Niczym sejm obradują po nocach

W czerwcu tego roku lubelscy radni obradowali niemal okrągłą dobę. Nadzwyczajna sesja, która rozpoczęła się o 9 w niedzielę, zakończyła się w poniedziałek nad ranem

– To nie jest normalne – mówią lubelscy radni o regularnie przeciągających się do późnych godzin nocnych obradach. Spośród 9 tegorocznych sesji rady miasta 2 zakończyły się po kilkunastu godzinach obrad po północy. Sesja lubelskiej rady zaczynają przypominać posiedzenia sejmu, który od zeszłej kadencji często obraduje nocami.


– Coś z tym trzeba zrobić – uważa Marcin Nowak z klubu radnych Krzysztofa Żuka, wiceprzewodniczący lubelskiej rady miasta. 5 z 9 tegorocznych posiedzeń zakończyły się po godzinie 22, z czego 2 po północy. Obrady praktycznie zawsze zaczynają się o 9 rano, a zatem radni spędzają często na sesjach po kilkanaście godzin. Zdaniem M. Nowaka przyczyną takiego stanu rzeczy są niepotrzebnie przeciągane, często jałowe wypowiedzi radnych. – Nasza praca nie polega na gadaniu na sesjach. Liczą się konkretne efekty. Trzeba przekonać radnych, aby ich wypowiedzi były krótsze – dodaje M. Nowak.

Przeciągające się sesje są uciążliwe nie tylko dla mieszkańców, którzy często nie mogą śledzić obrad do końca. Sytuacja doskwiera również radnym, szczególnie tym najbardziej wiekowym. 4 z 31 rajców ukończyło już 70 lat. Najstarszy członek RML liczy 76 wiosen.

Jednym z najbardziej doświadczonych radnych jest Stanisław Kieroński z klubu Krzysztofa Żuka, jednocześnie wiceprzewodniczący RML. – Generalnie mam dużą odporność, ale nocne obrady zawsze są niedogodnością. W nocy bystrość myślenia jest ograniczona. Potrzebna jest większa higiena pracy – komentuje. S. Kieroński stawia podobną diagnozę problemu co radny Nowak. – Radni często powtarzają się w swoich wystąpieniach. To, co można by zawrzeć w kilku zdaniach, przedstawiają bardzo długo. Dyskusje często nie mają merytorycznego charakteru – ocenił. Radni zastanawiają się nad wprowadzeniem zmian w regulaminie. – Będziemy o tym rozmawiali w naszym klubie. Nie chciałbym jednak uprzedzać pewnych faktów – przyznaje S. Kieroński.

Stanisław Kieroński zwraca uwagę, że jeden z zapisów, który widnieje w statucie miasta, pozwala przewodniczącemu obradom na odbieranie głosu radnym. „Jeżeli temat lub sposób wystąpienia albo zachowanie radnego w sposób oczywisty zakłócają porządek obrad bądź uchybiają powadze sesji, Przewodniczący Rady przywołuje radnego »do porządku«, a gdy przywołanie nie odniosło skutku, może odebrać mu głos” – tak dokładnie brzmi wspomniany zapis. Można go zastosować również w odniesieniu do przemawiających gości. W praktyce jest on egzekwowany rzadko, poza tym ciężko go stosować, gdy radny mówi na temat.

Zdaniem Stanisława Brzozowskiego z Prawa i Sprawiedliwości problem leży nie tylko w postawie radnych. – Materiał, nad którym głosujemy, powinien być rozkładany w bardziej równomierny sposób – uważa. Taka opinia nie jest bezpodstawna. Na przykład w październiku radni głosowali w 58 sprawach, a w listopadzie – 118. S. Brzozowski przyznaje jednak, że niektórych tematów nie można przekładać na kolejne sesje.

Zgadza się ze stwierdzeniem, że część radnych niepotrzebnie przeciąga swoje wypowiedzi. – Myślę, że w wielu przypadkach można by uniknąć ględzenia. Jeśli chodzi o mnie, to wydaje mi się, że wypowiadam się stosunkowo krótko – ocenił.

Czy problem przeciągających się obrad mogłoby rozwiązać na przykład organizowanie dwóch posiedzeń w miesiącu? – Uważam, że nie. Może nie obradowalibyśmy wtedy do nocy, ale to nie znaczy, że radni wypowiadaliby się w sposób syntetyczny – uważa M. Nowak.

Najdłuższą tegoroczną i prawdopodobnie najdłuższą w historii lubelskiej rady miasta była nadzwyczajna sesja sprzed pięciu miesięcy. Obrady pierwotnie miały się odbyć w czwartek, 27 czerwca, ale tego dnia zostały odwołane i zwołane w nadzwyczajnym trybie na niedzielę, 30 czerwca. Sesja zaczęła się o godzinie 9 i trwała niemal dobę (wliczając przerwę). Obrady zakończyły się w poniedziałek, 1 lipca około godziny 5.30. Bardzo długo trwała dyskusja nad projektem studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego, dopuszczającym zabudowę części górek czechowskich.

W Radzie Miasta Lublin zasiada 31 osób. 19 to przedstawiciele mającego większość klubu Krzysztofa Żuka, 12 to radni opozycyjnego klubu Prawa i Sprawiedliwości. W klubie Krzysztofa Żuka zasiadają rajcy związani z Platformą Obywatelską, Sojuszem Lewicy Demokratycznej, Wspólnym Lublinem i Nowoczesną. W radzie dominują mężczyźni, których jest aż 23. Najmłodszym radnym jest Marcin Bubicz z klubu Krzysztofa Żuka, który w styczniu skończy 25 lat. Najstarszą radną jest jego klubowa koleżanka – Elżbieta Dados.

Grzegorz Rekiel