Miłoszek żyje! Dług pozostał

– Ciągle trzymaliśmy go za rączkę i prosiliśmy Boga, żeby nam go nie zabierał – mówi Marzena Krzeszczyk, mama 3-letniego Miłoszka z gminy Sawin, który 7 czerwca przeszedł operację serca. Zabieg w niemieckiej klinice udał się, ale doszło do komplikacji i malec przez kilka tygodni walczył o życie. Dziś Miłosz jest już w domu. Biega i bawi się. Ale ponieważ jego pobyt w klinice przedłużył się, rodzice muszą teraz spłacić wielki dług – prawie 120 tys. zł.

Wiosną br. informowaliśmy Czytelników o tym, że z pomocą dobrych ludzi udało się uzbierać 41 tys. euro na operację 3-letniego Miłoszka z Aleksandrówki (gmina Sawin), który urodził się z ciężką wadą serca (hipoplazja lewej komory serca). Rodzice chłopca dziękowali wszystkim zaangażowanym w pomoc. Byli szczęśliwi i z niecierpliwością czekali na 7 czerwca, kiedy to w klinice Münster w Niemczech zaplanowano trzecią, ostatnią operację, która miała uratować życie ich synka. Rodzina stawiła się w klinice 4 czerwca br. Trzy dni później (po szeregu niezbędnych badań) rodzice odprowadzili Miłoszka do sali operacyjnej. Marzena Krzeszczuk, mama chłopca, ze łzami w oczach opowiada o tych chwilach.

– Mogłam być z nim do momentu podania narkozy, trzymałam go za rękę, z wielkim bólem serca dałam mu ogromnego buziaka i wyszłam – mówi pani Marzena. – Baliśmy się, ale z całego serca wierzyliśmy, że wszystko się uda, że jego serduszko da radę. Wiedzieliśmy, że trafił w najlepsze ręce profesora Malca. Modliliśmy się i czekaliśmy na zakończenie operacji. To były cztery godziny strachu. W końcu otrzymaliśmy telefon, że operacja przebiegła pomyślnie, a stan Miłoszka jest stabilny.

Po pierwszym dniu pobytu na OIOM-ie Miłosz został przeniesiony na oddział kardiologii. Rodzice cieszyli się, że szybko dochodzi do siebie, lecz ich szczęście trwało tylko kilka dni. Nastąpił kryzys i stan chłopca drastycznie się pogorszył. Miłosz był opuchnięty, obolały nie chciał jeść, ani pić. Zrobiono badania i okazało się, że to powikłania pooperacyjne. W opłucnej gromadziły się płyny. Miłoszek był dziesięciokrotnie drenowany. Wdała się sepsa, poważne zakażenie.

Trwała walka o życie chłopca. Wdrożono mu trzy różne antybiotyki. Rodzice byli przerażeni, wiedzieli, że mogą stracić syna. Długo nie było poprawy. Przez dwa tygodnie Miłoszkowi podawano osocze i trzykrotnie przetaczano krew. W końcu nastąpił przełom. Stan Miłoszka z dnia na dzień zaczął się poprawiać. 3 sierpnia rodzina opuściła klinikę i wróciła do domu. Miłosz biega, bawi się, psoci i cieszy się życiem.

To najważniejsze. Ale rodzina wciąż nie może spać spokojnie. Ze względu na powikłania pooperacyjne i fakt, że pobyt Miłosza w klinice przedłużył się o miesiąc, rodzina dostała za to wysoki, opiewający na 30 tys. euro, rachunek. Wiadomość na ten temat z kliniki przyszła 13 września. Termin zapłaty upływa 7 października. Rodzice wystąpili o odroczenie spłaty o kilka miesięcy. Odpowiedzi z kliniki jeszcze nie ma. Ale pieniądze trzeba zbierać.

– Kosztorys obejmował operację i czas rekonwalescencji obejmujący trzydzieści dni – mówi pani Marzena. – Przekroczyliśmy czas pobytu w klinice o dwadzieścia dziewięć dni. Nie dało się inaczej. Miłosz wymagał długiej rekonwalescencji. Mamy ogromny dług do spłacenia na konto kliniki i bardzo krótki termin spłaty. Nie dysponujemy tak dużą sumą pieniędzy. To znacznie przekracza nasze możliwości finansowe.

Dziękujemy wszystkim za okazaną dotychczas pomoc i kolejny raz o nią prosimy. Po raz kolejny nie mamy wyjścia. Dzięki waszej pomocy Miłosz został zoperowany w Niemczech. Teraz ma szansę na normalne życie, biega, bawi się, nie męcząc się przy tym. Prosimy ten ostatni raz.

Zbiórka na spłatę długu w klinice, w której operowany był Miłoszek odbywa się za pośrednictwem strony internetowej https://www.siepomaga.pl/en/miloszkowe-serduszko. (mo)