Włodawianka zmiotła Huragan

WŁODAWIANKA – HURAGAN MIĘDZYRZEC PODLASKI 3:0 (0:0)


1:0 – Kamiński (67 wolny), 2:0 – Kawalec (87), 3:0 – Kamiński (90+3).

WŁODAWIANKA: Polak – Waszczyński (61 Kamiński), Czarnota (81 Skrzypek), Błaszczuk, Naumiuk, Pacek (53 Król), Welman, Ilczuk (85 Magdysh), Nielipiuk, Gontarz, Kawalec (88 Zabłocki).

We Włodawie spotkały się dwie mocne drużyny grupy północnej, które na pewno będą walczyły o pierwszą szóstkę. Do przerwy gra była wyrównana, a żadnemu z zespołów nie udało się uzyskać przewagi. – Jedni i drudzy walczyli z determinacją, przede wszystkim zabezpieczając dostęp do własnej bramki – opowiadał po meczu Mirosław Kosowski, trener Włodawianki. – Sytuacji z obu stron nie było za wiele. Wydawało się, że to będzie mecz na 0:0, ewentualnie, gdy któraś z drużyn strzeli gola, to wygra. Stworzyliśmy sobie po jednej dogodnej sytuacji. Z naszej strony groźnie główkował Jakub Kawalec, z kolei goście oddali strzał z 14 m, po którym piłka poszybowała nad poprzeczką. Były też dwa strzały głową zawodników Huraganu, ale oba nie zrobiły wrażenia na Danielu Polaku.

Włodawianka próbowała zaskoczyć przeciwnika stałymi fragmentami gry, ale Huragan w obronie był dobrze zorganizowany. Po pierwszej połowie był bezbramkowy remis.

W drugich 45-minutach Włodawianka zagrała bardzo dobrze w defensywie. – Huragan nie dochodził do dośrodkowań, akcje na skrzydłach były przez nas szybko neutralizowane. Staraliśmy się grać wysokim pressingiem i w 67 min. po odbiorze piłki przed polem karnym rywala został sfaulowany Maciej Welman. Piłkę z wolnego nad murem uderzył Kacper Kamiński, bramkarz gości popełnił błąd w ustawieniu i prowadziliśmy 1:0 – opowiada M. Kosowski.

Po stracie gola Huragan rzucił się do ataku. – Na to czekaliśmy. Z przodu zrobiło się dużo wolnego miejsca, były okazje do skontrowania przeciwnika. W 87 min. Kawalec wyszedł z piłką z własnej połowy i znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywala. Uderzył ładnie w róg i podwyższył nasze prowadzenie. Dwie minuty później w identycznej sytuacji znalazł się Vladyslaw Magdysh. Mając przed sobą tylko bramkarza uderzył w długi róg, jednak piłka o centymetry minęła bramkę przeciwnika – twierdzi M. Kosowski.

Kropkę nad „i” w doliczonym czasie gry postawił Kamiński. Kropnął z 20 metrów w samo okienko nie do obrony. – Piękny strzał, piękna bramka. Można powiedzieć, że Kacper „zdjął pajęczynę”. Cieszymy się z tej wygranej, zespół wykonał określoną pracę, zasłużył na trzy punkty. To był dobry mecz w naszym wykonaniu, jestem zadowolony z postawy drużyny – stwierdził po ostatnim gwizdku sędziego szkoleniowiec Włodawianki.

Do włodawskiej drużyny po kontuzji wrócił już Piotr Pacek. W składzie zabrakło natomiast Piotra Chodziutko, który podobno chce zmienić klub. Z kolei treningi lada dzień ma wznowić Michał Budzyński. (r)