Prezydent pogrąży gminę?

Mieszkańcy protestują przeciwko przejęciu części gminy Chełm przez miasto

Wciąganiem mieszkańców w bagno, hucpą i ordynarnym skokiem na kasę – tak, wprost i publicznie, władze gminy Chełm nazywają działania prezydenta Chełma Jakuba Banaszka, który chce przesunąć granice miasta, wchłaniając najatrakcyjniejszą część gminy z cementownią, lotniskiem, zalewem i sześcioma tysiącami mieszkańców. – Chodzi między innymi o przejęcie podatków, prestiż z lotniska i mieszkańców, którzy z miasta uciekają – mówi Wiesław Kociuba, wójt gmin Chełm.

– Bez żadnych informacji, bez rozmów z nami, bez prób przekonania do swoich racji postawiono nas przed faktem dokonanym. Dostaliśmy wiadomość od ministra spraw wewnętrznych i administracji, że prezydent Chełma chce przejąć znaczną część naszej gminy. To jest dziecinada, tak nie powinno się postępować – tak wójt gminy Chełm Wiesław Kociuba komentuje zaawansowaną, jak się okazuje, procedurę przejęcia części gminy.

Oficjalnie o planowanym „rozbiorze” gminy wójt dowiedział się dopiero w minionym tygodniu. – Prezydent umówił się z nami na spotkanie i lakonicznie zakomunikował, że wystąpił z wnioskiem o przejęcie części gminy – mówi W. Kociuba. – Ale nawet nie chciał powiedzieć dokładnie, jakiej części, których sołectw. Stwierdził, że dowiemy się tego z pisma z ministerstwa.

A wynika z niego, że procedura przejęcia części gminy trwa w najlepsze. I chociaż wygląda jakby została wszczęta z inicjatywy wojewody, to wiadomo, że pomysł zrodził się w Chełmie. 13 września wojewoda zawnioskował do MSWiA o uruchomienie procedury poszerzenia granic miasta.

– Z pisma dowiedzieliśmy się, że chodzi o sołectwa Koza-Gotówka, Nowiny, Okszów, Okszów-Kolonia, Pokrówka, Srebrzyszcze, Żółtańce-Kolonia oraz część Depułtycz Królewskich, Weremowic i Żółtaniec.

Ale próżno szukać w piśmie konkretnych powodów, dla których prezydent wyciąga rękę po majątek gminy. Podniesiono za to lakonicznie, że obecny podział administracyjny stanowi barierę dla rozwoju miasta, które ma mało terenów inwestycyjnych (ok. 40 ha) a tereny gminy mają charakter miejskiej zabudowy i ludzie tam mieszkający wykazują silny związek z miastem poprzez oświatę i zatrudnienie. A proponowana zmiana granic ma na celu zwiększenie konkurencyjności i atrakcyjności miasta.

Skok na kasę

Skryte działania prezydenta samorządowcy z gminy nazywają wprost skokiem na kasę, hucpą i wciąganiem mieszkańców w bagno. – Bo naprawdę chodzi jedynie o poprawienie budżetu miasta podatkami między innymi z dobrze prosperujących i dużych przedsiębiorstw z terenu gminy, dodania sobie prestiżu lotniskiem czy w pełni zagospodarowanym zalewem w Żółtańcach i poprawieniem statystyk przez wchłonięcie sześciu tysięcy mieszkańców do wyludniającego się miasta – mówią.

Wójt pyta, po co miastu lotnisko, skoro w granicach miasta i gminy spełnia ono taką samą funkcję, a żaden z samorządów nie ma korzyści finansowych z majątku PWSZ, bo szkoły zwolnione są z podatków. – Po co miastu zalew w Żółtańcach, który gmina wybudowała od zera, pozyskała pieniądze na jego zagospodarowanie, przez lata zadbała o infrastrukturę, podział działek? Miasto zapomniało o swoich Gliniankach? – pyta wójt. A miejskie kąpielisko Glinianki od lat to obraz nędzy i rozpaczy, fatalna wizytówka miejskich włodarzy.

Wyższe podatki

Wójt Kociuba mówi, że prezydent zachowuje się jak zając w kapuście, albo dziecko w piaskownicy, które nie licząc się z niczym, sięga po cudze. – I zrobi ludziom krzywdę, bo wszystkie podatki są w naszej gminie niższe niż w mieście i nie zrekompensuje tego ani darmowa komunikacja, ani nieznacznie niższa opłata za śmieci – mówi.

Oprócz wyższych podatków, zdaniem wójta, na mieszkańców przejętych terenów czekają zamknięte drzwi do gabinetu prezydenta i zapaść inwestycyjna. – Ludzie coraz głośniej mówią, że w mieście niewiele się dzieje, że budżet to studnia bez dna, że na zwykłe połatanie dziur na przykład na ulicy Metalowej czekają miesiącami – mówi Kociuba.

W gminie to nie do pomyślenia. Urząd reaguje od razu, pozyskuje unijne i rządowe pieniądze na inwestycje, buduje nowe drogi, które zachęcają do kupowania działek i budowania tam domów. – Drzwi do naszego urzędu są otwarte, mieszkańcy nie mają problemu, żeby przyjść porozmawiać z urzędnikami czy wójtem, a proszę spróbować dostać się ze swoim problemem do prezydenta – mówi W. Kociuba.

Znacznie dosadniej można o tym przeczytać w komentarzach mieszkańców w internecie, którzy już się skrzykują, proponują spotkania, blokady urzędu czy krajowej „dwunastki” a nawet sugerują, by na pomoc wezwać Agrounię. Bo nikt z nich nie wierzy w…

…inwestycyjne mrzonki

Przejęcie terenów gminy miałoby służyć pozyskaniu terenów inwestycyjnych. – Pytam jakich? – dziwi się wójt. – Miasto ma niby „tylko” 40 hektarów i nie potrafi ich zagospodarować, a my nawet tyle nie mamy. Większość powierzchni, które planuje przejąć Chełm, to tereny prywatne, między innymi ziemie uprawiane przez rolników. A jedyne tereny inwestycyjne leżą w kierunku Dorohuska, ale także należą do osób prywatnych a nie gminy.

Nieoficjalnie wiemy, że prezydent chce roztaczać wizje powołania tam specjalnej strefy ekonomicznej na wzór tej z Mielca. Ale obietnic rozwoju i inwestycji przez obecne władze już się trochę nasłuchaliśmy. Gdzie jest na przykład obiecywana kopalnia i związane z nią tysiące miejsc pracy? Wybudowanie kopalni, zmiana oblicza regionu, dziesiątki tysięcy miejsc pracy było obiecywane publicznie przez najważniejszych polityków PiS i – jak się okazało – były to jedynie obietnice bez pokrycia i „kiełbasa wyborcza”.

Koniec gminy, uderzenie w powiat

Urzędnicy z gminy pobieżnie wyliczyli, że po zawłaszczeniu terenów stracą połowę przychodów z podatków własnych i znaczne wpływy z podatków VAT i CIT. A to znaczy, że z najbogatszej gminy w powiecie chełmskim gmina Chełm zostanie jedną z przeciętnych. – A to będzie miało dla nas destrukcyjne znaczenie, obniża wskaźniki budżetowe, ma wpływ na nasze zobowiązania kredytowe, które podejmowaliśmy w związku z inwestycjami, to może doprowadzić naszą gminę do ruiny, a na pewno ograniczy inwestycje w pozostałych miejscowościach – mówią. Jak czują się teraz mieszkańcy Jagodnego, wioski, która od nowego roku ma przejść do gminy Chełm? Liczyli na spore inwestycje po przejściu do zasobniejszej gminy z sąsiedniego Sawina. Okaże się, że lepiej było nie zmieniać granic. Do sprawy Jagodnego wójt Kociuba odnosił się zresztą podczas sesji rady powiatu chełmskiego, na której prosił radnych o wsparcie. – Mieszkańcy Jagodnego sami zwrócili się do nas i to od nich wyszła chęć zmiany granicy, a tutaj to inicjatywa prezydenta, bez pytania mieszkańców o zdanie – dowodził wójt.

– To uderza też w powiat chełmski, który straci tylu mieszkańców, ilu straci gmina – mówił Piotr Deniszczuk, starosta chełmski. – Wiele pracy włożyliśmy z gminą, wybudowaliśmy drogi, wystaraliśmy się o pieniądze i teraz to oddamy? Mamy trzy miesiące na wypracowanie opinii. Musi zagrać siła argumentów.

– Dzisiaj najlepsze kąski gminy Chełm a jutro może być gmina Kamień, która też graniczy z miastem – mówi Grażyna Szykuła, radna powiatu chełmskiego. – Ludzie chcieli mieszkać na wsi. To nie do pomyślenia, żeby wejść w butach na czyjeś podwórko i zabrać komuś własność. Czy gdyby w Chełmie nie rządził PiS, to instytucje rządowe wyraziłyby zgodę na takie przejęcie? Na drugi dzień byłoby o tym w „Wiadomościach”.

Jarosław Wójcicki, radny powiatu z PSL, zwrócił się do wicestarosty Jerzego Kwiatkowskiego z PiS o podjęcie działań, również zakulisowych, które zablokowałyby zakusy prezydenta. To ewidentnie zabodło wicestarostę.

– Poczekajmy, aż dowiemy się więcej o tych zamiarach. Ja wiem mało i nie zabierałabym teraz głosu – tłumaczył i przyznał, że apel radego go dotknął. – Przecież sami przychodzicie do mnie, żeby ten PiS dał i ja staram się o to. Natomiast takich podchodów osobistych i politycznych to naprawdę nie życzyłbym sobie i to nie jest miejsce.

Nie ma z kim rozmawiać?

– Ten brak miejsca czy instytucji, do której gmina albo mieszkańcy mogliby się zwrócić o wsparcie, to dzisiejsza bolączka – mówi wójt Kociuba. – Nikt nie chce rozmawiać, posłuchać argumentów. A tak ważne zmiany wymagają poważnych analiz. Nikt nie kwestionuje, że Rada Ministrów ma prawo do zmian granic administracyjnych, ale wygląda na to, że decyzje już dawno zapadły, po cichu między prezydentem a odpowiedzialnym za to wiceministrem w MSWiA.

Zmiana granicy nasuwa wiele pytań i rodzi uzasadniony strach wśród mieszkańców. Co z włączonymi do miasta rolnikami, którzy mogą ubiegać się o dotacje kierowane wyłącznie do gmin wiejskich? Stracą przecież szanse na pieniądze z Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Włączenie nowego obszaru namiesza w okręgach wyborczych w powiecie, ale i w Chełmie. O tym zdaje się nikt, szykując zmiany, nie myślał.

Rada Gminy Chełm ma teraz trzy miesiące na odniesienie się do pomysłu zmiany granic. Ale na ostateczną decyzje Rady Ministrów nie ma ona wpływu. Niestety, podobnie jak konsultacje społeczne. A ponieważ procedura zmiany granic „wyszła” od wojewody, proces jest znacznie przyspieszony. Część gminy może zostać częścią miasta już od nowego roku. Zanosi się na ogromne zamieszanie, bo mieszkańcy i urzędnicy z gminy zamierzają walczyć.

Prezydent mija się z prawdą

O sprawie chcieliśmy porozmawiać z prezydentem Banaszkiem. Zapytać, jak zamierza przekonywać mieszkańców do pomysłu, jakie korzyści będą mieli po przejściu do miasta i gdzie widzi tereny inwestycyjne w sołectwach, które zamierza wchłonąć. Zamiast rozmowy prezydent wolał – do czego już się przyzwyczailiśmy a mieszkańcy gminy będą musieli przywyknąć – przesłać zdawkowe „wyjaśnienie”, z którego wynika, że to nie on a wojewoda lubelski jest inicjatorem całego zamieszania.

„21 września Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji, po wniosku Wojewody Lubelskiego, zwróciło się do Miasta Chełm, Gminy Chełm oraz Powiatu Chełmskiego o wyrażenie opinii ws. ewentualnego przyłączenia do Miasta Chełm sołectw (…).

Ministerstwo zobowiązało rady wymienionych jednostek samorządu terytorialnego do podjęcia uchwały o przeprowadzeniu konsultacji wśród mieszkańców. Ich wynik trafi do MSWiA, które podejmie wiążącą decyzję.

Miasto Chełm analizuje obecnie propozycję Wojewody Lubelskiego i podchodzi do całej sprawy ze spokojem. Czekamy na proces konsultacyjny. Konsultacje będą dla mieszkańców czasem na zadawanie pytań, ale przede wszystkim wyrażenie swojej opinii nt. ewentualnego przyłączenia. Przykładamy do tego ogromną wagę, ponieważ to mieszkańcy są najważniejsi.

Już teraz możemy jednak zadeklarować, że miasto, w przypadku ewentualnej decyzji o przyłączeniu nowych terenów, nie dopuści do podwyżki podatków. Nie zgodzi się na zwolnienia pracowników administracji samorządowej czy oświaty, ani na likwidację szkół czy bibliotek. Rozszerzona zostanie natomiast siatka połączeń komunikacji miejskiej o przyłączony teren, powstanie też Fundusz Inwestycyjny. Jeżeli decyzja o przyłączeniu zapadnie, jej materializację poprzedzi zawarcie i podpisanie z mieszkańcami wypracowanego wcześniej kontraktu społecznego” – informuje biuro prasowe UM Chełm.

Prezydent Banaszek rękoma swojego biura prasowego stara się „wrobić” wojewodę, sugerując, że to inicjatywa administracji rządowej. Zapytaliśmy o to wojewodę. Z odpowiedzi jasno wynika, że inicjatywa wyszła od prezydenta.

– Z inicjatywą w tej sprawie do Wojewody Lubelskiego wystąpił Prezydent Miasta Chełm pismem z 31 sierpnia 2021 r., dołączając do niego uzasadnienie zmiany granic Miasta Chełm oraz uszczegółowiony wykaz działek i mapę graficzną nowych granic Miasta Chełm – odpowiedziało nam biuro prasowe wojewody. – Rola wojewody w tym postępowaniu sprowadza się jednie do przekazana pisma Prezydenta Miasta Chełm do Rady Ministrów, za pośrednictwem MSWiA, uznając ważkość wnioskowanej sprawy. (bf)