Palce do amputacji

Patrząc na to, do jakich na co dzień interwencji wzywani są ratownicy z chełmskiej stacji pogotowia, pozostaje im tylko szczerze współczuć.

Nie raz i nie dwa pisaliśmy o tym, że numer alarmowy bywa traktowany lekceważąco, karetka wzywana bez powodu, bo wiele przypadków wymaga nie natychmiastowej pomocy medycznej, a wizyty u lekarza rodzinnego czy… zwykłego plasterka opatrunkowego, jak to miało miejsce w ubiegłym tygodniu.

Matka, która zadzwoniła na 112, opowiedziała straszną historię o tym, że jej małe dziecko zostało poważnie ranne – o, zgrozo! Oby tylko nie trzeba było amputować dwóch palców.

Po takich słowach medykom nie pozostało nic innego, jak pędem wskoczyć do karetki i na sygnale, jak najszybciej, dostać się pod wskazany adres. Przygotowani na widok dziecka we krwi w domu zastali malca ze dwoma zdartymi paznokciami od tarki do warzyw. Uspokoili matkę, że amputacji nie będzie i nakleili plaster na palce. (pc)