Miejscy urzędnicy na marnych pensjach

Urzędnicy z dwóch departamentów chełmskiego magistratu, finansów i budżetu, domagają się podwyżek. Kilka osób myśli nawet o odejściu z ratusza i podjęciu pracy w Urzędzie Skarbowym, gdzie na początek doświadczony pracownik może liczyć na wynagrodzenie zasadnicze w wysokości ponad 3 700 zł brutto. – To blisko o tysiąc złotych więcej od naszych obecnych zarobków – przekonuje jedna z urzędniczek.

– Mamy odpowiedzialną pracę, a nasze zarobki należą do najniższych w całym urzędzie – mówi jedna z urzędniczek. – Nasze wynagrodzenie zasadnicze niewiele odbiega od minimalnej płacy. Do tego oczywiście dochodzi dodatek stażowy, ale on należy się każdemu urzędnikowi, który ma lata pracy. Nikomu nie urągając znacznie lepiej zarabia się w dyskontach handlowych.

Na ostatniej sesji rady miasta, po uzyskaniu absolutorium za wykonanie budżetu w 2019 roku, prezydent Jakub Banaszek dziękował urzędnikom z departamentów finansów i budżetu, którzy swoją pracą przyczynili się do realizacji budżetu. Wspomniał, że często urzędnicy musieli zostawać po godzinach, nawet do wieczora, by skończyć swoją pracę.

– Słowa podziękowania zawsze są miłe, niejednokrotnie trzeba dłużej zostać, ale wszyscy oczekujemy wyższej płacy, adekwatnej do naszych starań – podkreśla urzędniczka. – W tym roku podwyżki prawdopodobnie dostali już pracownicy Departamentu Inwestycji i Rozwoju, a także Departamentu Geodezji, Kartografii, Nieruchomości, Architektury i Budownictwa. Zastanawiamy się, w czym nasi koledzy i koleżanki pracujący w tych departamentach są lepsi od nas? Mocno angażujemy się w naszą pracę, nie gorzej od nich.

O podwyżki urzędnicy zajmujący się sprawami finansowymi i budżetem upominali się już niejednokrotnie. – Najpierw usłyszeliśmy, że dostaniemy je w kwietniu, potem że w sierpniu, ale nic nie otrzymaliśmy – skarży się nasza czytelniczka. – Tymczasem kilka osób chce odejść z pracy i przejść do Urzędu Skarbowego. Tam pracownik z kilkuletnim doświadczeniem może liczyć na płacę zasadniczą od 3 700 zł w górę już przy pierwszej umowie. To jest prawie tysiąc złotych więcej, niż w urzędzie miasta. Niedługo nie będzie miał kto pracować, bo ludzie zaczną masowo odchodzić.

A zadań jest coraz więcej. Słyszymy, jakiej wysokości wynagrodzenia dostają pracownicy z Gabinetu Prezydenta, którzy w urzędzie są od nieco ponad roku. My takich poborów nie mamy, nawet gdy podstawę zsumujemy z dodatkiem stażowym. Ludzie, którzy do nas przychodzą, po dwóch, trzech miesiącach chcą odejść, bo lepiej zarabiali w poprzednich firmach. O wiele większe zarobki oferuje gmina Chełm, czy starostwo powiatowe.

Prezydent na wszystkim oszczędza, ale na ludziach nie powinien, bo ktoś musi tę pracę wykonać. Gdy przyjdą nowi urzędnicy, będą potrzebowali czasu, by się wdrożyć. Nie chcieliśmy tej sprawy nagłaśniać, bo wiemy, jak reagują mieszkańcy – podatnicy, gdy słyszą o podwyżkach dla urzędników. Wielu z nich uważa, że urzędnicy i tak za dużo zarabiają, są utrzymywani z ich podatków, a prawda jest zupełnie inna. Koszty życia są coraz wyższe, a nasze wynagrodzenia niewiele się zmieniają – tłumaczy urzędniczka. (hż)