Zerwało dachy z domów i kościoła

Drzewa łamały się jak zapałki. Wiatr zrywał nawet dachy. Do walki z żywiołem stanęli praktycznie wszyscy strażacy. Mieszkańcy powiatu byli przerażeni. Już dawno nie było w powiecie takich zniszczeń.

Zalane ulice, uszkodzone budynki, połamane drzewa i zerwane linie, zniszczone przez grad uprawy na polach, a nawet pożary od wyładowań atmosferycznych – tak w wielu miejscach wyglądał krajobraz naszego województwa po poniedziałkowej ulewie (8 czerwca). W Chełmie, o dziwo, obyło się bez większych szkód – straż pożarna miała zaledwie dwa zgłoszenia do interwencji tego popołudnia. Pod wpływem silnego wiatru przy ul. Wojsławickiej drzewo poleciało na jezdnię. Na szczęście ani nic nie zostało uszkodzone, ani nikt nie ucierpiał. Gorzej natomiast było przy ul. Pocztowej, gdzie korona złamanego przez wiatr drzewa runęła prosto na zaparkowanego przy ulicy Volkswagena Passata, miażdżąc maskę pojazdu. Straty oszacowano na ok. 2 tys. zł.

Po względnie spokojnym poniedziałku przyszła jednak pora na czwartek. 11 czerwca okazał się tragiczny w skutkach dla mieszkańców powiatu chełmskiego, a w szczególności czterech gmin: Chełm, Żmudź, Białopole i Wojsławice. To tam strażacy odnotowali najwięcej zniszczeń.

– Mieliśmy około czterdziestu wyjazdów, z czego kilkanaście dotyczyło zerwanych bądź uszkodzonych dachów z budynków mieszkalnych i gospodarczych. Dużo złamanych drzew runęło na linie energetyczne, uszkadzając je. W wielu przypadkach strażacy, jadąc do zdarzenia, musieli najpierw usunąć blokujące przejazd powalone drzewa i konary leżące na jezdni. W Okszowie z kolei uderzenie pioruna spowodowało pożar instalacji elektrycznej. Było ciężko, ale mieliśmy wzmocnioną obsadę, zadysponowani zostali strażacy pełniący dyżur domowy, a także kierownictwo i OSP.

Jeszcze w piątek strażacy usuwali skutki burzy, zabezpieczając m.in. zerwane poszycie dachu z kościoła w Klesztowie, bo z uwagi na warunki atmosferyczne w czwartek nie mogliśmy używać drabin i podnośników – relacjonuje bryg. Wojciech Chudoba, zastępca Komendanta Miejskiego Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. – W sumie tylko w dwóch gminach nie odnotowaliśmy żadnych zniszczeń w związku z czwartkową burzą: Siedliszcze i Dorohusk – dodaje.

Usłyszała huk i zobaczyła, że nad pokojem nie ma dachu

– Mama była w domu, gdy usłyszała huk i zobaczyła, że nad pokojem nie ma dachu – opowiada pani Agnieszka, której rodzice mieszkają w Roztoce (gmina Żmudź). – Burza na początku wydawała się taka, jak każda inna. Gdy zerwał się wiatr, tato akurat był w komórce. Powiedział tylko, że jak żyje sześćdziesiąt lat, tak nie widział jeszcze takiego żywiołu. Płakać mu się chciało, czuł okropną bezsilność, widząc jak na jego oczach wyrwało z korzeniami ogromny, czterdziestoletni orzech, a także topolę i jesiony, które rosły około sześćdziesiąt lat. Po prostu w jednej sekundzie zniknęły. Wyrwało je z korzeniami.

Gmina Żmudź jest jedną z tych w powiecie chełmskim, w której skutki nawałnicy mieszkańcy odczuli bardzo dotkliwie. W wielu miejscach nie było prądu, bo uszkodzone zostały linie energetyczne. Na jednej z takich linii zawisł fragment dachu zerwany z budynku starego sklepu w Roztoce. Jeszcze następnego dnia szwankowały nadajniki telefoniczne.

– Deszcz padał do godziny 22, ale ta najgorsza nawałnica trwała dosłownie kilka minut – mówi jedna z mieszkanek gminy. – Nie pamiętam aż tak wielkiej wichury, żeby olbrzymie, stare drzewa wyrywało. Zerwało dach ze starego sklepu, z piekarni, ale też z wielu garaży, obór. Dosłownie kładło stodoły. Było bardzo niebezpiecznie. Wciąż kursowały wozy straży pożarnych. Wszędzie słychać było syreny i błyskały koguty strażackie. No i do tego te błyskawice na niebie. To było makabryczne przeżycie – opowiada przerażona tym, co widziała na własne oczy.

Zerwało dach z kościoła

Zaledwie kilka godzin wcześniej parafianie uczestniczyli w nabożeństwie i procesjach z okazji Bożego Ciała. W Wołkowianach, Klesztowie, Roztoce i Kolonii Roztoka ustawiano ołtarze. Dzieci sypały kwiaty, dekorowano okna domów. Kilka godzin później te okolice wyglądały jak po przejściu tornada. Wichura zerwała fragment dachu z budynku parafii w Klesztowie.

– Wieczorem, gdy trwała burza, nie było mnie już w kościele, a wtedy zadzwonił sąsiad z informacją, że zerwało blachę z dachu świątyni – mówi ks. Tomasz Fidecki, proboszcz parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Klesztowie. – Wichura zerwała około dwudziestu metrów blachy i uszkodziła okoliczne drzewa. Jeszcze nie oszacowaliśmy strat. Najważniejsze, że nikomu nic się nie stało – dodaje ksiądz proboszcz.

Dokładny obraz zniszczeń widać było tak naprawdę dopiero w piątkowy poranek. Mieszkańcy zaczęli porządkować to, co zniszczył żywioł.

– Z samego rana zrobiłam objazd po gminie i rzeczywiście widok jest katastrofalny – przyznaje Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź. – Najwięcej zniszczeń jest w Roztoce, Wołkowianach, Klesztowie, Rudnie. Zerwało dach ze świetlicy wiejskiej w Roztoce, szacujemy straty. Część posesji było ubezpieczonych, część na pewno nie. Jestem pełna uznania dla strażaków, zarówno naszych druhów z OSP, jak i funkcjonariuszy Państwowej Straży Pożarnej w Chełmie. Mieli mnóstwo zgłoszeń i mnóstwo pracy, ale radzili sobie sprawnie, wręcz doskonale – usuwali gałęzie, zabezpieczali dachy. Najważniejsze w tym wszystkim, że nikomu z mieszkańców nie stała się krzywda – podkreśla wójt.

W Wojsławicach też liczą straty

Mieszkańcy gminy Wojsławice mówią to samo: – Już dawno nie było u nas takiej nawałnicy.

– Największe szkody wyrządziła w gospodarstwie w Putnowicach Kolonii – poinformował Henryk Gołębiowski, wójt gminy, zamieszczając w mediach społecznościowych dramatyczne zdjęcia zawalonej wiaty garażowej, pod którą znajdowały się maszyny rolnicze. – W pozostałych miejscach uszkodzone zostały pokrycia dachowe na budynkach gospodarczych. Były też połamane drzewa i przewrócone przystanki autobusowe. Przejezdność dróg po burzy zapewnili strażacy z OSP Wojsławice, a nad naprawą przystanków pracuje ekipa z Urzędu Gminy Wojsławice.

Strach wyjść spod koca

– Burzę spędziłam w łóżku, pod kocem – opowiada mieszkanka gminy najbardziej doświadczonej przez czwartkową nawałnicę. Kobieta wciąż ma traumę po tym, kilka lat temu doznała oparzeń stóp od uderzenia pioruna: – Niedaleko mojego domu uderzył piorun, a ja stałam wtedy na trawie i nagle poczułam, jakby przez moje stopy przeszedł prąd. Miałam poparzone stopy, całe obolałe, jakbym trzymała je nad płomieniem. Wyskoczyły mi potem na nich bąble.

Od tamtej pory, gdy jest burza i uderzają pioruny, chowam się pod koc czy kołdrę – mówi przestraszona. – Pamiętam, jak moja babcia opowiadała, że Góra Leszczańska (Leszczany w gm. Żmudź – przyp. red.) zawsze przyciąga pioruny. Dawno temu miała tam łąkę i właśnie z dziadkiem zbierali siano, gdy zaczęła się potężna burza. Koń się spłoszył i uciekał galopem do domu. Pogubili wtedy snopy siana. To mi utkwiło w pamięci, ale czwartkowa burza też była straszna. (pc, t)