Piękno i szybkość, młodość i doświadczenie

Cavaliadowy konkurs dużej rundy rozegrano na wysokości 140 cm

Tysiące lublinian obserwowały popisy jeźdźców i podziwiały piękno koni na CAVALIADZIE Lublin 2019. Dziś dalsza część relacji z tej popularnej imprezy (pierwsza część ukazała się przed tygodniem).


Cavaliadową sobotę, 2 lutego, otworzył dwufazowy konkurs małej rundy (120 cm). Triumfowała w nim jeździecka młodzież. Wygrał Dominik Słodczyk na Aperitifie, przed Mają Marchwicką na Szafirze M i Ukrainką Larysą Krulik na Zonnenboldzie. W kolejnym konkursie dwufazowym – średniej rundy (135 cm) – szczęście w końcu uśmiechnęło się do Belga ze Szczecina – Jana Vinckiera. Wygrał na Quantasie, pokonując Jarosława Skrzyczyńskiego na Akkol. Kolejnymi miejscami podzielili się czołowi polscy jeźdźcy. Trzeci był Mściwoj Kiecoń na Sir Sapporo MK, czwarty Krzysztof Ludwiczak na Conthacca, piąta Dalia Lehmann na Annchen 11.

Spór o dzieci na kucach

Później rozpoczęły się konkursy „CAVALIADA Future” dla dzieci na kucach.

Kilka dni wcześniej na konferencji prasowej Dominik Nowacki, dyrektor CAVALIADY, ujawnił, że CAVALIADA Future miała przeciwników i zwolenników. Przeciwnicy byli za zmianą formuły konkursu. Twierdzili, że dzieci za bardzo ulegają atmosferze rywalizacji i „ścigają się między sobą”, jeżdżąc zbyt żywiołowo, a mniej stylowo.

Zwolennicy argumentowali, że właśnie taki „żywioł” jest atrakcyjny dla widzów i przyciąga do sportu nowych najmłodszych jeźdźców, a siedmioletnia praktyka pokazała, że uczestnicy tych dziecięcych zawodów w późniejszej karierze, już na dużych koniach, większych kłopotów ze stylem raczej nie mają. Świadczą o tym choćby międzynarodowe tytuły mistrzowskie, jakie dawni uczestnicy dziecięcych zmagań zdążyli już zdobyć. Pozostała dotychczasowa formuła.

I tak rozpoczęła się kolejna edycja kucykowego szaleństwa! Zawodnicy na parkurze dokonywali cudów zręczności i szybkości, a najmłodsza publiczność głośno dopingowała swoje koleżanki i nieco mniej licznych w tym gronie kolegów.

W kategorii mini, wśród najmniejszych kuców, od 70 cm, triumfowała Natalia Głowacz na Szamanie. Druga była Julia Ganowska na Pasjonata Parys, trzecia Martyna Ufnal na Ramiro. W rywalizacji na kucach midi od 85 cm najlepsza była Zofia Ćwik, dosiadająca Teti. Drugie miejsce zajęła Marcelina Jackowiak na Coast Player Seguret, trzecie Blanka Brzeska na Kilimandżaro.

Rywalizacja zaprzęgów i pokazy koni

Druga na lubelskiej CAVALIADZIE eliminacja Halowego Pucharu Polski odbyła się bez większych niespodzianek. Wygrał ją Bartłomiej Kwiatek, drugi był Piotr Mazurek, trzeci Ireneusz Kozłowski. Publiczność głośno dopingowała podczas przejazdów, a rzęsistymi oklaskami podczas rundy honorowej nagrodziła „żywe kółka”, złożone z trzech, a czasem i czterech zaprzęgów, jadących jeden za drugim.

Po zmaganiach zaprzęgów nastąpiły pokazy – najpierw prezentacja koni arabskich ze stadnin w Janowie Podlaskim i Białce. Pokaz prowadził Jacek Kozik, dyrektor Lubelskiego Związku Hodowców Koni. Dwa piękne siwe ogiery zaprezentowano pod siodłem. Alert wcześniej dwukrotnie zdobył tytuł championa Polski ogierów. Od siedmiu lat, dosiadany przez Agnieszkę Kolek-Kowieska z powodzeniem startuje w konkursach ujeżdżenia – tych ogólnych, a także dla koni czystej krwi arabskiej. Para ta zdobyła złoty medal w ujeżdżeniowych mistrzostwach województwa lubelskiego w 2016 i 2017. Dwa lata temu zwyciężyła również w mistrzostwach halowych.

Na Amanito pojechała Magdalena Kozakiewicz. Trzykrotnie zdobywał hodowlany tytuł championa. Teraz startuje w skokach. Na razie w zawodach regionalnych. W tym roku zadebiutuje w Mistrzostwach Europy Koni Arabskich. „W ręku”, prowadzone przez masztalerzy, pokazano – klacze Pragę i Perforię oraz ogiery Pitawala i Perillusa. Zwłaszcza ten ostatni, syn pochodzącego z Arabii Saudyjskiej Ascota DD, zasługiwał na uwagę. Gniady dwulatek zwracał uwagę urodą – bardzo szlachetną głową, piękną „łabędzią” szyją i rewelacyjnym ruchem. Te i jeszcze inne cechy tworzą tzw. „bukiet” konia arabskiego i to było u niego widać.

Hej, ułani!

Na koniach z naszego regionu zaprezentowali się ułani ze Szwadronu Kawalerii Ochotniczej w barwach 9 Pułku Ułanów Małopolskich. Ułani pokazali elementy konnej musztry, a także władanie białą bronią – lancą i szablą. Jednym z elementów pokazu było zbieranie lancą pierścieni. Do ich trzymania zostały zaproszone dwie panie z widowni. Dzielnie i bez strachu trzymały pierścienie, które ułani atakowali w galopie.

Rzęsistymi oklaskami widzowie nagrodzili ćwiczenia woltyżerskie na koniu, które pokazał jeden z ułanów. Jego postawa zmieniała się jak w kalejdoskopie! Wymyki i „rybki” w galopie, jazda w zwisie z głową w dół…Aplauz wzbudziła też jazda i skoki na koniu bez ogłowia.

Po pokazach na halowy hipodrom wróciły skoki. Jako pierwszy odbył się konkurs sztafet. Zapisanych do niego jeźdźców podzielono na drużyny. W każdej był zawodnik bardzo młody, na kucyku, jeździec nieco starszy na małym koniu i senior na dużym koniu. Przebiegi następowały tuż po sobie – walczono o najlepszy ogólny czas przebiegu.

Wygrała ekipa w składzie: Martyna Ufnal na Ramiro, Bianka Brzeska na Kilimandżaro i Aleksandra Kierznowska na Palencii. Drugie miejsce wywalczyły: Nel Skotarczak na Frankenhoeh’s Mylord, Julia Pięta na Marcos i Maja Marchwicka na Lavita L. Trzecie przypadło Natalii Głowacz na Szamanie, Wiktorii von Mauberg na Koekoekshof Mariska i Małgorzacie Ciszek – Lewickiej na Chili PJ.

Speed and Music

Zakończenie soboty na CAVALIADZIE było głośne i szybkie, za sprawą konkursu Speed and Music. Został rozegrany jako konkurs szybkości, średniej rundy (130 cm). Wystartowało 39 koni, ale nie wszystkie poradziły sobie z dość trudnym parkurem. Pięć par zostało wyeliminowanych, a Jacek Zagor po uzbieraniu sporej sumy punktów karnych sam zrezygnował z dalszego przejazdu.

Podczas tego konkursu doszło do najgroźniejszego upadku na CAVALIADZIE – jadąca jako trzecia w kolejności, 17 letnia juniorka – Klaudia Danecka na Fabiano 82, podczas pokonywania szeregu dwóch przeszkód tuż koło loży VIP straciła równowagę i poleciała całym ciałem na szyję konia. Ten, skacząc przeszkodę podrzucił ją do góry i Klaudia spadła ze sporej wysokości. Nie podniosła się sama i opuściła parkur na noszach ekipy medycznej. Po zbadaniu amazonki przez lekarza okazało się, że doznała złamania nosa. Nie odniosła żadnych innych obrażeń.

Po bardzo szybkim, ale i dokładnym przejeździe, pełnym wspaniałych „lotów” nad przeszkodami i niesamowitych skrótów dystansu, ponownie tego dnia zwyciężył Dominik Słodczyk – tym razem na Drako. Ku zdumieniu widzów, pomimo dużej szybkości, koń był prowadzony przez swojego jeźdźca tak, że „pasowały” mu wszystkie odległości między przeszkodami. Drugi był Litwin Andrius Petrovas na Gigollo, trzeci David Skiba na Secret Weapon L.

Mistrzowie ujeżdżania

Po sobotnich zmaganiach zawodnicy nie odpoczywali zbyt długo. Niedzielę, ostatni dzień CAVALIADY, już o 8.00 rozpoczął drugi konkurs ujeżdżenia – jego program to międzynarodowy dowolny z muzyką. Klasy CC 7 na poziomie Intermediate I. Najlepsza okazała się w nim Ilona Janas na Arriba Z.

Jej koń pokazał wielką elegancję i sprężystość ruchu w wykonywanych elementach. Były one dobrze dopasowane do muzyki. Szczególnie mogły podobać się pasaże i zmiany nogi w galopie. Drugie miejsce wywalczyła Dominika Kraśko-Białek na Aresie, trzecie Sandra Sysojeva z Litwy na Boss Diamant.

Niedzielny konkurs CAVALIADY Future dla najmniejszych kuców przyniósł zwycięstwo Martynie Ufnal. Druga była Natalia Głowacz, trzecia. Michalina Dańczak na Maidi. W rywalizacji koni wyższych – od 90 cm, wygrała Maja Michalska na Amigo przed Zofią Ćwik i Michałem Dubiniakiem na Fiesta Evita.

Grand Prix Lublina

Najważniejszy konkurs CAVALIADY, Grand Prix Lublina, rozegrano na wysokości 145 cm. Był to konkurs zwykły z rozgrywką, parkur z zakrętami i pułapkami odległości. Trzeba było jechać naprawdę precyzyjnie. Konie musiały wykonać 15 skoków w przejeździe podstawowym i 8 w rozgrywce. Na liście startowej było 39 zawodników. Rozpoczęli zmagania i kilku faworytów, których typowano na zwycięzców otrzymało punkty karne, najczęściej za przypadkowe zrzutki.

Taki pech spotkał m.in. Jarosława Skrzyczyńskiego na Jerico. Przejazd wolniejszy, koń cały czas pod kontrolą, ale trafiła się jedna, przypadkowa zrzutka. A to koniec marzeń o rozgrywce i zwycięstwie. Szybsza jazda nie pomogła Wojciechowi Wojciańcowi i Adamowi Grzegorzewskiemu. Kilku zawodników, mając więcej punktów karnych, zrezygnowało z kontynuowania przejazdu.

Ostatecznie zwyciężył Krzysztof Ludwiczak na Nordwind. W przejeździe podstawowym i w rozgrywce koń szedł cały czas pod kontrolą. Jeździec kilka razy dał mu sygnał do skoku tuż przed przeszkodą. Ryzykował zrzutki, ale udało się. W rozgrywce też miał bezbłędny przejazd. Drugie miejsce, z jedną zrzutką w rozgrywce zajął Filip Lewicki na Corrado X. Taki sam wynik, ale z gorszym czasem przejazdu uzyskał trzeci Grzegorz Nowak na Always Forever.

CAVALIADĘ zamknął dwufazowy konkurs małej rundy (125 cm). Był to istny skokowy maraton. Bo startowało w nim aż 75 koni, obok rutynowanych zawodników kilkoro juniorów, którzy w poprzednich edycjach CAVALIADY jechali jeszcze na kucach. W większości pokazali szybkie, odważne przejazdy. Najczęściej bez zrzutek. I to właśnie młoda amazonka Maja Marchwicka na Szafir M wygrała ten konkurs. Druga była Wiktoria Jannasz na Phenix M, trzeci Litwin Andrius Petrovas na Remember Me.

Jaka była tegoroczna lubelska CAVALIADA? Na pewno udana dla widzów, także dla zawodników. Dla tych rutynowanych i młodszych, którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z najpoważniejszymi parkurami. Także dla tych, którzy dopiero zamierzają dosiąść koni, bo zakupy, dokonywane na towarzyszących zawodom targach, były naprawdę duże. Widać to było po torbach, w noszonych z hali targowej na widownię.

– CAVALIADA to już ustalona marka – powiedział Jan Karwański z PKO Bank Polski, głównego sponsora zawodów.

Ale to nie powinno usypiać czujności organizatorów. Połowa publiczności, która przychodzi na CAVALIADĘ, to koneserzy jeździectwa. Oni będą tu zawsze. Marketing imprezy powinien być skierowany do grupy, która nie zna jeszcze piękna jeździectwa. Wciąż należy dbać o atrakcyjność pokazów w przerwach pomiędzy konkursami. Warto rozważyć, czy konkursy CAVALIADY Future nie rozgrywać każdego dnia imprezy – także w czwartek i w piątek, kiedy szkoły i przedszkola mają darmowe wejścia na widownię, bo to może niebawem zaprocentować jeszcze większą ilością młodzieży uprawiającej jeździectwo.

Zawodnicy startujący w Lublinie, spotkają się niebawem znowu, już pod koniec lutego na CAVALIADZIE w Krakowie, pierwszej w tym mieście.

A my w Lublinie zobaczymy ich za rok.

Jan Achremowicz