Odcięli poroże, ale uwolnili

Łoś zaplątał się porożem w siatkę ogrodzeniową uprawy leśnej. Uwięzione zwierzę uwalniali leśnicy z pomocą Mirosława Blachy, administratora chełmskiego schroniska dla bezdomnych psów. Łosiowi trzeba było odciąć poroże.

Mirosław Blacha, właściciel firmy Bla-Mir w Chełmie, od lat jest administratorem chełmskiego schroniska dla bezdomnych psów. Każdego dnia przyjmuje nietypowe zgłoszenia dotyczące zwierząt, które zapędziły się do ogródków działkowych, na podwórka – utknęły gdzieś, gdzie mogą sobie wyrządzić krzywdę. Na przykład kilka lat temu Blacha uwalniał łosia, który przeskakując przez metalowy płot przy ul. Lubelskiej, nadział się na pręty. Tym razem nie było aż tak tragicznie.

W ubiegłym tygodniu Blacha został wezwany do lasu w Wyrykach (powiat włodawski). Tamtejsi leśnicy prosili go o pomoc w uwolnieniu łosia, który zaplątał się porożem w siatkę ogrodzeniową uprawy leśnej. Zwierzę samo nie dało rady się wyswobodzić z drutów. Uznano, że w tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem będzie odcięcie zwierzęciu poroża. Zrobiono to za pomocą piły. Wcześniej podano łosiowi specjalny środek uspokajający.

– Łoś co roku zmienia rosochę i jej odcięcie nie stanowi dla niego szkody – mówi Blacha. – Trwało to krótką chwilę. Zwierzę było w stanie tak zwanej sedacji. Zaraz potem jak poroże odcięto zadbałem, aby łoś sobie odpoczął. Potem zwierzę wróciło do lasu. Ograniczyliśmy stres zwierzęcia do minimum. Odcinanie drutu zajęłoby więcej czasu i stanowiło dla łosia większy stres. (mo)