Zabraknie na pensje?

Bez programu oszczędnościowego i zaciśnięcia pasa do granic możliwości istnieje obawa, że już we wrześniu br. w MPGK skończą się pieniądze na wynagrodzenia dla pracowników. – Wszystkie zobowiązania regulujemy z zaciągniętego kredytu, nasza sytuacja jest fatalna – podkreśla nowy prezes spółki, Marcin Czarnecki.


– Nikogo nie straszę, takie są fakty. Bez konkretnych działań, a nawet niepopularnych decyzji, są poważne obawy, że we wrześniu zabraknie nam pieniędzy na płace dla pracowników – mówi Marcin Czarnecki, prezes Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej w Chełmie. – Sytuacja w spółce jest dramatyczna. Jeśli ktoś mówi, że jest dobrze, że mamy pieniądze, umyślnie wprowadza ludzi w błąd! A takie sygnały do mnie docierają.

Nie wiem, jaki jest w tym cel. Musimy zacisnąć pasa do granic możliwości! Już okroiliśmy tegoroczny plan inwestycyjny. Z zaplanowanych przedsięwzięć do realizacji zostawiliśmy zaledwie jedną czwartą zadań. To pokazuje, jak źle wyglądają finanse tej firmy. Tak jak zapowiedziałem, będziemy budować Punkt Selektywnej Zbiórki Odpadów Komunalnych. Koszty inwestycji już ograniczyłem z 1,8 mln zł do miliona złotych.

Marcin Czarnecki, który na stanowisko prezesa został powołany na początku stycznia br., szacuje, że MPGK za miniony rok zanotuje potężną stratę w wysokości nawet 2 mln zł. Takiego wyniku chyba nikt się nie spodziewał. To m.in. pokłosie ubiegłorocznych podwyżek. Pierwsza miała miejsce od 1 stycznia, kolejna i to dość wysoka, od 1 listopada. Dziś wiadomo, że spółki nie było na nią stać. A pracownicy dostali jeszcze „karpiowe”.

– Nasza sytuacja finansowa pogarsza się z każdym miesiącem – mówi prezes Czarnecki. – Zgodnie z informacjami, jakie codziennie otrzymuję z działu księgowego, zabraknie nam pieniędzy nie tylko na wynagrodzenia, ale też regulowanie innych zobowiązań. Potwierdza się zatem to, co mówiłem wcześniej na temat finansów spółki. Przeanalizowaliśmy też, co może wydarzyć się w 2019 roku i zapowiada się, że wynik finansowy MPGK będzie jeszcze gorszy.

Przewidujemy stratę w wysokości co najmniej 2,7 mln zł! Tego w tej spółce jeszcze nie było. W ubiegłym roku ostatnia podwyżka wynagrodzeń była dla spółki obciążeniem tylko przez dwa miesiące i strata jest pokaźna. W bieżącym z kolei już przez wszystkie dwanaście, zatem kwota 2,7 mln zł nie wzięła się z sufitu. To są naprawdę olbrzymie koszty.

Nie wszyscy pracownicy MPGK do końca zdają sobie sprawę z powagi sytuacji w spółce. Zwłaszcza działające w niej związki zawodowe, które uważają, że polityka płacowa nie ma żadnego wpływu na złą sytuację w firmie. Nic dziwnego, że zaciekle bronią tej opinii, bo – jak ustaliliśmy – w MPGK pracownicy mają jak u Pana Boga za piecem. Biorą nagrody jubileuszowe, jakich nie ma w wielu prywatnych firmach, czy innych miejskich spółkach. Dla przykładu, za 40 lat pracy należy się im nagroda w wysokości czterech średnich krajowych wynagrodzeń, czyli ponad 18 tys. zł.

Pierwszą „jubileuszówkę” można dostać już po pięciu latach stażu zawodowego. MPGK nagminnie przyjmowało pracowników z wieloletnim doświadczeniem zawodowym i po roku pracy taka osoba nabywała pełnych praw do nagrody. Wynegocjowany ze związkami system płacowy przewiduje nagrody nawet za 50 lat pracy, czego nie ma np. w samorządach. Tylko w ubiegłym roku na nagrody jubileuszowe spółka wydała około 700 tys. zł. W oparciu o średnią krajową, pomnożoną przez cztery, są wypłacane również odprawy emerytalne.

Osoba która przechodzi na emeryturę i obchodzi przykładowo 40-lecie swojej pracy, może liczyć na ekstra wypłatę w wysokości blisko 40 tys. zł. Mało tego, kilku takich pracowników po otrzymaniu odprawy emerytalnej i złożeniu do ZUS wniosku o emeryturę, już następnego dnia zostało ponownie zatrudnionych w spółce.

O tej patologicznej sytuacji, stosowanej w MPGK w ostatnich latach, pisaliśmy tydzień temu. W tej sprawie do naszej redakcji rozdzwoniły się telefony. Nasi czytelnicy nie ukrywali swojego oburzenia. – To miejska spółka, utrzymywana z opłat wnoszonych przez mieszkańców, wcale niemałych, a ktoś traktował ją dotąd, jak prywatny folwark. Nic dziwnego, że w spółce sytuacja jest beznadziejna, skoro była źle zarządzana.

Słyszymy, że szykują się podwyżki stawek za wodę i ścieki. Tylko patrzeć, jak będziemy więcej płacić za wywóz śmieci. Odnoszę wrażenie, że wszyscy jesteśmy świadkami dojenia MPGK – mówi jedna z naszych czytelniczek.

To nie wszystkie przywileje, jakie w MPGK mają pracownicy. W ostatnim czasie rzekomo związki zawodowe wymusiły na zarządzie spółki skrócenie czasu rozliczeniowego za godziny nadliczbowe z trzech miesięcy do jednego miesiąca. Jeśli pracownik za nadgodziny nie dostanie w tym czasie wolnego, spółka w kolejnym miesiącu musi wypłacić mu wynagrodzenie.

– W najbliższych dniach dojdzie do spotkania z pracownikami. Mam świadomość ich niepokoju. Nie będę nic ukrywał, spółka ciągle żyje z kredytu, z niego regulujemy wszystkie zobowiązania – podkreśla prezes Marcin Czarnecki. – Musimy pamiętać, że dobiegła końca gwarancja na oczyszczalnię ścieków. Teraz usunięcie każdej awarii będziemy musieli pokryć z własnego kieszeni, a przypominam, że zakupiono drogie urządzenia i ich serwis nie jest tani. Na to też muszą być w spółce pieniądze.

Wydaje się, że tylko optymalizacja zatrudnienia i ograniczenie do minimum, albo nawet zamrożenie przywilejów, jakie obecnie mają pracownicy MPGK, mogą sprawić, że spółka przestanie żyć na kredyt. Do tego potrzeba zgody związków zawodowych. Tylko czy związkowcy w końcu przejrzą na oczy i przestaną kierować się swoim interesem?

– Działania, które muszą przynieść spółce oszczędności, są nieodzowne – twierdzi prezes Czarnecki. – Koszty funkcjonowania firmy są za wysokie i musimy je drastycznie obniżyć.

Już powołałem pięć specjalnych zespołów zadaniowych. Pierwszy do spraw rozwoju odnawialnych źródeł energii, drugi do optymalizacji kosztów ujęcia wody Bariera, trzeci ma za zadanie przygotować do sprzedaży zbędny majątek spółki i zapasy, czwarty analizuje umowy z odbiorcami, a piąty zajmuje się windykacją należności, bo odbiorcy usług zalegają nam milion złotych- mówi prezes MPGK. (s)