Jest źle, ale się nie poddają

Włodawski szpital ma największy procent tzw. łózek covidowych w stosunku do wszystkich łóżek w województwie. Miejsc dla chorych na razie nie brakuje, ale martwi co innego, a mianowicie permanentny brak tlenu na rynku. – Co z tego, że mamy wolne łóżka, skoro nie będziemy mogli na nich skutecznie leczyć? – alarmuje dyrektor Teresa Szpilewicz.

Dyrekcja włodawskiego szpitala ma trudny orzech do zgryzienia, i to od kilku miesięcy. Choć tzw. covidowych łóżek jest ok. 60 i nie wszystkie są zajęte, to sen z powiek i dyrektor, i starosty spędza brak tlenu na rynku. – Nasza tlenownia działa 24 godziny na dobę, ale nie jesteśmy w stanie wytworzyć tyle tlenu, by wystarczyło go dla wszystkich pacjentów – opowiada Teresa Szpilewicz.

– Firma zewnętrzna, która dostarczała nam ten gaz, ostatnio przywiozła zaledwie 11 z zamówionych 33 butli. Nie możemy więc sobie nie tylko pozwolić na komfort utworzenia choć skromnej rezerwy, ale w pewnej chwili stanęliśmy nawet w obliczu konieczności reglamentowania tego gazu. Na szczęście zagrożenie udało się zażegnać, ale cały czas tlen zużywamy na bieżąco – dodaje dyrektor.

Szpital ustawicznie składa też wnioski czy to do wojewody, czy do ministra zdrowia o pieniądze na wyposażenie, które pozwoli na zwiększenie liczby miejsc w lecznicy dla pacjentów covidowych. Już w najbliższych dniach powinno się okazać, czy dofinansowanie zdobędzie plan budowy nowego tlenociągu wraz z utworzeniem dodatkowych łóżek covidowych.

Kolejnym problemem zagrażającym funkcjonowaniu całej placówki jest stały brak kadry lekarskiej i pielęgniarskiej. W dużej mierze dzięki poświęceniu i zaangażowaniu załogi udaje się jeszcze obsadzać dyżury na wszystkich oddziałach, ale jak długo, tego nie wie nikt. Nadal nie otwarto oddziału dziecięcego. – Dla naszych najmłodszych pacjentów utworzyliśmy specjalny pion w przyszpitalnym POZ-ecie. Cały czas pracuje tam trzech lekarzy pediatrów.

Trudne przypadki są odsyłane do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie, zaś lżejsze leczone w domach. Do tej pory nie mieliśmy przypadków, by rodzice zgłaszali chęć pobytu swoich dzieci na naszym oddziale – wyjaśnia Szpilewicz. – Dla pozostałych mieszkańców powiatu najważniejsza wiadomość jest taka, że wszystkie oddziały szpitala pracują normalnie, a pacjenci są cały czas przyjmowani – dodaje dyrektor. (bm)