Tolerancja w huku i łzach

W oparach łzawiącego gazu, odgłosach wystrzałów, wybuchających petard i granatów hukowych w sobotę przez centrum Lublina przeszedł pierwszy Marsz Równości. Musiał kilkakrotnie zmieniać trasę, bo na jego drodze stała kontrmanifestacja ONR i Młodzieży Wszechpolskiej. Na wysokości zadania stanęła policja, dzięki, której nie doszło do bezpośredniej konfrontacji. Ośmiu funkcjonariuszy przypłaciło to obrażeniami. – Choć wolałbym się mylić, wychodzi na to, że miałem rację, zakazując tych zgromadzeń, przewidując zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców oraz uczestników marszu– skomentował sobotnie wydarzenia Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. Wydany przez niego zakaz ostatecznie uchylił Sąd Apelacyjny w Lublinie.


Szli wśród okrzyków: „Zboczeńcy!”

Pierwszy w Lublinie Marsz Równości zgromadził ok. 1,5 tys. osób. Miał przejść z placu Zamkowego ulicą Kowalską, Lubartowską, Krakowskim Przedmieściem na plac Teatralny, ale już na starcie drogę zagrodziła mu kilkusetosobowa grupa jego przeciwników. Trzymali w rękach transparenty z napisami: „Chłopak – dziewczyna normalna rodzina. Młodzież Wszechpolska”, „Rodzina fundamentem cywilizacji. Kozi gród na zawsze wolny od dewiacji. ONR” , a manifestujących przywitali okrzykami „Lublin miastem bez dewiacji!”, „Zboczeńcy!”. Policja chcąc, uniknąć starć, skierowała „tęczowy” pochód z banerami „I Marsz Równości w 100-lecie niepodległości” i „Wolność jest wtedy, kiedy się nie boisz” na al. Solidarności. Przy wejściu w ulicę Świętoduską czekała jednak kolejna blokada przeciwników marszu. Tu, w stronę poprzedzających marsz policjantów poleciały kamienie, butelki i petardy.

Petardy, granaty hukowe, gaz łzawiący, armatki wodne

By przejść dalej, zmilitaryzowane oddziały policji użyły granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatki wodnej. Doszło do pojedynczych ataków na funkcjonariuszy. Zamieszki i zatrzymania napastników atakujących mundurowych towarzyszyły dalszej drodze „tęczowego” pochodu, który po mniej więcej godzinie dotarł do placu Teatralnego, gdzie manifestanci, otoczeni ścisłym kordonem policji wysłuchali końcowych przemówień.

– Pokazaliście, że Lublin jest wolny od faszyzmu. Pierwszy Marsz Równości przeszedł przez Lublin. Jest to dla nas wielkie święto – usłyszeli od Bartosza Staszewskiego, organizatora Marszu Równości, którego uczestnicy na zakończenie dziękowali policji za umożliwienie im demonstracji, skandując: „Dziękujemy! Dziękujemy!”.

Mieli za co, bo nikomu z uczestników Marszu Równości nic się nie stało, za to ośmiu ochraniających ich funkcjonariuszy zostało, na szczęście niegroźnie, rannych. Policja zatrzymała 21 osób spośród kontrmanifestantów i części z nich chce postawić zarzuty czynnej napaści na funkcjonariusza.

– Wolałbym się mylić, ale wychodzi na to, że miałem rację, zakazując tych zgromadzeń, przewidując zagrożenia dla zdrowia i życia mieszkańców oraz uczestników marszu – powiedział na konferencji zorganizowanej po zakończeniu Marszu Równości Krzysztof Żuk, prezydent Lublina. – To, że nie doszło do dramatu, zawdzięczamy wyłącznie sprawności działania policji, profesjonalnemu zarządzaniu akcją policyjną przez dowódcę. Zapewne nie byłoby takich emocji, gdyby nie nieodpowiedzialne wypowiedzi i wystąpienia wojewody lubelskiego, które doprowadziły do takiej eskalacji emocji, jakie dzisiaj mieliście okazję obserwować – oświadczył.

Zdaniem wojewody…

Wypowiedź prezydenta Krzysztofa Żuka natychmiast skomentował Radosław Brzózka, rzecznik wojewody, zamieszczając na Twitterze wpis: – „Nieodpowiedzialne było zachowanie @prezydentZuk, który najpierw dawał marszowi zielone światło, później go zakazał, a następnie twierdził, że nie jest za ani przeciw”.

Do oświadczenia prezydenta odniósł się również sam wojewoda Przemysław Czarnek: „Prezydencie #Lublina, @prezydentZuk, to MY PANA PRZESTRZEGALIŚMY I ZMUSILIŚMY DO DZIAŁANIA. DZIĘKUJĘ, ŻE DOSTRZEGŁ PAN PROFESJONALIZM „podległej Wojewodzie” Policji. Lepiej późno niż wcale” – zattwitował Przemysław Czarnek.

– Sobotnie wydarzenia pokazują, jak mądrego i rozsądnego mamy prezydenta. Wolność zgromadzeń to wartość podstawowa, ale najważniejsze jest zdrowie i życie ludzi, a jak widać po przebiegu sobotnich wydarzeń były one realnie zagrożone, co prezydent przedział – mówi Piotr Kowalczyk, przewodniczący Rady Miasta Lublin. – Myślę, że ci, którzy z zewnątrz krytykowali wydany przez prezydenta zakaz dla tych zgromadzeń, teraz rozumieją jego racje, bo gdyby podczas marszu komuś coś się stało, cała odpowiedzialność spadłaby na gospodarza miasta.

Emocje od początku

Marsz Równości w Lublinie, zwołany przez działacza LGTP z Warszawy, Bartosza Staszewskiego, od początku wzbudzał emocje i podzielił lublinian.  Organizatorzy przekonywali, że ich celem jest „ochrona przed dyskryminacją i wykluczeniem, która jest obowiązkiem demokratycznego państwa oraz promocja praw człowieka, jako uniwersalnych wartości”. Przeciwnicy odpowiadali, że to prowokacja wymierzona w społeczność katolicką. Przedstawiciele środowisk katolickich i miejscy radni Prawa i Sprawiedliwości domagali się, aby prezydent Krzysztof Żuk zakazał organizacji marszu.

Na 5 października zwołali w tej sprawie nadzwyczajną sesję Rady Miasta Lublin, która została zbojkotowana przez koalicję Platformy Obywatelskiej i Wspólnego Lublina. K. Żuk początkowo nie chciał zakazać organizacji wydarzenia. – Nie ma ku temu prawnych przesłanek – przekonywał. To zbulwersowało przedstawicieli środowisk narodowych, którzy niejako w odpowiedzi, w tym samym czasie, zaplanowali kontrmanifestację. Na „niezależnym serwisie kiboli Motoru” pojawił się apel pt. „Lublin miastem bez dewiacji”. – „Nie pozwolimy na chorą propagandę środowisk lewicowych, nie pozwolimy na tego typu imprezy, na których dewianci próbują wprowadzić swoją skażoną ideologię do życia codziennego (…).

Każdy Motorowiec, któremu zależy na NORMALNOŚCI ma moralny obowiązek stawić się na kontrmanifestacji. Żeby nie narażać się na represję ze strony broniących dewiantów policjantów, idziemy tam bez barw” – to fragment apelu, który w ubiegłym tygodniu wyciekł do mediów. W sprawę włączył się też wojewoda Przemysław Czarnek, krytykując prezydenta Żuka za to, że chce wydać zgodę na wydarzenie, promujące „zboczenia, dewiacje i wynaturzenia”.

Fala krytyki

Prezydent K. Żuk poprosił inspektora Dariusza Dudzika, miejskiego komendanta policji, o „wydanie jednoznacznej opinii w kwestii ewentualnego zagrożenia bezpieczeństwa mieszkańców”. Komendant zasugerował, że „spotkanie w jednym miejscu ludzi o przeciwstawnych poglądach może doprowadzić do konfliktu i być zagrożeniem”. Na tej podstawie prezydent zakazał organizacji marszu i kontrmarszu. – Stanąłem przed trudną decyzją. Zostałem wciągnięty w brutalną polityczną walkę. Jestem za konstytucyjną wolnością zgromadzeń, ale nie mogę pozwolić, by zagrożone było życie i zdrowie mieszkańców – napisał K. Żuk w oświadczeniu, które wystosował do dziennikarzy we wtorek, 9 października.

Decyzję pochwalił wojewoda Czarnek i miejscy radni PiS, ale fala krytyki wylała się na Żuka ze strony warszawskich liderów popierających go w wyborach na prezydenta Lublina, Koalicji Obywatelskiej i środowisk lewicowych. Organizatorzy Marszu Równości od zakazu odwołali się do Sądu Okręgowego, który podtrzymał decyzję prezydenta. Wydawało się, że pochód nie dojdzie do skutku, ale organizatorzy złożyli kolejne odwołanie. W piątek, 12 października Sąd Apelacyjny zmienił decyzję i zezwolił na przeprowadzenie obu zgromadzeń, czyli Marszu Równości i kontrmarszu.

Prezydent zareagował natychmiast i zwołał konferencję prasową. – Powołałem specjalny sztab kryzysowy, który ze strony urzędu miasta będzie na bieżąco monitorował sytuację. Na jego czele stanie nadinspektor Dariusz Działo, były Komendant Stołeczny Policji – powiedział prezydent i zaapelował, aby „policja zapewniła bezpieczeństwo uczestników”.

Orzeczenie Sądu Apelacyjnego skrytykował wojewoda lubelski. – Żałuję, że dostrzegane są prawa jakiejś mniejszości – i to jeszcze w dużej części przyjezdnej z Warszawy czy z innej miejscowości – a nie dostrzega się prawa zdecydowanej przytłaczającej większości mieszkańców Lublina do spokoju i do tego, żeby nie byli epatowani seksualnością kogokolwiek – stwierdził. (JN, MR, GR)