Połknęła tabletkę i… omal nie umarła

Niespodziewanym wstrząsem anafilaktycznym zakończyło się dla mieszkanki Krasnegostawu wzięcie antybiotyku. – Byłam bliska śmierci, ale i w karetce, i w szpitalu trafiłam na prawdziwych profesjonalistów. Chciałam im podziękować za uratowanie mi życia. Mam dwóch synów, mam dla kogo żyć – mówi „Nowemu Tygodniowi” pani Monika.

Mieszkanka Krasnegostawu (nazwisko do wiadomości redakcji) tego, co wydarzyło się 13 grudnia ubiegłego roku, nigdy nie zapomni. Kilka dni wcześniej kobietę zaatakowała jakaś infekcja. Gdy domowe sposoby leczenia zawiodły, właśnie 13 grudnia pani Monika sięgnęła po antybiotyk.

– Po kilku minutach zaczęłam dziwnie się czuć. Pojawił się okropny ból w klatce piersiowej. Ponieważ kilka tygodni wcześniej byłam na szpitalnym oddziale ratunkowym, skierowana tam przez lekarza rodzinnego z podejrzeniem zawału serca, pomyślałam, że właśnie to teraz się dzieje – opowiada mieszkanka Krasnegostawu.

Do tych objawów dołączyły zawroty głowy, mocne bicie serca, wymioty. Pani Monika zmierzyła ciśnienie. Miała 80 na 50, a puls na poziomie 130 uderzeń.

– Pomyślałam, że powinnam wezwać lekarza, chciałam zobaczyć, czy spuchłam, bo bardzo dziwnie ograniczyło mi się pole widzenia. Chciałam dojść do łazienki, niestety tej drogi już nie pamiętam. Kojarzę chwilę, że widzę się w lustrze, a twarz mam wielką od opuchlizny i bardzo czerwoną. Potem straciłam przytomność – mówi.

Na szczęście, z uwagi na złe samopoczucie, tego dnia pani Monika poprosiła kuzynkę, by zajęła się jej 6-letnim synem. To ona znalazła kobietę leżącą nieprzytomną w łazience. Zadzwoniła na numer alarmowy, ale okazało się, że wszystkie karetki są zajęte. Na miejsce wysłano więc strażaków przeszkolonych z udzielania pierwszej pomocy. Na szczęście chwilę później do strażaków dołączyli też ratownicy medyczni.

– Personel karetki zajął się mną cudownie. Pełen profesjonalizm, bez zbędnych słów czy działań. Na wpół przytomną zabrano mnie do szpitala. W karetce wykonywano mi badania, podawano leki, okryto kocem. Wdzięczna też jestem personelowi szpitala. Nie pamiętam wszystkiego dokładnie, byłam w ciężkim stanie, ale wiem, że byłam pod dobrą opieką – wspomina pacjentka.

– Na SOR-ze zajęła się mną przesympatyczna pani doktor, z lekkim ukraińskim akcentem, i przemiłe pielęgniarki, które co chwilę do mnie zaglądały i pocieszały. Nie wiem, jak się nazywały, ale chciałabym im serdecznie podziękować. Słyszałam wiele złych opinii o naszym krasnostawskim szpitalu, SOR-ze, ale ja chcę wszystkim pracownikom oddziału, podobnie jak ratownikom z karetki, podziękować i wyrazić wdzięczność oraz ogromny szacunek i podziw dla ich profesjonalizmu – mówi pani Monika.

W szpitalu kobieta dowiedziała się, że po zażyciu antybiotyku doznała wstrząsu anafilaktycznego. Nie wiedziała, że jest na lek uczulona.

– Najgorsze, że to, co się ze mną stało w domu, widzieli moi synowie. Niewiele brakowało, bym umarła na ich oczach. Mocno to przeżyli. Na szczęście już wszystko jest w porządku – podsumowuje. (kg)