Jak nie spaść z ligi przy „zielonym stoliku?

Jeśli z powodu koronawirusa zawieszony od 12 marca piłkarski sezon nie zostanie dokończony, aktualne ligowe tabele zostaną uznane za końcowe. Tak kilka tygodni temu zdecydował zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej. W sporcie nie ma jednak nic gorszego, jak to, że główne decyzje o zwycięstwach czy porażkach zapadają przy „zielonym stoliku”, tak, jak być może w tym przypadku. Dlatego z każdym dniem przybywa działaczy, którzy coraz głośniej mówią o potrzebie utworzenia dwóch grup w drugiej lidze, po to, by o awansach i spadkach sztywno nie decydował „zielony stolik”. Pomysł ten daje też szanse awansu do drugiej ligi niemal wszystkim zespołom z trzeciej ligi, które o tę promocję 7 marca rozpoczęły walkę i sprawia, że od ekstraklasy do III ligi nikt nie spada. Krótko mówiąc, jedną decyzją PZPN może pogodzić interes wielu klubów…

Z każdym dniem, z każdą pojawiającą się statystyką o powiększającej się liczbie osób zakażonych koronawirusem i ilości zgonów, topnieją szanse na dogranie piłkarskiego sezonu w całości. Ba, kto wie, czy w ogóle piłkarzom uda się wrócić na boiska przed 30 czerwca. Ten czarny scenariusz jest jak najbardziej realny, bo mało prawdopodobne jest, by po 26 kwietnia, a do tego dnia została zarządzona przerwa w rozgrywkach, zawodnicy wznowili treningi. Szybciej, wydaje się, Polski Związek Piłki Nożnej podejmie decyzję o zawieszeniu wszystkich lig o kolejne dwa, może trzy tygodnie, a kto wie czy i nie na miesiąc, niż pozwoli na rozgrywanie meczów.

Kluby na każdym poziomie rozgrywkowym już liczą straty. Są one ogromne, bo epidemia koronawirusa zaczęła się, tuż po rozpoczęciu rundy wiosennej, a wiadomo, że w trakcie sezonu najwięcej zarabiają. Bez rozgrywania meczów nie mogą wystawiać sponsorom faktur za usługi, bo ich nie świadczą. Kasy wielu klubów, zwłaszcza tych z trzecich, czwartych lig, już świecą pustkami.

Polski Związek Piłki Nożnej zapewnił o wsparciu dla klubów na obecny i nowy sezon. W sumie na ten cel przeznaczył 116 mln zł. Znów jednak zdecydowana większość pieniędzy powędruje do klubów PKO BP Ekstraklasa, a niewielka część do tych, którym widmo upadku najmocniej zajrzało w oczy, czyli z III i IV ligi. W zawieszonym do 26 kwietnia sezonie każdy klub z III ligi, który nie dostanie wsparcia w ramach Pro Junior System, promującego tych, co stawiają na młodzież, otrzyma po 20 tys. zł.

Dla porównania na konto klubów II ligi ze związkowej kasy wpłynie aż pięć razy tyle pieniędzy, czyli po 100 tys. zł. Dysproporcje są zatem bardzo duże. Dodatkowo na nowy sezon PZPN przewidział wsparcie w wysokości po jednym milionie złotych na każdą z czterech grup III ligi, czyli po około 55 tys. zł na klub. Dla porównania pomoc finansowa dla II ligi wynosi 6 mln zł, po 333 tys. zł na klub. Zdaniem wielu działaczy, nie są to jednak pieniądze, które pozwolą choć w połowie uzupełnić budżety po stratach, jakie już spowodowała epidemia koronawirusa.

Działacze jednego ze średniej wielkości klubu III ligi wyliczyli, że na zarządzonej do 26 kwietnia przerwie w rozgrywkach tegoroczne przychody zostaną uszczuplone o co najmniej 200 tys. zł. Klub nie dostanie w tym czasie żadnych pieniędzy od sponsorów, nie sprzeda powierzchni reklamowych, biletów, nie zarobi na transmisji internetowej. Jeśli sezon nie zostanie dokończony, do kasy nie wpłynie dodatkowo jeszcze około 250 tys. zł! Podobnie jest w innych klubach.

Jedyną różnicą mogą być tutaj kwoty. Wielce prawdopodobne jest też, że nawet gdyby piłkarze wrócili na boiska w maju, czy z początkiem czerwca, firmy będą rozwiązywać zawarte z klubami umowy bądź je aneksować i zmniejszać wsparcie, bo znacznie pogorszy się ich sytuacja finansowa. A przecież kluby mają stałe zobowiązania, takie jak choćby płace dla zatrudnionych pracowników, trenerów czy zawodników, które muszą realizować…

Polski Związek Piłki Nożnej podjął już decyzje o awansach i spadkach na wypadek, gdyby nie udało się dokończyć ligowego sezonu. Zgodnie z uchwałą zarządu piłkarskiej centrali obecne tabele we wszystkich ligach zostaną zweryfikowane jako ostateczne. I tak, mistrzem Polski w takiej sytuacji zostałaby Legia Warszawa, a z PKO BP Ekstraklasa spadłyby Arka Gdynia, Korona Kielce i ŁKS Łódź. Do zakończenia rozgrywek pozostało jedenaście kolejek i na dobrą sprawę jeszcze wszystko mogłoby się wydarzyć. Z Nice I ligi awans do ekstraklasy wywalczyłyby ekipy Podbeskidzia Bielsko-Biała, Warty Poznań i Stali Mielec. Zaplanowane baraże nie doszłyby do skutku.

Spadek natomiast spotkałby Odrę Opole, Wigry Suwałki i Chojniczankę Chojnice. W pierwszej lidze do zakończenia sezonu pozostało dwanaście kolejek. Z drugiej ligi natomiast awansowałyby: Widzew Łódź, Górnik Łęczna i GKS Katowice. Do trzeciej ligi zaś spadłyby: Skra Częstochowa, Stal Stalowa Wola, Legionovia Legionowo i Gryf Wejherowo. O ile sytuacja dwóch ostatnich drużyn jest beznadziejna, o tyle dwa pierwsze zespoły, Skra i Stal, mają jeszcze realne szanse utrzymać się, pod warunkiem, że piłkarze wrócą na boiska.

Ciekawie jest też we wszystkich czterech grupach trzeciej ligi. W pierwszej na prowadzeniu jest Sokół Ostróda, ale szanse na awans zachowuje jeszcze pięć drużyn. W drugiej wyraźnie prowadzi KKS Kalisz, lecz plany o awansie snuć mogą jeszcze trzy inne zespoły. W trzeciej liderem są rezerwy Śląska Wrocław, jednak Polonia Bytom i Ruch Chorzów, gdyby rozgrywki trwały, nie rezygnowałyby z walki o pierwsze miejsce. W czwartej grupie na czele jest Hutnik Kraków, drugi Motor Lublin, a obie te drużyny mają po tyle samo punktów. Do rozegrania pozostało piętnaście kolejek i nawet szósta Wisła Puławy, tracąca siedem punktów do pierwszego miejsca, nie straciła szans na awans. Z każdej grupy na pewno spadłyby po cztery drużyny.

Dlatego też niemal wszystkie kluby chcą jeszcze cokolwiek zagrać w obecnym sezonie, aby to właśnie boisko, a nie przysłowiowy „zielony stolik”, zdecydowało o awansach i spadkach. Z drugiej jednak strony szanse na dokończenie pełnego sezonu są bliskie zeru. A tylko rozegranie wszystkich meczów sprawi, że nikt do nikogo nie będzie miał pretensji w kwestiach awansu i spadku. Nie łudźmy się jednak, wszystkich spotkań do 30 czerwca, zwłaszcza w trzeciej lidze, nie da się rozegrać, bo żaden klub nie zdecyduje się na grę co trzy dni plus Puchar Polski. Tak częste granie bez odpoczynku, grozi licznymi kontuzjami zawodników, o czym działacze doskonale wiedzą. No chyba, że Polski Związek Piłki Nożnej wydłuży sezon do końca lipca br., ale zgodę na to musiałby najprawdopodobniej uzyskać od UEFA.

Tak czy owak działacze piłkarskiej centrali – zdaniem klubów – powinni raz jeszcze pochylić się nad problemem i zmienić swoje decyzje tak, by w obecnym sezonie od ekstraklasy do trzeciej ligi nikt nie spadał! Jest to możliwe. Kluby trzeciej ligi, które ucierpią na epidemii, szybciej odbudują swoje finanse, jeśli dalej będą występować w tej klasie rozgrywkowej, niż gdyby miały spaść do czwartej ligi. W tym trudnym okresie, jaki czeka nas wszystkich, mimo wszystko łatwiej będzie pozyskać sponsora grając w trzeciej lidze, niż czwartej. Na mecze z KSZO Ostrowiec Św., czy Siarką Tarnobrzeg przyjdzie więcej kibiców, niż na spotkania z Powiślakiem Końskowola, czy Kryształem Werbkowice.

Z kolei co do niższych klas rozgrywkowych należałoby podjąć działania, by mimo wszystko decyzje o awansie i spadku zapadły na boisku, a nie przy „zielonym stoliku”. Może należałoby podzielić ligi na połowę, gdzie część zagra tylko o awans, a część o utrzymanie, o ile będzie możliwe rozegranie jakichkolwiek meczów w czerwcu, czy też w lipcu? Możliwości jest na pewno kilka, ale przed podjęciem ostatecznej decyzji, cały problem należałoby omówić z klubami.

Żeby nikt nie spadł z rozgrywek do trzeciej ligi włącznie, PZPN już od nowego sezonu musiałby zdecydować o powiększeniu PKO BP Ekstraklasy do 18 zespołów. Wtedy awans z Nice I ligi uzyskałyby dwie drużyny, Podbeskidzie i Warta. Z drugiej do pierwszej ligi awansowałyby Widzew i Górnik Łęczna.

To nie wszystko, PZPN musiałby również zadecydować o utworzeniu dwóch grup drugiej ligi, po szesnaście zespołów każda, z podziałem na wschód i zachód, jak kilkanaście lat temu, o czym mówi coraz więcej działaczy. Wtedy z każdej grupy trzeciej ligi do drugiej awansowałyby po cztery drużyny! Utworzenie dwóch grup drugiej ligi byłoby o tyle sprawiedliwe, że niemal wszystkie kluby, które walczą obecnie o awans, w nowym sezonie zagrałyby na drugim froncie, czyli osiągnęłyby swój cel.

Nie byłoby wątpliwości typu, czy z czwartej grupy awansować ma Hutnik Kraków, który ma lepszy bilans bezpośrednich meczów z Motorem, bo wygrał z nim u siebie, czy ligę ma wygrać Motor, bo legitymuje się lepszym bilansem bramkowym od Hutnika. Dodatkowo w tym trudnym dla całego kraju okresie zmniejszyłyby się koszty uczestnictwa w lidze, bo przykładowo, lubelski Motor w przypadku awansu nie musiałby jechać do dalekiego Bytowa Polkowic, czy Stargardu, a grałby z zespołami z Rzeszowa, Krakowa, Pruszkowa, Legionowa, Siedlec, gdzie byłby w stanie dotrzeć na mecz bez noclegu. W sezonie miałby maksymalnie trzy, może cztery wyjazdy dwudniowe, a nie dziesięć.

Gdyby ktoś z przyczyn finansowych mimo wszystko zrezygnował z szansy gry w wyższej lidze, z okazji mógłby np. skorzystać piąty, a nawet szósty zespół. Do trzeciej ligi natomiast weszliby mistrzowie czwartych lig. Taki stan mógłby zostać utrzymany przez przynajmniej dwa sezony, dopóki po zniszczeniach, jakie już spowodował i jeszcze spowoduje koronawirus, wszystko nie wróci do normy.

Tak czy owak należy spodziewać się, że o awansach i spadkach w obecnym sezonie najprawdopodobniej zadecyduje „zielony stolik”. Ci, co o tym jednak zdecydują, muszą pamiętać o losie wielu klubów, które ze względu na epidemię koronawirusa już liczą straty. Utrzymanie postanowienia zarządu PZPN z 12 marca, w przypadku braku możliwości dokończenia sezonu, może być przysłowiowym gwoździem do trumny wielu klubów.

Piłeczka leży zatem po stronie związkowych działaczy i kto wie, czy pod naciskiem klubów, PZPN mimo wszystko nie zmięknie. Należy przypomnieć, że w tym roku kończą się kadencje prezesów i zarządów wszystkich wojewódzkich związków, a na jesieni czekają nas wybory szefa i władz piłkarskiej centrali. A w walce o władzę każdy głos jest na wagę złota. (r)