Kolekcjoner

Każda z ponad 2000 odznak ma dla niego znaczenie. Zdobycie tych najstarszych, sprzed kilkudziesięciu lat niejednokrotnie graniczy z cudem. Cała jego kolekcja jest warta tyle, co przynajmniej nowy samochód średniej klasy. – Zbieranie odznak klubów sportowych to moje hobby – mówi chełmianin, Krzysztof Zieliński.


Odznaka Robotniczego Klubu Sportowego Chełmianka była pierwszą, która trafiła do kolekcji Krzysztofa Zielińskiego. – Inaczej być nie mogło. Zresztą mam chyba wszystkie odznaki, jakie wydał chełmski klub. Od dziecka chodziłem na mecze Chełmianki. Potem dostałem znaczek Motoru Lublin i tak właśnie połknąłem tego bakcyla. Wywodzę się z pokolenia, w którym każdy z nas coś zbierał. Jedni kolekcjonowali znaczki, inni zbierali programy meczowe, proporczyki, ja z kolei odznaki klubowe – opowiada pan Krzysztof. – Z każdym zdobytym znakiem jeszcze bardziej wciągałem się w to hobby. Żeby zdobyć odznakę z konkretnego klubu, musiałem sporo się natrudzić.

W latach 70. i 80. XX wieku kolekcjonerów pamiątek piłkarskich wspierał „Przegląd Sportowy”. – Dzięki tej gazecie zbieracze odznak mogli dokonywać wymiany swoich kolekcji. Ludzie z całej Polski pisali, jakich pamiątek potrzebują, a co mogą dać w zamian. Pamiętam, że kilkadziesiąt znaczków zdobyłem właśnie dzięki wymianie na proporczyki czy programy meczowe, w tamtych czasach bardzo popularne – podkreśla K. Zieliński.

Kolekcja chełmianina rosła z każdym rokiem. Pan Krzysztof o przekazanie odznak zwracał się też bezpośrednio do klubów sportowych. – Niemal wszystkie w tamtym okresie wydawały znaki z okazji jubileuszy, czy też odnoszonych sukcesów w rozgrywkach ligowych. Były kluby, takie jak Legia Warszawa, Lech Poznań, GKS Tychy, Bałtyk Gdynia czy ROW Rybnik, które nie robiły żadnych problemów z wysyłaniem odznak. Inne natomiast nie reagowały na kilkukrotne prośby i trzeba było radzić sobie inaczej – mówi. – Kiedyś w klubach nie funkcjonowały działy promocji, czy marketingu i trudniej było o jakąkolwiek odznakę. Dziś natomiast wszystkie kluby ekstraklasy, I ligi, a nawet większość w II i III lidze zatrudniają osoby, które dbają o dobry wizerunek klubu na zewnątrz. Na bieżąco wydają odznaki i chętnie też je wysyłają kolekcjonerom.

Dla Krzysztofa Zielińskiego wszystkie odznaki z jego bogatej kolekcji mają olbrzymią wartość. – Nie oddałbym, ani też nie sprzedałbym żadnej z nich. Dla kolekcjonerów to są cenne rzeczy – przekonuje pan Krzysztof.

W swojej kolekcji brakuje mu odznak klubowych z okresu międzywojennego. Dziś takie odznaki to prawdziwy skarb. – One są bezcenne – mówi K. Zieliński. – Żaden kolekcjoner nie sprzeda takiej odznaki. No chyba, że uczynią to jego spadkobiercy. Najbardziej poszukiwane są znaki klubów ze stolicy oraz z Krakowa: Wisły, Cracovii, Wawelu, Garbarni i Lwowa, Pogoni oraz Czarnych. Kilka razy pojawiły się one na aukcjach internetowych, ale zawsze znalazł się ktoś, kto w ostatnich sekundach przebijał ofertę. Tamte odznaki były inaczej wykonane, niż te z ostatnich lat. Wymagały dużo pracy ręcznej, niesamowitej wręcz precyzji – dodaje.

Chełmianin poszukuje również serii odznak Legii Warszawa z przełomu lat 50-tych i 60-tych. – Wtedy to wydano trzy takie odznaki: złotą, srebrną i brązową, z mieczami, ręcznie wykończone. Jedną z nich znalazłem na aukcji, wygrałem ją nawet, ale organizator z przyczyn regulaminowych unieważnił licytację. Byłem zły, bo zdobycie choć jednej takiej odznaki często graniczy z cudem. Na aukcjach pojawiają się bardzo rzadko, trzeba dokładnie i systematycznie śledzić Internet. Mam wiele odznak Legii w kolekcji, nie ukrywam, że marzę o tym, by mieć wszystkie, które warszawski klub wydał – podkreśla Krzysztof Zieliński.

Kolekcja pana Krzysztofa liczy sobie ponad 2 tysiące odznak. – Są to znaki polskich klubów. Zagranicznych nie zbieram, choć mam kilkanaście tych największych, np. Realu Madryt, czy FC Barcelona. Mam wiele odznak klubów, o których kibice nawet nie słyszeli. Chodzi o malutkie kluby, grające w niższych klasach rozgrywkowych. Te odznaki również są bardzo cenne, bo jest ich bardzo mało na rynku – przyznaje.

Cała kolekcja Krzysztofa Zielińskiego jest warta tyle, co średniej klasy nowy samochód z salonu. On sam jednak żadnej odznaki nie chce przeliczać na pieniądze. – Zbieram klubowe znaki nie po to, by na nich zarabiać. Po prostu to jest moje hobby. Wszystkie te odznaki bardzo lubię, często, zwłaszcza późną jesienią i zimą, biorę je do ręki oglądam i myślami przenoszę się do lat 70-tych czy 80-tych, kiedy polska piłka nożna, zarówno na poziomie reprezentacji, jak i klubowym odnosiła sukcesy – opowiada.

Krzysztof Zieliński na co dzień jest kierownikiem drużyny piłkarskiej Chełmianki. Funkcję tę sprawuje społecznie już od 15 lat. W tym czasie zwiedził wiele klubów zarówno w województwie lubelskim, z Podkarpacia, a ostatnio również w Małopolsce i Świętokrzyskiem. – Z każdego meczu wyjazdowego staram się wrócić z odznakami. W wielu klubach działacze mają znaki jeszcze sprzed kilku, czy nawet kilkunastu lat, wydawane z okazji jubileuszy. Dzięki temu poszerzam swoją kolekcję. Jeśli ktoś ma w domu odznaki i chciałby je oddać bądź odsprzedać, bardzo chętnie skorzystam. Zapraszam do siedziby klubu Chełmianka na stadionie miejskim – mówi pan Krzysztof. 10(s)