Znamy go przede wszystkim jako doświadczonego samorządowca, radnego i specjalistę od budownictwa i drogownictwa. Dziś, będąc już na emeryturze, pokazuje zupełnie inne oblicze. Mirosław Czech zadebiutował jako autor powieści kryminalnej „Zabójczy interes” i – jak sam przyznaje – spełnił marzenie, które dojrzewało w nim przez lata. I nie powiedział jeszcze w tej kwestii ostatniego słowa…
– Chęć napisania powieści kryminalnej zrodziła się ponad dekadę temu. Napisałem nawet kilka kartek, ale brak czasu i nadmiar obowiązków służbowych oraz samorządowych – był to okres nadchodzących kampanii wyborczych – a także praca przy budowie obecnego Parku Wodnego w Chełmie, która absorbowała mnie po kilkanaście godzin dziennie, skutecznie odciągały mnie od pisania. Teraz miałem więcej czasu, odszukałem zapiski z tamtych lat i poszło – mówi Mirosław Czech.
Akcja „Zabójczego interesu” toczy się głównie w Krakowie, gdzie dochodzi do zagadkowego morderstwa przedsiębiorczyni. Kraków to miasto, które M. Czech bardzo dobrze zna i które jest mu bliskie. Nazywa je „drugim po Chełmie”. Sama historia jest fikcją, ale jej tło zostało zbudowane z dużą dbałością o realizm.
– Opisy ulic, budynków czy posterunków policji mają swoje odzwierciedlenie w rzeczywistości. Byłem we wszystkich miejscach, o których piszę – podkreśla autor.
Ta autentyczność nie umyka czytelnikom. Jeden z jego znajomych, który po lekturze odwiedził opisany w książce lokal w Kryspinowie, przyznał, że realia oddane są z niezwykłą dokładnością.
Proces powstawania książki, jak wspomina M. Czech, był intensywny i wymagający. Samo pisanie zajęło cztery miesiące, kolejne trzy pochłonęły prace redakcyjne, przygotowanie okładki, kontakt z wydawcami i kwestie formalne.
– W trakcie pisania zauważyłem u siebie niepotrzebną skłonność do rozpisywania się na tematy krajobrazu czy wynurzających się myśli bohaterów. To było zbędne. Korekta składni nauczyła mnie pokory. Mimo że byłem i jestem przywiązany do własnego stylu budowy zdań, w kilku przypadkach uległem poprawkom i zmieniłem ich szyk. Najlepiej pisze mi się wieczorem – do chwili, kiedy usłyszę reprymendę żony. Czasem pisałem codziennie, czasem co kilka dni. To nie jest tak, że siada się i od razu pisze 500 stron – wielokrotnie trzeba wracać do fragmentów, poprawiać je, pilnować spójności myśli bohaterów i dialogów. Trzeba pamiętać, że choć postacie są fikcyjne, funkcjonują w realiach naszej codziennej rzeczywistości. Nie wolno nikogo urazić ani oczernić – mówi Czech.
Tempo i intryga były dla niego kluczowe. W „Zabójczym interesie” postawił na dwóch wyrazistych bohaterów i fabułę, która ma trzymać czytelnika w napięciu niemal do samego końca.
– Miałem pomysł na dwóch dominujących bohaterów. Najpierw prowadziłem narrację jako biznesmen Rodzik, potem przejąłem ją jako komisarz Lenart. Chciałem, aby akcja miała szybkie tempo – to zawsze przyciąga czytelnika. Sądzę, że się udało, bo otrzymuję opinie, że książka wciąga. Nie może być tak, że po kilku stronach wiadomo już wszystko. Chciałem utrzymać napięcie przez większość lektury i zachęcić do poznania zakończenia, które jest w mojej powieści ciepłe, ale i nierozstrzygające. Pisanie to samotna droga – godziny spędzone przed ekranem, szukanie odpowiednich słów, walka z brakiem weny i wreszcie ta satysfakcja, gdy stawia się ostatnią kropkę – mówi autor.
Choć Czech od lat działa w samorządzie i ma bogate doświadczenie zawodowe, podkreśla, że nie przenosi wprost tych realiów do swojej twórczości. Bohaterowie są fikcyjni, a wydarzenia nie mają odniesienia do konkretnych osób czy sytuacji. Inspiracją pozostaje raczej obserwacja życia i ludzkich zachowań.
Literackie inspiracje Mirosława Czecha sięgają młodości. Pierwsze fascynacje czytelnicze wiązały się z serią „Tygrys”, później przyszedł czas na klasykę – zwłaszcza powieści Aleksandra Dumasa, takie jak np. „Trzej muszkieterowie” czy „Hrabia Monte Christo”. Dziś chętnie sięga także po kryminały i produkcje filmowe z tego gatunku.
Autor pracuje już nad kolejną książką. „Trzeci bliźniak” będzie kontynuacją „Zabójczego interesu”, a część bohaterów otrzyma w niej „drugie życie”.
– To druga i zarazem ostatnia część – zapowiada Czech.
Nowa powieść ma jeszcze mocniej zagłębiać się w ludzkie ambicje, mechanizmy śledztw i codzienność bohaterów. Jak zdradza autor, mimo intrygującego tytułu, książka nie będzie dotyczyć genetyki ani klonowania.
– Powinna zainteresować czytelników, choć mam świadomość, że będą oni porównywać obie części i wydadzą własny werdykt. Motyw jest fikcją, wyłącznie moim pomysłem. Przydało się moje doświadczenie z pracy w samorządzie, ale żaden z negatywnych bohaterów nie jest wzorowany na realnych osobach. Mam zamiar ukończyć książkę w wakacje. Pisanie nie jest moją receptą na życie. Najważniejsze, by mieć siłę dokończyć to, co się zaczęło, i odwagę to wydać – oraz doprowadzić do tego, by książka nie zalegała później w garażu – dodaje. (w)














![Dni Włodawy za nami [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/06/dni-wlodawy18-218x150.jpg)




![XI Żelazny Triathlon za nami [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/06/triatlon6-218x150.jpg)





![Udany piknik w Czerniejowie [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/06/dzien-rodziny1-2-80x60.jpg)




