Panika przez plotkę

Pojawiła się w kilka godzin po dożynkowym nabożeństwie w Kamieniu i na dzień przed rozpoczęciem roku szkolnego. Pogłoska o „zakażonym z Pławanic” rozniosła się lotem błyskawicy i wywołała strach w całej gminie Kamień oraz w chełmskim starostwie. Na wszelki wypadek wejście do urzędu w Kamieniu odgrodzono taśmą i do petentów schodził urzędnik. Z kolei w chełmskim starostwie niektórych pracowników pochodzących z gminy Kamień skierowano do pracy zdalnej.

W ostatnim tygodniu sierpnia w gminie Kamień była sesja rady gminy, narada z dyrektorami szkół, a w niedzielę (30 sierpnia) msza dożynkowa w intencji rolników w kościele w Kolonii Kamień. Gdyby w tym czasie pojawiło się tam ognisko koronawirusa mnóstwo osób trzeba byłoby objąć kwarantanną. Gminne dożynki ze względu na epidemię okrojono do minimum i zorganizowano tylko nabożeństwo bez żadnych korowodów ani innych tradycyjnych koncertów.

Tak, czy inaczej, kilka godzin po nich w gminie Kamień rozniosła się pogłoska o tym, że u jednego z mieszkańców Pławanic potwierdzono Covid-19. Wkrótce potem mówiło się już o rzekomym ognisku koronawirusa na „dożynkach” na boisku w Strachosławiu i zamknięciu Urzędu Gminy Kamień. Ludzie napędzali się strachem, przekazując sobie informację, że zatrudnieni w chełmskim „gmachu” mieszkańcy gminy Kamień już dostają telefony, by ze względów bezpieczeństwa w poniedziałek nie przychodzić do pracy.

Aby dowiedzieć się, jak naprawdę wygląda sytuacja, wiele osób dzwoniło do Dariusza Stockiego, wójta gminy Kamień, ale w niedzielne popołudnie czy wieczór nie dysponował on żadną oficjalną informacją na ten temat. W poniedziałek do Urzędu Gminy Kamień telefonowało kilkudziesięciu mieszkańców, domagając się informacji o tym, czy w gminie jest ognisko koronawirusa, czy nie. Sytuacja była napięta, bo obawy mieli też rodzice uczniów, a nazajutrz był 1 września, czyli początek roku szkolnego.

Wójt Stocki w poniedziałkowy poranek zwołał w Urzędzie Gminy Kamień zebranie i widząc zaniepokojenie swoich pracowników na wszelki wypadek postanowił wrócić do organizacji pracy z marca br.: wejście do urzędu ogrodzono taśmą, stanął przy nich stolik, a petenci używając dzwonka zawiadamiali urzędników, że mają do załatwienia formalności. Wtedy jeden z pracowników schodził do nich. Widząc to mieszkańcy przekazywali sobie nawzajem, że w tej sytuacji „coś musi być na rzeczy”. Ale taka obsługa w urzędzie trwała tylko w poniedziałek – do czasu, gdy urzędnicy z Kamienia dostali z chełmskiego sanepidu uspokajającą informację.

– To była tylko plotka, fałszywy alarm, ale to pokazało nam, jak duże są obawy i jak wielkie emocje niezmiennie wywołuje temat koronawirusa – mówi wójt Stocki. – Niepokój był duży, bo ta sytuacja zbiegła się z mszą dożynkową, a do tego z początkiem roku szkolnego. Na przyszłość niektórzy powinni pamiętać, że nawet gdyby się potwierdziło, iż ktoś jest zakażony koronawirusem, to wciąż obowiązuje RODO. Poza tym, w takich sytuacjach obowiązują procedury, które są automatycznie uruchamiane, gdy występuje zagrożenie. Wynika to z dochodzenia epidemiologicznego, w toku którego wychwytywane są osoby, które miały styczność z zakażonym i potencjalnie mogły się zakazić. To nie jest tak, że zaraz zamykany jest cały urząd, szkoła czy inna instytucja.

Okazało się, że to w chełmskim starostwie zaniepokoili się informacją, wyczytaną w internecie i postanowili „dmuchać na zimne”.

– Na bieżąco sprawdzamy sytuację epidemiczną i staramy się reagować na każdy sygnał, aby nie dopuścić do dezorganizacji pracy w starostwie – mówi Jerzy Kwiatkowski, wicestarosta chełmski. – W niedzielę na jednym z portali internetowych pojawiła się informacja, która nas zaniepokoiła i na tej podstawie – chcąc uniknąć ewentualnego zagrożenia – powiadomiliśmy jednego czy dwóch naszych pracowników z gminy Kamień, aby w poniedziałek na wszelki wypadek pracowali zdalnie.

Trudno było zweryfikować tę informację w niedzielne popołudnie, ale dzień później wiedzieliśmy już, że wszystko jest w porządku. Woleliśmy jednak być ostrożni i podjąć działania niż mielibyśmy potem żałować, że tego nie zrobiliśmy. W sytuacji, gdy jest jakiekolwiek podejrzenie lepiej zareagować i skierować do pracy zdalnej jedną czy dwie osoby niż ryzykować. Pamiętajmy, że w budynku gmachu pracuje około tysiąca pracowników. (mo)