Smacznie nad Maczułami

Były na bezrobociu, z niewielkimi szansami na znalezienie zatrudnienia. Sprawy w swoje ręce wzięła nowo wybrana wójt gminy Leśniowice, Joanna Jabłońska. Z inicjatywy jej oraz Koła Gospodyń Wiejskich w Horodysku powstała Spółdzielnia Socjalna „Słowianka” z siedzibą w Rakołupach. Pięć pań postawiło na gastronomię. Na jedzenie ze świeżych produktów. Jednym słowem – na jakość!


Zazwyczaj spółdzielnie socjalne tworzą osoby fizyczne. W gminie Leśniowice jest inaczej. Zadania związanego z powołaniem spółdzielni podjęła się nowo wybrana wójt gminy Joanna Jabłońska. Pomogło Koło Gospodyń Wiejskich w Horodysku. Zgodnie z przepisami dwa podmioty prawne, w tym przypadku gmina Leśniowice i KGW, wystarczyły do założenia spółdzielni, która powstała w ramach Ośrodka Wsparcia Ekonomii Społecznej.

W przedsięwzięcie mocno zaangażowała się Fundacja Rozwoju Lubelszczyzny. W spółdzielni zatrudnienie znalazło pięć pań. Wszystkie wcześniej były bezrobotne. Prezesem została Barbara Rybczyńska, a wiceprezesem Agnieszka Tomaszczuk.

Obie pracują w niej na etacie. Zarząd uzupełniają Jacek Stańkowski – przedstawiciel gminy Leśniowice i Ewa Szornal – reprezentująca KGW w Horodysku. W spółdzielni pracę dostały także Anna Łagowska, Anna Komacka-Saczko i Małgorzata Semeniuk. Wszystkie panie są mieszkankami gminy Leśniowice. Postawiły na gastronomię.

Spółdzielnia skorzystała z unijnej dotacji. Pieniądze wykorzystano na zakup niezbędnego do działalności sprzętu i przyczepy gastronomicznej. W końcu 1 lipca br. spółdzielnia ruszyła! Jej nazwa „Słowianka” nie jest przypadkowa.

– Na terenie gminy posiadamy lokalny skarb, daleką przeszłość zachowaną w ziemi – mówi wójt Joanna Jabłońska. – Jak wynika z przeprowadzonych przez archeologów w latach 2004-2005 w Horodysku badań, ślady osadnictwa w okolicach Grodziska datowane są na czas epoki kamienia. Jest to unikat historyczny na szeroką skalę. Horodysko było wioską pierwszych Słowian. Stąd też nazwa utworzonej spółdzielni socjalnej.

– Zaczęłyśmy od punktu gastronomicznego nad zalewem „Maczuły” w Horodysku – opowiada Barbara Rybczyńska. – Nie mamy tutaj żadnej konkurencji, wójt Jabłońska postanowiła, że nikt więcej nie będzie serwował jedzenia dla wypoczywających nad kąpieliskiem.

„Słowianka” swoją siedzibę ma jednak w Rakołupach Dużych. – Zajęłyśmy cały parter budynku po byłej szkole podstawowej – tłumaczy prezes Rybczyńska. – Głównie dzięki dużemu wsparciu ze strony pani wójt. Chcemy tam prowadzić dom przyjęć, bo na terenie gminy nie ma lokalu, w którym można zorganizować imprezy okolicznościowe na około 100 osób. Już mamy dwa zamówienia na przyjęcia komunijne w przyszłym roku.

Wychodzimy do klienta, chcemy również świadczyć usługę cateringową. W planach mamy zakup pieca do pizzy. Tryskamy pomysłami, chcemy się rozwijać. Jeśli biznes będzie się kręcił, zatrudnimy kolejne osoby, które teraz nie mają pracy. Mamy możliwość dokształcania się, jednym słowem idziemy do przodu!

Nad zalewem „Maczuły” panie ze „Słowianki” serwują jedzenie typu fast food. Nie są to jednak mrożone hamburgery, hot-dogi, czy kanapki, odgrzewane w kuchence mikrofalowej. – Mocno stawiamy na jakość – mówi prezes Rybczyńska. – Pracujemy na świeżutkich produktach, które docierają do nas każdego dnia. Burgery robimy z mięsa wieprzowo-wołowego, kupowanego w hurtowni w Hrubieszowie. Są bardzo smaczne, a klienci chwalą sobie nasze jedzenie. Mało tego, mieszkańcy gminy dzwonią, przyjeżdżają, biorą dania na wynos. To dowód na to, że wydajemy produkty wysokiej jakości. Choć przez kilkanaście dni lipca pogoda nas nie rozpieszczała, to na brak pracy nie mogłyśmy narzekać.

Panie nie kryją zadowolenia z pracy w spółdzielni. – Byłyśmy bez pracy, teraz ją mamy. Żadna z nas nie ma gastronomicznego wykształcenia, ale wszystkie potrafimy gotować. Zresztą kobiety po prostu mają dar do gotowania. Przecież każda z nas gotuje w domu – śmieje się pani prezes.

Swojego zadowolenia nie ukrywa też wójt Jabłońska. – Spółdzielnia rozpoczęła działalność nad naszym zalewem. Panie przygotowują naprawdę przepyszne przekąski, są mocno zaangażowane, tryskają energią, widać, że złapały wiatr w żagle. Cieszę się, że podjęły się prowadzenia tej działalności. Trzymam za nie kciuki. Zawsze mogą liczyć na pomoc ze strony gminy. Wierzę bardzo, że spółdzielnia będzie się systematycznie rozwijać – mówi Joanna Jabłońska. (ps)