Pandemia ugruntuje patologię w zarobkach lekarzy?

Do końca lutego resort zdrowia ma wypracować nowe zasady i rozwiązania w sprawie wynagrodzeń w służbie zdrowia. Nowe przepisy ukrócą czy tylko usankcjonują ogromne dysproporcje a czasami wręcz patologie, dzięki którym lekarze pracujący w zadłużonych po uszy szpitalach zarabiają nawet po 30, 40 i 50 tys. zł miesięcznie?

Temat zarobków w publicznej służbie zdrowia zawsze budzi ogromne kontrowersje. Z jednej strony dotyka personel, którego płace od lat są niedoszacowane i który nie może doprosić się nawet nieznacznych podwyżek, a z drugiej co jakiś czas obnaża „patologie”, w których lekarze zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Chociaż pracują w zadłużonych szpitalach, którym ledwo udaje się wiązać koniec z końcem, np. takich jak chełmska lecznica.

Minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiada uporządkowanie kwestii wynagrodzeń i informuje, że trwa właśnie „szeroki dialog z całym środowiskiem” – od pracodawców poprzez związki zawodowe i izby samorządowe. Ale czy ministerstwo zawalczy z patologiami czy tylko je usankcjonuje? Są duże dysproporcje w zarobkach medyków, różne formy zatrudniania w szpitalach – od etatów po kontrakty. Jest wiele dodatków, które wypłacane są obok świadczeń zasadniczych, są dodatki, które miały rekompensować wolniejszy wzrost wynagrodzeń zasadniczych i są dodatki covidowe. Zwłaszcza te ostatnie budzą teraz skrajne emocje.

Niedawno pisaliśmy, że skutki pandemii nie dla wszystkich są jednakowo odczuwalne. Z jednej strony firmy notują spadki obrotów, ograniczają zatrudnienie a nawet zwalniają pracowników a pomoc państwa nie zrekompensuje im poniesionych strat. A z drugiej strony nie ma ograniczeń we wsparciu służby zdrowia, często dokonującej kontrowersyjnych zakupów sprzętu czy wyposażenia, i o jej pracowników, którzy walczą z koronawirusem. Ta walka nagradzana jest stuprocentowymi dodatkami do pensji. A dostaje je personel medyczny szpitali, który miał kontakt z zakażonymi.

Gdy w grudniu pisaliśmy o tych dodatkach, dyrektor chełmskiego szpitala tłumaczyła nam, że pieniądze mają rekompensować stres, nieustające zagrożenie zarażeniem i dodatkowe obciążenia związane z pandemią. Dodatki dostają lekarze i pielęgniarki z oddziału zakaźnego i pozostałych przekształconych na tzw. covidowe, czyli w pewnym momencie praktycznie wszystkich w szpitalu.

A ponieważ ich wysokość to 100 proc. pensji (nie więcej jednak niż 15 tys. zł) doszło do tego, że niektórzy lekarze zatrudnieni na kontraktach dzięki dodatkowi covidowemu wystawiają szpitalowi faktury na kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie. Podobno rekordzista przekroczył 50 tys. zł!

Wypłacanie dodatkowych pieniędzy szpitala nic nie kosztuje, bo pochodzą z puli ministra zdrowia. – My tylko je przekazujemy – mówi Kamila Ćwik, dyrektor szpitala w Chełmie, ale dodaje, że sprawa wynagrodzeń nie jest tak prosta, jakby mogło się wydawać, a wysokie wynagrodzenia powiązane są z ilością godzin, które wypracowują w szpitalu lekarze.

Za to pacjenci nie mogą zrozumieć, dlaczego bardzo dobrze zarabiający lekarze dostają dodatkowe pieniądze, a oni mają ograniczony dostęp do specjalistów i zabiegi w szpitalu są przekładane. I wręcz sugerują, że to dzięki dodatkom służbie zdrowia pandemia jest na rękę.

Kwestia zarobków w szpitalach wiele razy była przedmiotem dyskusji w Urzędzie Marszałkowskim. Urzędnicy wiedzą, że większość lekarzy zarabia znacznie więcej niż dyrektorzy lecznic i marszałek województwa, który nadzoruje służbę zdrowia. Jednak tematu zarobków wolą nie zaczepiać.

– Kwestie związane z wynagradzaniem personelu lekarskiego leżą w kompetencji Dyrektorów jednostek medycznych. Dyrektorzy ponoszą wyłączną odpowiedzialność za regulacje płacowe podległego personelu.

Wynagrodzenia lekarzy zatrudnionych w oparciu o umowy cywilnoprawne są w wysokości cen rynkowych w wyniku przeprowadzonych postępowań konkursowych w oparciu o ustawę z 15 kwietnia 2011 r. o działalności leczniczej oraz ustawę z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych – podaje biuro prasowe UM w Lublinie. – Samorząd Województwa Lubelskiego nie ingeruje w sprawy związane z wynagradzaniem personelu lekarskiego zatrudnionego w podległych jednostkach. (bf)

 

2 KOMENTARZE

  1. Autor patrzy na skutek, a nie przyczynę. Problemem nie są wysokie pensje lekarzy, a brak tych wykształconych osób. Przyjrzyjcie się statystykom ilu lekarzy przypada na 1000 mieszkańców danego kraju EU oraz jak u nas wygląda zależność średniego wieku lekarzy na tle długości życia oraz liczbie osób aktywnych zawodowo. Dodatkowo dochodzi patologia przyznawania miejsc rezydenckich dla młodych lekarzy.

    Jeszcze kilka/kilkanaście lat i będzie się wręcz takie osoby błagać by leczyły w mniejszych ośrodkach i to za dużo większą pensję (pomijam inflację).

  2. Autor patrzy na skutek, a nie przyczynę. Problemem nie są wysokie pensje lekarzy, a brak tych wykształconych osób. Przyjrzyjcie się statystykom ilu lekarzy przypada na 1000 mieszkańców danego kraju EU oraz jak u nas wygląda zależność średniego wieku lekarzy na tle długości życia oraz liczbie osób aktywnych zawodowo. Dodatkowo dochodzi patologia przyznawania miejsc rezydenckich dla młodych lekarzy.

    Jeszcze kilka/kilkanaście lat i będzie się wręcz takie osoby błagać by leczyły w mniejszych ośrodkach i to za dużo większą pensję (pomijam inflację).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here