Internet nie jest strefą bezkarności, a ekran komputera nie chroni przed odpowiedzialnością za słowa. Przekonał się o tym radny gminy Urszulin, który publicznie oskarżał szkolną pedagog o rzekome prześladowania, zastraszanie i działania godzące w dzieci. Sąd nie miał wątpliwości. Zapadł wyrok skazujący.
Kilka dni temu Sąd Rejonowy we Włodawie wydał wyrok w głośnej sprawie związanej z wydarzeniami, które rozegrały się po obchodach Halloween w Zespole Szkół w Urszulinie. Radny gminy Urszulin Nikodem W. został uznany za winnego zniesławienia szkolnej pedagog.
Sprawa od wielu miesięcy budziła emocje nie tylko w lokalnej społeczności. Stała się także symbolem coraz bardziej niepokojącego zjawiska obecnego w polskim Internecie. Chodzi o publiczne oskarżanie, przypisywanie innym złych intencji i rozpowszechnianie niepotwierdzonych informacji, które mogą zniszczyć reputację człowieka oraz narazić go na ogromny stres i społeczne napiętnowanie.
Od szkolnej zabawy do publicznego konfliktu
Początkiem całej sprawy była zorganizowana jesienią 2025 roku szkolna dyskoteka oraz konkurs na najstraszniejszą dynię. Wydarzenie miało charakter charytatywny. Uczniowie zebrali kilkadziesiąt kilogramów karmy dla schroniska dla zwierząt. Organizatorzy podkreślali również jego walory edukacyjne związane z poznawaniem elementów kultury krajów anglosaskich. Nie wszystkim jednak inicjatywa przypadła do gustu. Część rodziców zaczęła krytykować wydarzenie, uznając je za sprzeczne z wartościami chrześcijańskimi. W przestrzeni publicznej pojawiły się zarzuty dotyczące makijaży stylizowanych na postacie grozy czy dekoracji wykorzystywanych podczas zabawy. Dyrektor szkoły Sylwester Adamski odpierał te oskarżenia. Podkreślał, że szkoła pozostaje miejscem apolitycznym, a poznawanie kultury państw anglojęzycznych jest elementem realizowanej podstawy programowej.
Do dyskusji włączył się radny Nikodem W. Na swoim profilu w mediach społecznościowych opublikował materiały wideo, w których skierował pod adresem pedagog szereg bardzo poważnych oskarżeń, w tym narażania dzieci na traumy czy zastraszaniu pedagogów o katolickich poglądach przez panią pedagog.
Sąd nie znalazł dowodów
Sąd Rejonowy we Włodawie przeanalizował przedstawiony materiał dowodowy i nie znalazł potwierdzenia dla oskarżeń formułowanych przez radnego. W wyroku z 28 maja 2026 roku uznał Nikodema W. za winnego zniesławienia z art. 212 § 2 Kodeksu karnego. Sąd stwierdził, że publikowane przez niego treści mogły poniżyć pokrzywdzoną w opinii publicznej oraz narazić ją na utratę zaufania potrzebnego do wykonywania zawodu pedagoga. Zgodnie z prawomocnym już wyrokiem radny został zobowiązany do: zapłaty grzywny, nawiązki na rzecz pokrzywdzonej oraz zwrotu kosztów procesu, a także opublikowania na swoim profilu na Facebooku przeprosin widocznych przez co najmniej dwa miesiące. W treści przeprosin musi przyznać, że rozpowszechniał nieprawdziwe informacje, które naraziły pedagog na utratę zaufania zawodowego.
Lekcja dla internetowych hejterów
Wyrok ma znaczenie znacznie szersze niż tylko rozstrzygnięcie lokalnego sporu. Jest kolejnym dowodem na to, że internetowy hejt nie pozostaje bez konsekwencji. W ostatnich latach coraz częściej obserwujemy sytuacje, w których media społecznościowe stają się miejscem publicznych oskarżeń, personalnych ataków i prób niszczenia reputacji innych osób. Wiele osób błędnie zakłada, że publikowanie obraźliwych lub nieprawdziwych treści w Internecie nie wiąże się z odpowiedzialnością. Tymczasem sądy regularnie przypominają, że wolność słowa nie oznacza prawa do pomawiania, obrażania czy rozpowszechniania nieprawdziwych informacji. Niezależnie od tego, czy wpis pojawia się na Facebooku, portalu internetowym czy w komentarzu pod artykułem, autor ponosi odpowiedzialność za swoje słowa. Sprawa z Urszulina pokazuje, że nikt nie może czuć się bezkarny tylko dlatego, że publikuje treści w Internecie. Za pomówienia można zostać skazanym, zobowiązanym do przeprosin oraz poniesienia wymiernych kosztów finansowych.
Wartości chrześcijańskie a odpowiedzialność za słowo
Sprawa ma również wymiar moralny. Szczególne kontrowersje budzi fakt, że oskarżenia formułowała osoba publicznie odwołująca się do wartości chrześcijańskich oraz przedstawiająca się jako ich obrońca. Tym bardziej wyrok sądu stawia pod znakiem zapytania wiarygodność działań polegających na rozpowszechnianiu niepotwierdzonych oskarżeń wobec drugiej osoby. Dla wielu mieszkańców może to być przykład bolesnej sprzeczności pomiędzy deklarowanymi wartościami, a rzeczywistym postępowaniem. Trudno bowiem pogodzić publiczne głoszenie zasad chrześcijańskich z publikowaniem informacji, które sąd uznał za nieprawdziwe i zniesławiające. To sytuacja, która dla osoby pełniącej funkcję publiczną stanowi poważny cios w wizerunek i rodzi pytania o autentyczność głoszonych poglądów. Skazanie nie skutkuje wprawdzie utratą mandatu radnego, jednak rodzi pytania o standardy, jakie powinny obowiązywać osoby pełniące funkcje publiczne. Mandat radnego jest przecież wyrazem społecznego zaufania.
Sam zainteresowany przyjmuje wyrok sądu do wiadomości. – Jestem nim rozczarowany, ale nie zmienia on moich przekonań – mówi. – Od początku działałem nie z chęci atakowania kogokolwiek, lecz z głębokiego przekonania, że rodzice mają prawo zabierać głos w sprawach dotyczących wychowania swoich dzieci. W czasie tej dyskusji docierało do mnie wiele głosów rodziców, którzy podzielali moje obawy dotyczące kierunku, w jakim zmierza wychowanie i edukacja. Uznałem, że mam obowiązek publicznie wyrazić te obawy, nawet jeśli wiązało się to z osobistymi konsekwencjami. Jako ojciec, osoba wierząca oraz człowiek z wykształceniem medycznym nie mogłem przejść obojętnie obok wydarzenia, które w mojej ocenie wystawiło dzieci na bodźce nieadekwatne do ich wieku i rozwoju emocjonalnego. Kierowała mną troska o dobro najmłodszych, a nie chęć wyrządzenia krzywdy konkretnej osobie. Ta sprawa nie zmieni moich przekonań. Nadal będę bronił prawa rodziców do wyrażania swoich obaw oraz prawa dzieci do wychowania opartego na dobru, pięknie, prawdzie i szacunku do życia. Wierzę, że polska szkoła powinna budować wspólnotę, wzmacniać więzi społeczne i czerpać z najlepszych tradycji naszej kultury. Chciałbym, abyśmy potrafili otwarcie rozmawiać o tych sprawach, bo stawką jest to, w jakim świecie będą dorastały nasze dzieci. (bm)










