Zniknęli jajorze, nie ma już wołoczebnego…

Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto chrześcijańskie. Związanych jest z nim wiele znanych, ale i mniej popularnych zwyczajów i tradycji. O których obrzędach nadal pamiętamy i kultywujemy do dziś? Które zostały zapomniane? Zapytaliśmy o to panią Magdalenę Połoncarz z Muzeum Wsi Lubelskiej.


Na Lubelszczyźnie przetrwało wiele charakterystycznych obrzędów i zwyczajów, związanych z Wielkanocą. – Na te radosne święta czekano przez cały okres Wielkiego Postu – mówi Magdalena Połoncarz, kustosz działu Ekspozycji i Edukacji Muzealnej Muzeum Wsi Lubelskiej.
Przed Niedzielą Wielkanocną świętowano Niedzielę Palmową. Już od IV wieku pierwsi chrześcijanie jerozolimscy obchodzili ryt zbliżony do święcenia palm, a w XI wieku ten zwyczaj wprowadzono do liturgii. W tę niedzielę nie mogło oczywiście zabraknąć pięknych palm. Barwny zwyczaj do dziś kultywowany jest w całej Polsce. – Nasza lubelska palma jest charakterystyczna ze względu na kilka koniecznych składników, takich jak witki wierzby, bukszpan albo barwinek, który pierścieniem okala całą konstrukcję i oczywiście kwiaty, wykonane z bibuły albo suszone – dodaje pani Magdalena.
W niektórych domach przetrwał też zwyczaj wkładania palmy za obrazy przedstawiające świętych. Dawniej wtykano palmę w słomianą strzechę, by chroniła przed piorunami.
– Bywa, że niektórzy jeszcze i dziś kładą palmę na parapecie przed burza, tak jak i zapalają gromnicę – wyjaśnia pani kustosz. Palmy można zobaczyć również na cmentarzach – kładzie je się na nagrobkach. Poświęconą palmą kropiono zwierzęta domowe, zatykano ją w polu, wkładano do uli czy rybackich sieci.

Zwyczaje Triduum

W Wielki Czwartek we wsiach rozlegał się dźwięk kołatek, który przypominał o tym, że trzeba kończyć prace domowe, obrządek i wybierać się na liturgię do kościoła. Kołatki służyły też do robienia rumoru podczas czwartkowego nabożeństwa. Kołatano nimi na znak pojmania Pana Jezusa. – W Wielki Piątek często organizowano misteria ukazujące mękę Chrystusa. W Piaskach pod Lublinem straż pożarna włączała się w organizację tych widowisk. Trzymali też wartę przed grobem od piątkowego wieczoru, aż do niedzielnego poranka – mówi Magdalena Połoncarz.
Wielu ludzi w czasie przed Niedzielą Zmartwychwstania odwiedza groby Pańskie przygotowane w kościołach, starając się znaleźć w przedświątecznym zabieganiu chwilę na refleksję i cichą modlitwę. – W Wielką Sobotę, przed kościelną liturgią na zewnątrz kościoła, w ognisku spalano gałązki leszczyny, jako tej, która pierwsza udzieliła schronienia świętej rodzinie – mówi Pani Magdalena. W Wielką Sobotę święcono oczywiście pokarmy, choć odbywało się to o wiele barwniej niż dziś – dawniej w wielkich koszach przynoszono całe pęta kiełbas, kopy jaj czy bochny chleba.

Radość świąteczna

Drugi dzień świat był czasem rodzinnych i sąsiedzkich spotkań. – Do dobrych relacji sąsiedzkich przykładano naprawdę dużą wagę. Liczyła się integracja społeczna. Chodzono po innych domach, kolędowano (chociaż kolędowanie kojarzy nam się z Bożym Narodzeniem, jest to również zwyczaj wielkanocny) – mówi pani Magdalena Połoncarz.
Po wsiach chodzili między innymi chłopcy nazywani „jajorzami”, którzy w podarku za życzenia otrzymywali jajka. Koło Garbowa w Wielki Poniedziałek mali chłopcy chodzili z tzw. „pasyjką” i śpiewali pieśni wielkanocne. Na Podlasiu były to tzw. racyjki. Ciekawym zwyczajem, pochodzącym ze wschodu, było „wołoczebne”: w drugi dzień świąt chłopcy z całej wsi chodzili od chaty do chaty, składali powinszowania, prosili o święcone jaja i domagali się pisanek. Dziewczęta przygotowywały pisanki przez cały Wielki Tydzień, wiele wysiłku wkładały w uzyskanie najpiękniejszych ornamentów. Te najbardziej udane dawały swoim sympatiom jako wyraz uczuć. Pisankami obdarowywały również matki chrzestne, które przygotowywały je dla swoich chrześniaków. Jaja służyły też do radosnej zabawy w „wybitki” lub „kumkanie”. – Chłopcy brali parę jajek, szli na ścieżkę i tam je turlali – wyjaśnia pani kustosz. Często robiono sobie nawzajem psikusy, np. wciągano wóz drabiniasty na strzechę czy zamalowywano okna w domach dziewcząt. To był czas wspólnych zabaw, radości i nawiązywania przyjaźni. Po Wielkim Poście właśnie w ten sposób przeżywano wspólnie święta – dodaje.

Stół świąteczny był skromniejszy niż dziś

Na wielkanocnym stole nie mogło zabraknąć pisanek i potraw charakterystycznych dla świąt. Choć nie posiadano wiele, to każdy starał się mieć w domu święconą sól i chleb. Robiono też baranki – w bogatszych, szlacheckich domach z ciasta i masła, w ubogich – ze słomy. Ważnym ciastem była babka wielkanocna. Nie brakowało też mięsa i kiełbas. Musiał pojawić się barszcz biały lub żurek – koniecznie z jajkiem i oczywiście liczne pisanki.
– Nasza pisanka lubelska posiada symbole charakterystyczne dla lubelskiej wsi – opowiada Magdalena Połoncarz. Czerwony to jej podstawowy kolor. Dzieli się ją na cztery części, odpowiadające czterem stronom świata, wydrapując albo malując linie cienkim strumyczkiem wosku. Na pisankę nanosi się także ornamenty: kwiaty, gwiazdy, wiatraczki, grabki albo kurze łapki. Z lubelskimi pisankami związana jest również piękna legenda o św. Magdalenie: kiedy udała się ona do grobu, nie znalazła w nim Jezusa. Gdy zaś usłyszała głos Zbawiciela, to jajka w koszykach, które niosła wczesnym rankiem, aby je sprzedać i kupić wonnych maści dla Ukrzyżowanego, zabarwiły się na kolor czerwony. Kiedy Jezus zawołał Magdalenę po imieniu, z jajek wyleciały ptaszki, które pofrunęły na cztery strony świata, głosząc Dobrą Nowinę o Zmartwychwstaniu. (EMK)

UDOSTĘPNIJ