Wokół farm wiatrowych w Polsce wciąż więcej strachu niż konkretów i empirycznych argumentów. Polityczne spory, protesty mieszkańców, opowieści o hałasie, groźnych infradźwiękach i spadku wartości nieruchomości wciąż skutecznie blokują wiele inwestycji. Na ponad 30 gmin w powiatach chełmskim, krasnostawskim i włodawskim tylko jedna zdecydowała się pójść pod prąd. Była nią Żółkiewka. Dziś samorząd, ale też mieszkańcy, nie żałują tej decyzji.
Historia farmy wiatrowej w Żółkiewce zaczęła się jeszcze w 2009 roku. Wtedy gmina, na wniosek inwestora zainteresowanego budową farmy wiatrowej, rozpoczęła procedurę zmiany studium i planów zagospodarowania przestrzennego. Nie była to łatwa droga, tym bardziej że w sąsiedniej gminie mieszkańcy storpedowali podobny projekt. Wójt i radni z Żółkiewki, zanim podjęli decyzję, pojechali do Żuromina, gdzie wiatraki już działały, aby porozmawiać z mieszkańcami i sprawdzić, czy obawy są uzasadnione. Ta wizyta rozwiała ich wątpliwości.
Pierwsze dwie turbiny stanęły między Żółkiewką a Dąbiem w 2014 roku. Kolejne jedenaście nowoczesnych wiatraków pojawiło się cztery lata później. Dziś wysokie na 170 metrów turbiny stały się charakterystycznym elementem krajobrazu gminy i przy dobrej pogodzie są widoczne nawet z oddalonego o kilkadziesiąt kilometrów Lublina.
Na początku protestów nie brakowało. Temat farmy wiatrowej stał się nawet elementem samorządowej kampanii wyborczej w 2014 r.; zbierano podpisy przeciw inwestycji. Ostatecznie jednak mieszkańcy dali władzom gminy kredyt zaufania. I była to decyzja, która po prostu się opłaciła.
Dziś działające na terenie gminy turbiny wiatrowe przynoszą samorządowi ok. 1,2 mln zł dochodów każdego roku. Jak podkreśla Jacek Lis, który zarządza Żółkiewką od kilku kadencji, dla niewielkiej gminy wiejskiej są to ogromne pieniądze. Środki trafiają na inwestycje, wkłady własne do projektów finansowanych z funduszy zewnętrznych oraz rozwój infrastruktury. Inwestor wsparł również remont drogi wojewódzkiej i przebudowę lokalnej drogi powiatowej. Korzyści mają także mieszkańcy wydzierżawiający grunty pod turbiny. Otrzymują stałe czynsze dzierżawne, jednocześnie nadal mogą korzystać ze swoich pól.
Największe emocje budziły początkowo obawy o zdrowie i komfort życia. Mówiono o hałasie, infradźwiękach, a nawet o tym, że „kury przestaną się nieść”.
– Jeżeli chodzi o przekonanie mieszkańców, to wiadomo, że nie był to łatwy temat. Tym bardziej że trafiliśmy na taki czas, kiedy nie było przychylności politycznej. Najlepszym sposobem przekonania się jest jednak zetknięcie się z tym tematem z bliska. Najpierw powstały dwa mniejsze wiatraki. Mieszkańcy przekonali się, że normy hałasu są zachowane i że nie dzieje się nic niepokojącego. To doświadczenie sprawiło, że kolejne inwestycje były przyjmowane już spokojniej – mówi wójt.
Władze Żółkiewki podkreślają, że energetyka odnawialna nie powinna być przedmiotem politycznych sporów, lecz opierać się na wiedzy ekspertów i realnych potrzebach gospodarki.
– Mówimy o węglu jako alternatywie, ale trzeba sobie uczciwie odpowiedzieć na pytanie: ile tego węgla jeszcze mamy? Kopalnie na Śląsku są zamykane, a wydobycie staje się coraz droższe. To źródło energii, które prędzej czy później się wyczerpie. Cieszę się, że udało nam się przepracować temat wiatraków i dziś gmina korzysta na tej inwestycji. Energetyka wiatrowa to także szansa na tańszy prąd dla mieszkańców. Inwestorzy zapowiadają, że część energii mogłaby w przyszłości trafiać bezpośrednio do lokalnej społeczności – mówi wójt.
Żółkiewka jest otwarta także na inne „zielone” inwestycje. Kiedy przed ponad dwoma laty firma VRW 6 Żółkiewka z siedzibą w Warszawie, będąca właścicielem działek, na których stoi elektrownia wiatrowa, wystąpiła z wnioskiem o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego i umożliwienie budowy między turbinami dużej farmy fotowoltaicznej, gmina bez sprzeciwów mieszkańców dokonała potrzebnych zmian.
Przedsięwzięcie jest obecnie na etapie prac przygotowawczych, a inwestor pod koniec ubiegłego roku podpisał kontrakt z wykonawcą wart blisko 30 mln zł. Panele mają stanąć na powierzchni ponad 20 hektarów i osiągnąć moc blisko 16 MW.
Farma fotowoltaiczna ma zostać połączona z istniejącą farmą wiatrową w formule cable poolingu, czyli współdzielenia jednego przyłącza energetycznego. W planach jest również budowa magazynu energii, a docelowo także wytwórni tzw. zielonego wodoru, który powstawałby z odnawialnych źródeł energii. Na tym nie koniec. Sama farma wiatrowa ma się powiększyć o sześć dodatkowych wiatraków o łącznej mocy do 24 MW. Jeśli obie inwestycje dojdą do skutku, farmy wiatrowe i fotowoltaiczne na terenie gminy Żółkiewka osiągną łączną moc około 70 MW i będą jednymi z 10 największych instalacji OZE w kraju. Do budżetu gminy trafią wtedy kolejne pokaźne wpływy z podatków.
A co o wiatrakach mówią mieszkańcy? Pytamy kilka osób, które przyszły na zakupy do sklepu w Średniej Wsi.
– Na początku były pewne obawy. Mówiło się o infradźwiękach, hałasie, a nawet o tym, że kury przestaną się nieść. Nic takiego się nie stało i dziś wiatraki nikomu nie przeszkadzają. Wszyscy po prostu przyzwyczaili się do ich widoku – powtarzali zgodnie nasi rozmówcy.
Nie taki wiatrak straszny
Moc zainstalowana farm wiatrowych w Polsce przekroczyła w grudniu 2025 roku 10,5 GW. Energia z wiatru jest dziś drugim, po fotowoltaice, największym źródłem zielonej energii w kraju. Obecnie działa około 1441 instalacji wiatrowych, z czego 830 to jednostki o mocy powyżej 1 MW. Choć udział energetyki wiatrowej w polskim miksie energetycznym systematycznie rośnie, wokół wiatraków wciąż funkcjonuje wiele mitów dotyczących m.in. ich wpływu na zdrowie. Tymczasem według danych Światowej Organizacji Zdrowia energia wiatrowa wiąże się z mniejszą liczbą negatywnych skutków zdrowotnych niż tradycyjne źródła energii oparte na paliwach kopalnych.
Tradycyjne elektrownie węglowe pozostają jednym z głównych źródeł zanieczyszczenia powietrza w Polsce i emisji CO₂. W przeciwieństwie do nich turbiny wiatrowe podczas pracy nie emitują gazów cieplarnianych, nie zanieczyszczają gleby ani wód gruntowych i nie wymagają dużego zużycia wody, co ma szczególne znaczenie w czasie coraz częstszych susz. Jedna nowoczesna turbina o mocy 5 MW może pokryć roczne zapotrzebowanie energetyczne około 5100 gospodarstw domowych. To energia odpowiadająca pracy m.in. około 60 tys. lodówek, 288 tys. odkurzaczy, 96 tys. pralek czy 242 tys. czajników elektrycznych.
– Zgoda na budowę farm wiatrowych pozwala gminom planować rozwój w długiej perspektywie. Stabilne wpływy z podatku od nieruchomości mogą zasilać budżety samorządów nawet przez 25 lat. Dla wielu gmin to szansa na finansowanie inwestycji, modernizację infrastruktury i odpowiedź na problemy demograficzne związane z odpływem młodych mieszkańców – podkreśla Małgorzata Żmijewska-Kukiełka, prezeska Fundacji Edukacji Energetycznej Green Transition Hub.
Ekspertka zwraca uwagę, że korzyści z energetyki wiatrowej nie ograniczają się wyłącznie do podatków. Inwestycje angażują lokalne firmy budowlane i transportowe, tworzą miejsca pracy oraz poprawiają infrastrukturę drogową. Właściciele gruntów mogą natomiast liczyć na stałe dochody z dzierżawy ziemi pod turbiny. Coraz częściej inwestorzy wspierają również lokalne inicjatywy społeczne i tworzą fundusze dla mieszkańców. Równie ważny jest aspekt środowiskowy.
– Wokół energetyki wiatrowej narosło wiele mitów i dezinformacji, dlatego tak ważne są edukacja i otwarty dialog z mieszkańcami. Doświadczenia wielu gmin pokazują jednak, że z czasem wiatraki stają się naturalnym elementem krajobrazu, a miejscowości rozwijające odnawialne źródła energii są postrzegane jako nowoczesne i atrakcyjne dla kolejnych inwestorów – dodaje Małgorzata Żmijewska-Kukiełka. (w)
Materiał powstał w ramach projektu Stowarzyszenia Gazet Lokalnych











