotu, lekcje umieszczono na końcu planu, np. jako 7. czy 8. godzinę, więc uczniowie, chcąc skończyć wcześniej, rezygnowali z dodatkowej zajęć.
W szkołach podstawowych, gdzie edukacja zdrowotna obejmuje klasy od IV wzwyż, największe zainteresowanie przedmiotem odnotowano w Szkole Podstawowej nr 7 – na zajęcia rodzice zapisali 177 z 202 uczniów, czyli ok. 73 procent. Najmniejsze było w Szkole Podstawowej nr 1, gdzie udział zadeklarowało ok. 14 procent uczniów.
W II Liceum Ogólnokształcącym chętnych było niewielu – spośród 256 uczniów edukację zdrowotną wybrało zaledwie kilka osób.
– Zaplanowaliśmy, że zajęcia będą skierowane do klas II i III. Nie namawialiśmy do uczestnictwa, ale też nie zniechęcaliśmy. Zostawiliśmy decyzję uczniom i rodzicom, którzy nie tłumaczyli powodów rezygnacji. Być może wpływ miała na to ogólnopolska dyskusja, jaka toczyła się w mediach w ostatnich tygodniach. Zainteresowanie jest niewielkie; uda się stworzyć po jednej grupie na każdym poziomie – mówi Zbigniew Niderla, dyrektor szkoły.
Liczba uczniów zapisanych na edukację zdrowotną w chełmskich szkołach (dane UM na dzień 23.09): SP nr 1 – 40 uczniów (14 proc.), SP nr 2 – 70 (62,5 proc.), ZSP nr 3 – 64 (62,7 proc.) , SP nr 4 – 142 (59,4 proc.), SP nr 5 – 66 (54 proc.), SP nr 6 – 105 (26 proc.), SP nr 7 – 147 (72,7 proc.), SP nr 8 – 72 (49 proc.), I LO – 434 (90 proc.), II LO – 10 (ok. 4 proc.), IV LO – 112 (39 proc.), ZSEiM – 491 (100 proc.), ZSGiH – 124 (52,5 proc.), ZST – 4 (ok. 3 proc.), ZSEiT – 26 (12 proc.), ZSBiG – 36 (19,5 proc.). (z)





