Najbliżej mu do Słowackiego

We wtorek obchodzi swoje 89. urodziny, a w ubiegłym tygodniu miała miejsce promocja jego nowej książki. Longin Jan Okoń – pisarz i poeta duszą i sercem związany z epoką romantyzmu i twórczością Juliusza Słowackiego. Nestor literatury lubelskiej i twórca ducha „Bielucha”.

Urodził się 20 grudnia 1927 roku w Świerszczowie (pow. łęczyński, gm. Cyców). Rodzice chcieli dać mu imię Jan i ochrzcić w styczniu, ale nie wiadomo było, czy przeżyje do tego czasu. Proboszcz zdecydował o natychmiastowej ceremonii i zmianie imienia. Miał być Longinem, tak jak ksiądz.
– Kiedyś to było niezwykle rzadkie imię. Gdy podrosłem, strasznie go nie lubiłem. Teraz jednak jestem wdzięczny temu księdzu. Jest trzech innych piszących Janów Okoniów. Byłoby fatalnie, gdybyśmy się mieszali – mówi Longin Jan Okoń.
Od urodzenia ciężko chorował. Do 16. roku życia większość czasu spędzał w łóżku. Bracia uczyli go czytać i pisać. Rodzicom zależało na wykształceniu syna, więc w wieku 9 lat zaczął uczęszczać do szkoły powszechnej. W 3 klasie po raz pierwszy sięgnął po pióro. Policja ścigała przestępcę. Mężczyzna uciekł ul. Ogrodową (gdzie mieszkała wówczas rodzina Okoniów) i skrył się w budynku wiejskim za Uherką. Młody Longin obserwował całą akcję, a następnie opisał. – Wyobrażam sobie, jakie to było kalekie. Ale tak to się zaczęło – wspomina.
Do wybuchu wojny skończył 4 klasy. Potem były „tajne komplety”. W domach, nielegalnie nauczyciele udzielali lekcji małym grupkom. Pewnego razu, gdy wracali we dwóch ul. Lubelską (naprzeciwko dzisiejszej „Kameny”), zatrzymali ich dwaj ukraińscy żołnierze służący w galicyjskiej dywizji SS. Heniek miał pod koszulą podręcznik do historii, Longin – do polskiego. Ukraińcy kazali im okazać kenkarty (dokumenty tożsamości). Kiedy chłopcy sięgnęli do kieszeni, żołnierz uderzył Heńka w twarz. Drugi usiłował to samo zrobić Longinowi. Obaj rzucili się do ucieczki. Ukraińcy wystrzelili z karabinów. Kula otarła się o lewe ucho Logina. Przeskoczył przez płot, wpadł w pokrzywy. Cały poparzony, przestraszony, ale ocalały.
W wieku kilkunastu lat zaczął pisywać patriotyczne wiersze. Któregoś dnia wpadł Heniek z Leszkiem. Zobaczyli zeszyt z lirykami i oniemieli. Po chwili jeden przepisał na kartkę utwór, drugi narysował obok Niemca na szubienicy i cała trójka udała się na ul. Waśniewskiego. Swoje dzieło przykleili na budynku zajmowanym przez żandarmerię niemiecką i z ukrycia przyglądali się, jak zareagują „wrogowie”. Kolejne liryki wymierzone przeciwko Szwabom wywieszali już na murach miasta.
W czasach okupacji niemieckiej biblioteki zostały zlikwidowane, szkoły zamknięte, dostęp do literatury ograniczony. A on nie mógł żyć bez książek. To był jego codzienny intelektualny posiłek. Odskocznia od wszystkiego. Płakał i prosił matkę, by zdobyła kolejną lekturę. Ta, w odpowiedzi na „muzykę” syna (jak określała jego szlochy) spełniała prośby. Choć Niemcy kazali dyrektorom instytucji spalić wszystkie polskie książki, część zdołano schować. Później potajemnie puszczano je w obieg. Raz kolega Staś podrzucił Longinowi amerykańską powieść „Tor stalowego smoka”. Przeczytał i… rzucił w kąt. Wcale nie była „fajna”, jak opisywali ją koledzy. Autor nazywał Indian „bandą czerwonych szatanów” atakujących niewinnych białych, niosących kulturę dzikusom. Przecież rdzenni Indianie walczący z kolonistami byli niczym Polacy broniący się przed okupantami. Obiecał kolegom, że kiedyś opisze prawdę. Dotrzymał słowa. „Tecumseh” to powieść jego życia. Spędził 10 lat na gromadzeniu literatury westernu i zgłębianiu faktów o rdzennych Amerykanach. Dziś może się pochwalić niebywałym zbiorem – jest najprawdopodobniej jedynym Polakiem, będącym w posiadaniu wszystkich wydanych westernów. To również zasługa przyjaciół i wielbicieli jego talentu z całego świata, którzy przesyłają mu w prezencie kolejne „skarby” do kolekcji.
Po wojnie, w latach 50., dowiedział się, że w lokalnej fabryce pracuje Czesław Twardzik. Zadzwonił i namówił do wspólnego działania. Później dołączyli inni. Tak powstała grupa literacka „Pryzmaty”, nawiązująca do przedwojennego ugrupowania. – W całym kraju nie ma drugiego takiego powiatu z tak liczną grupą pisarzy oraz o tak bogatej działalności literackiej – mówi z dumą.
Ceniony nauczyciel, dyrektor Zespołu Szkół Zawodowych w Chełmie, wielokrotnie nagradzany, społecznik. Pod koniec lat 80. przeprowadził się do Lublina, skąd powrócił do Chełma po śmierci żony. Napisane właśnie po odejściu Marii „Stygmaty smutku” to zbiór przepięknych trenów, ukazujących nie tylko niezwykły kunszt poety (bogactwo przenośni i języka), ale też ogromną i niezwyciężoną miłość mężczyzny do kobiety. Spośród wszystkich wydanych tomików to właśnie treny są najbliższe sercu Longina.
Choć dziś niewielu o tym pamięta, Bieluch – opiekun podziemi kredowych i znanej w całym kraju spółdzielni mleczarskiej – zawdzięcza swoją nazwę właśnie L. J. Okoniowi. To właśnie on stworzył i wykreował postać chełmskiego ducha jeszcze w latach 60.
Do dziś łączny nakład książek Okonia sięga blisko 3 mln egzemplarzy. Na stałe wpisał się na kartach literatury polskiej, a jego dzieła tłumaczono na wiele języków.
W tym tygodniu nestor lubelskich pisarzy kończy 89. lat. Mimo złego stanu zdrowia, nie przestaje pisać. Notatnik i długopis towarzyszą mu nieustannie. A przestrzeń wypełniają książki. W ubiegłym tygodniu (14 grudnia) miała miejsce promocja II tomu dzieła „Chełm literacki XX i XXI”, którego współtwórcami są L. J. Okoń i Zbigniew Waldemar Okoń. W dokumencie autorzy ukazali dorobek artystyczny chełmian i pisarzy związanych z Chełmem. Paulina Ciesielska