Studium pełne kontrowersji

Podczas konsultacji sala posiedzeń rady miasta pękała w szwach

Środowe publiczne spotkanie w ratuszu w sprawie dokumentu „Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego” było niemal powtórką tego sprzed tygodnia, zorganizowanego dla północnych dzielnic miasta. Dyskusję zdominowały zapisy dotyczące przyszłości górek czechowskich, a zakończyła się aż po północy…


– Bez tego dokumentu trudno mówić o zrównoważonym rozwoju miasta – mówił wiceprezydent Artur Szymczyk, otwierając kolejną dyskusje o Studium.
Tak jak poprzednio zdominował ją jeden temat: górki czechowskie. – Uwagi w sprawie górek nie zostały uwzględnione – zaczęła architekt Grażyna Dziedzic-Wiejak, koordynująca prace zespołu, który opracował nową wersję Studium. – Wszystkie zastrzeżenia badaliśmy na etapie rozpoczynania prac. Wykonaliśmy sześć opracowań dla górek. Nie chcemy ich zniszczyć – mówiła.

Obrońcy zielonych, naturalnych górek licznie zabierali głos. Andrzej Filipowicz (rada dzielnicy Czechów Południowy), Sławomir Pawłowski (Porozumienie Obrony Lublina), Magdalena Nosek i inni mówili o chronionych gatunkach, fatalnym stanie powietrza, które jeszcze pogorszy się po zabudowie części górek, zasypywaniu terenu poligonu setkami ton odpadów i śmieci. – To stanowi zaprzeczenie zapisów dotyczących strefy chronionej ESOCh. Wychodzi na to, że propozycja dla górek jest propozycją urzędniczą. Pamiętajmy, że interes mieszkańców nie ma barw politycznych – mówili.

Wizji parku 700-lecia, który deweloper zbuduje i odda miastu za symboliczną złotówkę, bronił Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV, właściciela 105 ha górek czechowskich. – Bronicie górek przed mieszkańcami, uzurpujecie sobie prawo do nich. Zależy nam, by chronić zieleń, stąd nasza deklaracja w sprawie budowy parku i oddania go mieszkańcom. Za tym pomysłem wypowiedziała się większość ankietowanych lublinian – mówił Dzioba. – Oni oczekują ogólnodostępnego parku.

Na „zmęczenie” materiałem górek zwrócił uwagę profesor Marian Harasimiuk, autor jednej z pierwszych koncepcji ich zagospodarowania. – To ważny teren dla Lublina, ale zaledwie skromny procent powierzchni miasta. Proporcja problemu wymaga spojrzenia na inne miejsca – zaznaczał profesor.

Więcej dróg dla południowego Lublina

Pozostałe kwestie wspomniano jedynie oględnie. – Co do ulicy od Felina do Konopnicy (nazywana mylnie południową obwodnicą miasta, przyp aut.) to jest ona w planie zagospodarowania województwa lubelskiego, który jest dla naszego studium dokumentem nadrzędnym. Musimy ją uwzględnić. Mieliśmy rozbieżne uwagi co do przedłużenia ul. Smoluchowskiego. Taką konieczność potwierdzają zapisy planistyczne od lat. Nie jest to nowy pomysł. Mówimy o drodze klasy G (główna). Dla wydolności układu, w którym wiele terenów uwalniamy, będzie to niezbędne – mówiła o innych spornych kwestiach Grażyna Dziedzic-Wiejak. Potwierdziła też, że miasto zrezygnowało z drogi klasy G na rzecz klasy zbiorczej (Z), dla odcinka trasy Zielonej na Czubach i Węglinie (wzdłuż torów kolejowych) oraz dla parametrów planowanej ulicy Uhorczaka. BCH