Mają dużo do stracenia

Czy zapowiadane przez PiS zmiany w ordynacji wyborczej i wprowadzenie dwukadencyjności sprowokują samorządowców do szukania alternatywnych rozwiązań, by utrzymać się u władzy? PiS zamierza jednak tak przygotować ustawę, by nie dopuścić do sytuacji, że obecni wójtowie, którzy rządzą od co najmniej dwóch kadencji, mogliby np. kandydować w sąsiednich gminach. Jarosław Kaczyński, prezes PiS, nie owija w bawełnę i mówi wprost, że wszystkie zmiany dotyczące ordynacji wyborczej wejdą od razu i będą obowiązywały już podczas wyborów samorządowych jesienią 2018 roku. Nie przejmuje się protestami samorządowców, którzy twierdzą, że zmiany mają na celu odsunięcie od władzy dobrze działających wójtów i burmistrzów po to tylko, by ludzie związani z PiS mieli większe szanse na wygraną w wyborach.
Jeśli będzie tak, jak mówi prezes Kaczyński, w wyborach samorządowych w 2018 roku o władzę w gminach i miastach, z terenu powiatu chełmskiego, nie powalczy aż trzynastu aktualnych włodarzy. Wielu z nich, choć żaden oficjalnie do tego się nie przyznaje, już teraz zastanawia się, co zrobić, by utrzymać wpływy w samorządzie. Jak pisaliśmy przed tygodniem, należy spodziewać się, że w kilku gminach w wyborach na wójtów wystartują obecni zastępcy i może nastąpić zamiana miejscami. Takie sytuacje nie są wykluczone np. w gminie Chełm, Rudzie-Hucie czy Żmudzi. Ewentualny start w wyborach wicewójtów Lucjana Piotrowskiego, Jarosława Walczuka i Łukasza Buraka dla nikogo nie powinien być żadnym zaskoczeniem. W przypadku ich zwycięstwa w wyborczej walce obecni wójtowie Wiesław Kociuba, Kazimierz Smal i Edyta Niezgoda zapewne zostaliby powołani na zastępców.
W powiecie chełmskim, jeśli wybory w 2018 roku odbędą się według nowych zasad, z obecnych włodarzy o fotel wójta będą mogli ubiegać się jedynie Dariusz Ćwir z Sawina i Henryk Gołębiowski z Wojsławic. Pozostali mają nieco ponad półtora roku na to, by opracować tzw. plan „B”, który pozwoli im dalej rządzić, choćby z drugiego szeregu. Tego zadania PiS wcale im jednak nie ułatwi. Autorzy nowej ustawy o ordynacji wyborczej zamierzają tak skonstruować przepisy, żeby obecni wójtowie nie mogli np. kandydować w wyborach na wójta w sąsiedniej gminie. A taka myśl podobno chodziła po głowie pochodzącemu z Sawina Wojciechowi Sawie, który od 8 lat rządzi gminą Dorohusk. Podobno rozważał start w wyborach na wójta gminy Sawin. Prawo jednak na to ma nie zezwalać.
Gdyby było inaczej, w korzystnej sytuacji znaleźliby się burmistrz Rejowca Fabrycznego Stanisław Bodys i wójt gminy Rejowiec Fabryczny Zdzisław Krupa. Bodys mógłby kandydować na wójta, Krupa zaś na burmistrza.
Beata Mazurek, rzecznik PiS, mówi jednak, że takie rozwiązania nie będą możliwe. Rządząca partia zamierza tak przygotować ustawę, by dwukadencyjność stała się faktem a nie fikcją, a wszystkich obecnych włodarzy, którzy rządzą co najmniej drugą kadencję, pozbawić możliwości obejścia przepisów i kandydowania na prezydenta, burmistrza czy wójta.
W przypadku burmistrza Bodysa i wójta Krupy nie pomogłaby nawet ewentualna próba połączenia miasta i gminy Rejowiec Fabryczny w jeden samorząd, o czym nieraz się mówiło, ale nikomu do tej pory na tym nie zależało. Zresztą trudno przypuszczać, by na taki ruch zdecydowały się obie rady. Jeden samorząd oznaczałby, że dla połowy radnych zarówno z miasta jak i gminy nie wystarczyłoby miejsca w nowej radzie miejsko-gminnej. Wystarczy przypomnieć, że miesięczny ryczałt radnego miasta to około 700 zł, zaś gminy – 650 zł. Te kwoty na pewno nie są bez znaczenia. Ewentualna fuzja mogłaby też spowodować redukcję zatrudnienia w urzędzie, a do tego chyba nikt nie chciałby przyłożyć ręki.
Wszystko wskazuje więc na to, że w większości gmin i miast, wśród kandydatów na wójta lub burmistrza, nie zabraknie najbliższych współpracowników obecnych włodarzy. W przypadku ich wygranej to jedyna szansa dla rządzących gminami na pozostanie przy władzy. (ptr)