Pole stratowane. Winnego brak

Szczyt bezczelności czy bezmyślności? A może i jedno, i drugie. Ktoś przejechał autem przez pole rzepaku należące do Jacka Raczkiewicza, radnego gminnego i sołtysa Żmudzi. Na końcu stratowanej uprawy były ślady krwi…


Dla rolników wkrótce rozpocznie się okres najbardziej wytężonej pracy. Nie ma czasu do stracenia, bo na roli zawsze jest coś do roboty. Ale w ubiegłym tygodniu Jacek Raczkiewicz, radny gminy Żmudź, a jednocześnie sołtys Żmudzi, musiał zająć się nieprzyjemnymi formalnościami. To dlatego, że ktoś przejechał samochodem przez środek jego pola rzepaku. Ślady pojazdu przebiegają na długości aż czterystu metrów.

– Na końcu tych śladów widoczne były ślady krwi – mówi Raczkiewicz. – Wyglądało to jak miejsce polowania na zwierzynę. Ręce mi opadły, gdy to zobaczyłem. Nie chodzi już o straty finansowe, ale o zasady. Przecież tak się nie robi. Chodzi o czyjąś pracę, czyjąś działkę. Ludzka przyzwoitość nakazywałaby to uszanować. Nigdy wcześniej z czymś takim się nie spotkałem.

J. Raczkiewicz skontaktował się w tej sprawie z Mirosławem Sawickim, przewodniczącym zarządu okręgowego Polskiego Związku Łowieckiego w Chełmie.

– Zgłaszania szkód w uprawach i płodach rolnych wyrządzonych przez zwierzęta lub powstałe podczas wykonywania polowań dokonuje się we właściwym urzędzie gminy – informuje M. Sawicki.

J. Raczkiewicz wystąpił o takie szacowanie do żmudzkich urzędników. W zorganizowanych w środę oględzinach uczestniczył m.in. przedstawiciel koła łowieckiego, a także urzędu gminy Żmudź. Podczas oględzin ustalono, że całkowitemu zniszczeniu uległo 12 arów uprawy Raczkiewicza. Ale sprawa jest bardziej skomplikowana niż w przypadku szkody wyrządzonej przez zwierzę. W tym przypadku winowajcą jest człowiek. Nie wiadomo, kto. Gdy nie będzie sprawcy, nie będzie odszkodowania. Raczkiewicz zdecydował się o sprawie powiadomić policję. (mo)