Zabytkowy park w Świerżach stał się prawdziwą ostoją ciszy – wejść pilnują zakazy, a gmina kolejny rok nie mogła zorganizować tam Nocy Świętojańskiej. Mieszkańcy pytają, dlaczego Nadleśnictwo Chełm, które jest właścicielem terenu, nie przywraca parku do dawnej świetności i użytku. Próbuje, ale bez zgody konserwatora zabytków niewiele może zrobić.
Urokliwy park w Świerżach należy do Lasów Państwowych i znajduje się w zarządzie Nadleśnictwa Chełm. To właśnie tam przez lata odbywała się Noc Świętojańska, jedna z najbardziej rozpoznawalnych imprez plenerowych w gminie Dorohusk. Od dwóch lat wydarzenie przenoszone jest jednak na boisko, bo nadleśnictwo nie wydaje zgody na jego organizację w zabytkowym parku.
Nadleśnictwo Chełm tłumaczy, że powodem jest uszkodzony zabytkowy mostek znajdujący się na terenie parku.
– W mostku powstała dziura, która stwarza zagrożenie dla uczestników wydarzeń, zwłaszcza organizowanych po zmroku. Nie można jej po prostu zasypać czy zalać betonem. Naprawa musi zostać wykonana zgodnie z wytycznymi konserwatora zabytków, z użyciem odpowiednich materiałów i na podstawie zatwierdzonego projektu. To skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie – wyjaśnia Piotr Kosmala z Nadleśnictwa Chełm.
O ile imprezy odbywały się raz w roku, o tyle od kilku miesięcy park jest całkowicie zamknięty dla mieszkańców i odwiedzających, niezależnie od pory dnia. Przy wejściach pojawiły się tablice informujące o zakazie wstępu.
– Nie można wejść, bo drzewa grożą zawaleniem, ale nikt nic z tym nie robi – denerwuje się mieszkanka Świerż.
Mieszkańcy odnoszą wrażenie, że nadleśnictwo nie podejmuje żadnych działań. Leśnicy przekonują jednak, że problemem nie jest brak chęci, lecz procedury związane z ochroną zabytków.
Po silnych burzach w parku zostało uszkodzonych kilkanaście drzew, a na wielu z nich wiszą połamane konary. Ponieważ park jest wpisany do rejestru zabytków, nawet usunięcie niebezpiecznych gałęzi wymaga zgody konserwatora zabytków.
– Mamy związane ręce. Każda, nawet najmniejsza praca w zabytkowym parku wymaga zgody konserwatora. Dopóki jej nie otrzymamy, nie jesteśmy w stanie zrobić nic więcej – wyjaśnia Piotr Kosmala.
Sprawa została zgłoszona do konserwatora kilka miesięcy temu i nadleśnictwo wciąż czeka na decyzję. Taka procedura potrafi trwać nawet półtora roku.
– Nie jesteśmy tym zaskoczeni, bo wiemy, ile podobnych spraw ma konserwator – mówi Piotr Kosmala.


![Biesiada seniorów w Dorohusku [GALERIA]](https://www.nowytydzien.pl/wp-content/uploads/2026/10/biesiada-seniorow-3-800x450.jpg)







