Strajk pielęgniarek jednak nieuchronny

Strajku pielęgniarek miało nie być, ale… będzie. W dodatku druga, nieoficjalna forma protestu, czyli zwolnienia lekarskie, rozszerza się na kolejne placówki.


I nie dość, że nikt tym razem nie wyskakuje z cudownymi rozwiązaniami, ale politykom – jak wojewodzie lubelskiemu – zdarzają się wręcz poważne wpadki, gdy usiłują stawić czoła oczekiwaniom i problemom środowiska medycznego.

Sztuczki zamiast podwyżek

Zeszły tydzień zaczął się w SPSK-4 optymistycznie od odwołania ogłoszonej wcześniej akcji protestacyjnej, po czym… napięcie znów zaczęło narastać. Rozmowy ostatniej szansy z dyrekcją nie przyniosły oczekiwanych rozstrzygnięć. Dyrektor Radosław Starownik, zamiast podniesienia o 1,5 tys. zł pensji zasadniczych zaproponował sztuczkę księgową, czyli włączenie i tak należących się pielęgniarkom dodatków („zembalowego”) w wysokości 850 zł do pensji zasadniczej co wpłynęłoby wprawdzie na wysokość wynagrodzeń, ale w sposób dalece niesatysfakcjonujący protestujące. – To są przesunięcia, a nie podwyżki – podsumowała te propozycje Dorota Ronek z Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych na Jaczewskiego, a przygotowania do strajku zostały wznowione. Ma on rozpocząć się od poniedziałku, 9 lipca i objąć wszystkie oddziały (poza przypadkami bezpośredniego zagrożenia życia).

Kontrola zamiast pomocy

W odpowiedzi Uniwersytet Medyczny w Lublinie najpierw zapowiedział, że finansowo swoim placówkom nie pomoże, za to chętnie ustali zasadność zwolnień lekarskich protestujących. Tymczasem do wyjątkowo (od czterech tygodni) chorowitych sióstr z SPSK nr 1 – dołączyło w ostatnich dniach kilkadziesiąt koleżanek z Uniwersyteckiego Szpitala Dziecięcego. Przyjęcia i zabiegi nie są jeszcze ograniczane, jednak można spodziewać się dalszego pogorszenia sytuacji. Żądania w obu tych przypadkach są takie same: podwyżki o 1,5 tys. zł., dyrekcje zaś w odpowiedzi potrafią jedynie wyliczać groszowe podwyżki z lat ubiegłych, by próbować udowodnić, że przecież jest lepiej.

Wojewoda się zagalopował

Opinia publiczna jednak wie swoje, a na razie zagalopował się jedynie wojewoda lubelski, Przemysław Czarnek, który najpierw wyliczył publicznie, jak to dobrze mają pielęgniarki w szpitalach klinicznych, a potem szybko się pokajał, że tak sobie tylko liczył na podstawie tego, co się dowiedział od dyrektorów, a w ogóle, to przecież nie jest organem prowadzącym dla żadnej placówki medycznej, więc może nie wiedzieć.

TAK