Wieś bez życia

Nikt tam już nie mieszka. Zostały tylko stare, opustoszałe domy i budynki gospodarcze. Niszczeją i porastają mchem. To Gałęzów w gminie Żmudź. W kolejce do zapomnienia są inne wioski. – U nas też wsie wyludniają się w szybkim tempie. Trudno zatrzymać ten trend – mówi Krystyna Deniusz-Rosiak, wójt gminy Dubienka.

W 2016 r. nasza dziennikarka odwiedziła Gałęzów, małą miejscowość w gminie Żmudź. Na końcu leśnej drogi pomiędzy drzewami stał stary, drewniany dom. Żyła w nim wówczas jedna z trzech mieszkanek Gałęzowa. Częstowała ciastem i opowiadała historię swojej rodzinnej wsi.

Jako mała dziewczynka słyszała relację swojego ojca o dziedzicu Gałęzowskim, od nazwiska którego pochodzi nazwa miejscowości. Gałęzowski w latach dwudziestych ub.w. sprzedawał swoją ziemię. Okoliczni mieszkańcy wykupywali ją i w ten sposób powstawały gospodarstwa. Przed wybuchem wojny było ich ponad czterdzieści, a Gałęzów był dużą wsią. Ale z czasem młodzi zaczęli ze wsi wyjeżdżać, a starsi umierali. Mieszkanka Gałęzowa, u której gościliśmy, też niedawno się wyprowadziła. Podobnie jak jeden z jej sąsiadów. Drugi sąsiad zmarł.

W efekcie w Gałęzowie nie mieszka już nikt. We wsi zostały tylko opuszczone budynki. Gałęzów przechodzi do historii. Podobnie, jak przed laty inna wieś w gminie Żmudź – Borysowiec, która także się wyludniła. Nie ma już jej w żadnej ewidencji. Została po niej tylko dawna szkoła, w której kiedyś tętniło życie. Ale wsi liczących garstkę mieszkańców jest w gminie Żmudź (i nie tylko) więcej.

Dotyczy to m.in. Syczowa czy Kazimierówki (do tego sołectwa należy Gałęzów). W tej sytuacji wprowadzenie w gminie zmian administracyjnych jest kwestią czasu. Urzędnicy z gminy Żmudź rozważają połączenie sołectwa Syczów ze Stanisławowem, a także przyłączenie Kazimierówki do sołectwa Roztoka lub Lipinki. Ale żadne decyzje nie zapadną bez konsultacji z mieszkańcami.

– To przykra sytuacja, gdy trzeba wszczynać takie procedury – mówi Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź. – Wcześniej nie było takiej potrzeby. Ale wsie wyludniają się w coraz szybszym tempie. Nie tylko u nas.

Sołtys na cały …dom

Z problemem wyludnienia boryka się także gmina Dubienka, najmniejsza w powiecie chełmskim. Podczas ostatniej sesji tamtejsi radni podjęli uchwały w sprawie połączenia sołectw. Z dotychczasowych osiemnastu została tylko połowa (Dubienka, Brzozowiec, Skryhiczyn, Radziejów, Uchańka, Starosiele, Tuchanie, Rogatka, Siedliszcze). Zmiany te nie przyniosą gminie większych oszczędności, ale były uzasadnione ze względów organizacyjnych. Niektóre sołectwa liczyły tak niewiele osób, że zebrania sołeckie organizowano w domu sołtysa, a uczestniczyło w nich tylko kilka osób, najczęściej rodzina sołtysa. Z najnowszych danych statystycznych wynikało, że 1 stycznia br. Jasienicę zamieszkiwało 10 osób, Nowokajetanówkę – 11 osób, Józefów – 15. To najmniej liczne miejscowości i między innymi one zostały przyłączone do innych sołectw. Zanim radni to uchwalili, przeprowadzono konsultacje społeczne. Mieszkańcy przyznali, że zmiany administracyjne są uzasadnione.

– Gdy sołectwo liczy kilku mieszkańców, jest problem z wyborem sołtysa, organizacją zebrania sołeckiego, obwodu wyborczego – mówi Krystyna Deniusz-Rosiak, wójt gminy Dubienka. – Połączenie sołectw usprawni pracę sołtysów. Ubywa nam mieszkańców w bardzo szybkim tempie. Niestety, w ostatnim czasie liczba mieszkańców naszej gminy spadła już poniżej dwóch tysięcy.

Na dzień 1 stycznia 2020 roku liczba ta wyniosła 1999, a gdy niedawno startowałam na wójta, było ich o wiele więcej. Prawda jest taka, że praktycznie z każdego domu ktoś wyjechał – albo na studia, albo do pracy do miasta czy za granicę. Trudno zatrzymać ten trend. Wiele miast, w tym Chełm, też boryka się z tym problemem. Byliśmy i jesteśmy najmniejszą gminą w powiecie chełmskim. Istniejemy tylko dzięki mieszkańcom, którzy kochają to miejsce i żyją tu, jak to się mówi, z dziada pradziada. A co będzie dalej, gdy ich zabraknie? (mo)