Zmasakrował współwięźnia taboretem

Wykorzystał okazję, że pozostali osadzeni wyszli do świetlicy. Gdy Kamil K. został sam z kolegą z celi, chwycił za taboret i bez opamiętania zaczął nim uderzać drugiego mężczyznę po twarzy i głowie. By upewnić się, że nie żyje, skakał po jego klatce piersiowej. Ofiary zwyrodnialca nie udało się uratować.

Kamil K. i jego ofiara odsiadywali wyroki w jednej celi włodawskiego Zakładu Karnego. Do tragedii doszło we wtorek (3 listopada). Pozostali trzej współosadzeni wyszli do świetlicy. Sytuację natychmiast wykorzystał 27-latek. Wziął do ręki drewniany taboret i rzucił się z nim na współtowarzysza. Przewrócił go i okładał przede wszystkim po głowie i szyi. Gdy skończył, jak gdyby nic usiadł i spokojnie czekał na funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Pierwsi na miejscu tragedii mundurowi próbowali reanimować zmasakrowanego człowieka, ale na wszelki ratunek było za późno. – Kamil K. został aresztowany i doprowadzony do Prokuratury Rejonowej we Włodawie, gdzie usłyszał dwa zarzuty: zabójstwa oraz spowodowania uszczerbku na zdrowiu u innego współwięźnia – wyjaśnia Agnieszka Kępka z Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Ten drugi zarzut dotyczy wydarzeń sprzed kilku miesięcy. Otóż Kamil K. siędząc w celi z innymi osadzonymi, w pewnej chwili wstawił czajnik, by ugotować wodę. Wszyscy myśleli, że chce sobie zrobić kawę. Okazało się jednak, że jego cel był inny. Gdy woda zawrzała, K. chwycił naczynie i chlusnął wrzątkiem w twarz jednemu ze współwięźniów. I właśnie m.in. po tym wydarzeniu funkcjonariusze z ZK we Włodawie postulowali do swoich przełożonych, by Kamila K. uznać za więźnia szczególnie niebezpiecznego.

Gdyby tak się stało, K. już wtedy zostałby przewieziony do więzienia o zaostrzonym rygorze i do wtorkowej tragedii zapewne by nie doszło. – Trwają czynności wyjaśniające, które prowadzi specjalny zespół powołany przez dyrektora okręgowego Służby Więziennej w Lublinie. Postępowanie prowadzi również prokuratura. Dopiero po ich zakończeniu będziemy mogli przekazać informacje w tej sprawie – mówi por. Daniel Pręciuk z Zakładu Karnego we Włodawie.

Włodawski Sąd Rejonowy zastosował wobec 27-latka tyczasowy trzymiesięczny areszt. Zabójca nie wrócił już do Zakładu Karnego we Włodawie. Od razu trafił do więzienia w Tarnowie. Kamil K., gdy tylko trafił za mury włodawskiego zakładu, wzbudził u Służby Więziennej podejrzenia, że może być niebezpieczny. Potwierdził to, lejąc wrzątek w twarz innego skazanego. Gdy szedł z więźniarki do sądu na jego twarzy nie było widać żadnych uczuć, a już na pewno nie skruchy czy żalu.

Jeszcze bardziej szokujący moży być motyw zabójstwa. Otóż, morderca i jego ofiara mieli w grudniu opuścić Zakład Karny. Kamil K. jako zatwardziały recydywista nie widział dla siebie przyszłości poza kratami i chcąc pozostać w miejscu najlepiej sobie znanym na dłużej, zabił niczego nie podejrzewajacego współwięźnia. Przyznał się do winy. Teraz grozi mu dożywocie. (bm)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here