Tęczowo-niebieski marsz

Podczas marszu kilkakrotnie dochodziło do starć jego przeciwników z policją

Ponad 30 zatrzymanych, ale żadnych groźnych incydentów. Sobotni II Marsz Równości w Lublinie przebiegł w miarę spokojnie. To głównie zasługa policji, której na marszu było niewiele mniej niż samych uczestników i przeciwników.


O zakazanie marszu do samego końca apelował Tomasz Pitucha, miejski radny PiS, który złożył w tej sprawie w ratuszu petycję z ponad 14 tysiącami podpisów. Radny powołał się na jeden z zapisów ustawy o zgromadzeniach publicznych, który stanowi, że „organ gminy ma prawo wydać zakaz zgromadzenia publicznego, jeśli jego odbycie może zagrażać życiu lub zdrowiu ludzi albo mieniu w znacznych rozmiarach”. T. Pitucha przekonywał również, że „dzieci i młodzież mogą zostać zwiedzione nieprawdziwymi komunikatami związanymi z brakiem szkodliwości promowania homoseksualizmu”.

Prezydent wydaje zakaz

We wtorek, 24 września, prezydent Krzysztof Żuk (podobnie jak przed rokiem – przyp. aut.) zakazał organizacji marszu, powołując się na względy bezpieczeństwa. Obawiał się ewentualnych starć uczestników marszu z kontrmanifestantami. – Miejsce, gdzie zaplanowano rozpoczęcie marszu znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie placu Teatralnego (przewidziano tam piknik militarny – przyp. aut.).

Mamy na tej samej wysokości kilkuset uczestników pikniku i około 2 tysiące uczestników marszu – zauważył prezydent. Chodzi m.in. o to, że ewentualni przeciwnicy ruchu LGBT mogliby „wykorzystać udział w pikniku” do zaatakowania uczestników marszu. Ocenił, że ryzyko agresywnych zachowań jest duże. – Doświadczenia z ubiegłego roku każą zachowywać ostrożność. Byli ranni, hospitalizowani, były też szkody w mieniu – przypomniał.

Prezydent Żuk zwrócił również uwagę, że przebieg zaplanowanej w tym roku trasy częściowo „pokrywa się” z przebiegiem trakcji trolejbusowej. Taka sytuacja ma miejsce np. na skrzyżowaniu Al. Racławickich z ul. Lipową. – Wyobraźmy sobie, co się może stać, jeśli (ewentualnie użyte przez policję – przyp. aut.) armatki wodne trafią na sieć trakcyjną – zastanawiał się prezydent.

– Takie działania to zaprzeczenie szacunku, zaprzeczenie prawa do wolności, zaprzeczenie praw człowieka. Nie ma to nic wspólnego z demokracją. To, że prezydent zdaje się tutaj stać po stronie radnych PiS, uważamy za skandal – krytykowała decyzję prezydenta Małgorzata Długosz, lewicowa aktywistka.

Wiadomość o zakazaniu marszu ucieszyła z kolei radnego Pituchę. – Bardzo się cieszę z tej decyzji. Chodziło nam głównie o wydanie tego zakazu. Nikt nie jest przeciwko osobom homoseksualnym, ale promocja tego w sferze publicznej jest niewłaściwa – ocenił.

Sąd pozwala maszerować

Oczywiście, według znanego już sprzed roku scenariusza, organizatorzy marszu odwołali się od decyzji prezydenta do sądu, który przyznał im rację.

– Wolność do zgromadzeń nie jest wolnością nieograniczoną, ograniczenia tej wolności powinny być jednak wyjątkowe  – mówiła sędzia  Jolanta Szymanowska, podkreślając, że to na państwie ciąży obowiązek zapewnienia pokojowego charakteru zgromadzenia i zapewnienie bezpieczeństwa jego uczestnikom bez względu na głoszone przez nich poglądy i ich kontrowersyjność.

– Ustalenia stanu faktycznego dokonane w sprawie nie pozwalają na ocenę, że uczestnicy II Marszu Równości w Lublinie stanowią zagrożenie dla życia i zdrowia innych osób lub mienia w znacznych rozmiarach. Okolicznością, która wyklucza odbycie marszu, nie może być fakt, iż w tym samym dniu, w sąsiedztwie miejsca zbiórki uczestników, ma się odbyć piknik historyczny – dodawała sędzia.

Prezydent Żuk złożył zażalenie do Sądu Apelacyjnego, ale zostało ono w całości oddalone.

Walka na hasła

I tak w sobotę, ok. 14.00, obok Centrum Spotkania Kultur zebrali się zarówno uczestnicy II Marszu Równości, jak i jego przeciwnicy. Pierwsi odśpiewali hymn narodowy, drudzy „Rotę”. Kontrmanifestanci, głównie młodzi mężczyźni, próbowali już na samym początku zablokować przemarsz, stojąc na środku jezdni i rzucając petardy, ale zostali rozproszeni przez policję.

Uczestnicy marszu, otoczeni kordonem funkcjonariuszy wyposażonych w tarcze, pałki i gaz łzawiący, oprócz tęczowych flag nieśli transparenty m.in. „Bez edukacji nie ma akceptacji”, „Jezus by z nami poszedł”, „Homofobia zabija”, „Miłość to nie grzech” i wznosili hasła „Jesteśmy ludźmi, nie ideologią”, „Kocham, szanuję, akceptuję”, „Dziewczyna i dziewczyna – normalna rodzina”.

Gdy marsz przechodził ul. Lipową, jego uczestnicy zatrzymali się przy skwerze im. Zbigniewa Hołdy, gdzie złożyli kwiaty. Hołda był prawnikiem i laureatem Nagrody Tolerancji za działalność na rzecz ochrony praw człowieka przyznaną mu przez porozumienie polskich, niemieckich, francuskich i hiszpańskich organizacji działających na rzecz praw gejów i lesbijek.

Kontramanifestanci na całej trasie, kilkakrotnie, próbowali zablokować pochód, wznosząc transparenty i hasła „Lublin miastem bez dewiacji”, „Zakaz pedałowania”, czy „Rodzina siłą narodu” oraz rzucając petardy. Policja musiała używać armatek wodnych i gazu.

Marsz dotarł na metę, czyli pod CSK, gdzie organizatorzy dziękowali uczestnikom i służbom porządkowym.

– Razem pokazaliśmy, że Lublin jest wolny od faszystów. Dziękujemy służbom porządkowym za to, że pomogliście nam, aby było bezpiecznie. Dziękuję wszystkim za to, że jesteście pełni odwagi i za to, że tutaj jesteście – mówił Bartosz Staszewski, główny organizator II Marszu Równości w Lublinie.

– Kończy się świat, w którym politycy z zatroskanymi minami obwieszczają nam, że sytuacja jest poważna i że nie wolno nam protestować. To hasło „bądź posłuszny, a przeżyjesz” nie jest uczciwe. Nigdy nie godziliśmy się na bycie posłusznymi. Nie jesteśmy niewolnikami wojewodów i prezydentów. Odmawiamy głupiego posłuszeństwa. Nie zgadzamy się, aby nadrzędną zasadą w Polsce było prawo silniejszego i życie w stałej opresji.

Nie chcemy państwa narodowego, silnego wykluczeniem i bezrozumną przemocą. Reprezentujemy społeczeństwo wolnych i otwartych ludzi. Zacznijcie odważnie marzyć i mówić o świecie, w którym chcecie żyć – nawoływała Anna Dąbrowska, prezes Fundacji Homo Faber w Lublinie, która od lat zajmuje się m.in. problematyką wykluczenia oraz dyskryminacji.

Jak poinformowała policja – 38 najbardziej agresywnych przeciwników marszu zostało zatrzymanych. Niewykluczone są jednak kolejne zatrzymania, bo cały przebieg wydarzenia był przez funkcjonariuszy nagrywany. GR, JN