Biznes z haczykiem

Poszukuję osób do stałej współpracy. Praca w transporcie. Wymagania: ważny paszport, ukończone 18 lat, dyspozycyjność. Prawo jazdy nie jest wymagane. 6000 zł. Brzmi zachęcająco. Co to za oferta? I gdzie jest haczyk?


Gdy tylko ogłoszenie pojawiło się w sieci, posypały się komentarze: „Jestem zainteresowany!”, „Proszę o szczegóły”, „Chętna!”. Ale wśród mieszkańców regionu, znaleźli się i tacy, którzy doskonale wiedzieli, co to za oferta. „Robota na lewo, wyprowadzanie aut na Ukrainę”. O co w tym chodzi? O wyjątkowo intratny pomysł na biznes…

Ceny używanych samochodów na Ukrainie są o wiele wyższe niż w Polsce. Dlatego naszym sąsiadom zza wschodniej granicy opłaca się kupować auta u nas. Pojawia się jednak problem. Aby zarejestrować na Ukrainie kupiony na Zachodzie samochód, trzeba zapłacić wysokie cło. Efekt? Cena znów szybuje w górę.

Ukraińcy jednak znaleźli na to sposób – rejestrowanie samochodu na współwłasność z Polakiem. Na takiej transakcji zyskują obie strony. Ukrainiec hula tańszym samochodem na polskich „blachach”, a Polak za tę przysługę często przytula odpowiednią sumkę. Stawki zależą od wartości pojazdu. Chętnych nie brakuje. W samym tylko Chełmie w 2017 roku zarejestrowano 1 068 pojazdów, w których współwłaścicielami są obywatele Ukrainy.

– Wzmożona rejestracja przez mieszkańców Chełma pojazdów na współwłasność z obywatelami Ukrainy rozpoczęła się w 2011 roku i trwa do dnia dzisiejszego – mówi Monika Zaborek, dyrektor wydziału komunikacji w Urzędzie Miasta Chełm.

Obecnie wszystkich pojazdów aktywnych, tzw. w ruchu, w Chełmie jest niespełna 53 tys. Szacuje się, że około 15 proc. z nich jest zarejestrowanych na współwłasność z obywatelami Ukrainy. To ok. 8 tysięcy pojazdów. Do tego dochodzą jeszcze te rejestrowane w powiecie chełmskim. Jak informuje wicestarosta Tomasz Szczepaniak jest ich obecnie 7 231.

Władze Ukrainy, próbując walczyć z tym procederem, wprowadziły ograniczenia.

– Obywatele Ukrainy posiadający pojazdy zarejestrowane na terytorium Polski muszą obligatoryjnie raz na 5 dni (w tym samym obwodzie) lub raz na 10 dni (w innych obwodach) przekroczyć granicę państwową do RP – mówi Wojciech Kopeć z Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej. – To zwiększa ruch na przejściach granicznych i skutkuje wydłużonym oczekiwaniem na przekroczenie granicy państwowej – przyznaje.

Do tego dochodzi poszukiwanie naiwniaków, którzy wezmą na siebie odpowiedzialność za dalszą część transakcji. Jeden z użytkowników forum internetowego wyjaśnia jak to wygląda. Jeśli podejmujesz tę „legalną pracę w transporcie” dostajesz potwierdzenie od notariusza, że możesz się poruszać tym samochodem za granicą. I jedziesz z tym kwitem z jakimś Ukraińcem jako pasażer. Potem wracasz do Polski innym przejściem niż wjechałeś i innym samochodem, bo poprzedni został sprzedany. To ty jesteś wpisany na umowie kupna sprzedaży, i to na ciebie spada cała odpowiedzialność, gdy auto ulegnie wypadkowi lub kogoś śmiertelnie potrąci. Oczywiście o tym nikt cię nie informuje. Twoim zadaniem jest wciśnięcie kitu ukraińskim strażnikom, że maszyna się „porypała” i dlatego wracasz bez niej. Gdy ci się nie uda, możesz nie wrócić przez granice do kraju. Gra niewarta świeczki. (mg)