Chełm tonie?

Statek tonie. Prezydent Agata Fisz stoi na dziobie i uśmiecha się, jakby nigdy nic. Wiceprezydent Józef Górny, zamiast pozbyć się ciężkiego balastu, dolewa wody. W taki sposób działacze stowarzyszenia “Nasz Chełm” wytykają rządzącym fatalną ich zdaniem kondycję miasta.

Ulotki z tym satyrycznym rysunkiem rozdawane są na ulicach miasta. Przygotowało je stowarzyszenie „Nasz Chełm”, którego członkowie w nadchodzących wyborach samorządowych wystartują najpewniej ze wspólnych list z Platformą Obywatelską i Nowoczesną. Żartobliwy obrazek to jednak nie wszystko. Na odwrocie ulotki padają konkretne zarzuty: „Nasz Chełm przypomina dwanaście lat Agaty Fisz za sterami Chełma. Dług naszego miasta wzrósł o ponad 100 000 000 zł. Gdzie się podziały te pieniądze?” Dalej prezentowane są wyliczenia dotyczące wyników finansowych miejskich spółek. „Tylko w 2017 roku straty sięgnęły: 2,25 mln zł – Chełmski Park Wodny i Targowiska Miejskie, 1,5 mln zł – Miejskie Przedsiębiorstwo Robót Drogowych, 1,5 mln zł – Przedsiębiorstwo Usług Mieszkaniowych, 1,3 mln zł – Chełmskie Linie Autobusowe”.

Co na to Agata Fisz? – Treść tej ulotki jest w mojej ocenie wyborczym paszkwilem. Tego typu wydruki są nieprzypadkowe w trakcie kampanii wyborczej. Autorzy podają wyrwane z kontekstu liczby, a insynuacja gdzie miałoby się podziać 100 milionów zł jest już wręcz nadużyciem – oburza się urzędująca prezydent.

Co z tym długiem?

Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że miasta szukają różnych dróg pozyskania pieniędzy na rozwój. Jednym ze sposobów finansowania inwestycji jest zadłużanie się w bankach i emisja obligacji. Samorządy oczywiście nie powinny zadłużać się ponad miarę. Nad prawidłowym wykonaniem budżetów czuwa Regionalna Izba Obrachunkowa, która wkracza do akcji, gdy tylko któryś z samorządów nie radzi sobie z przestrzeganiem dyscypliny finansowej. Dotychczas nie miała żadnych zastrzeżeń co do zadłużenia Chełma. Jednak zestawienie ministerstwa finansów w tym zakresie daje do myślenia. Dług Chełma, wynoszący na koniec 2017 roku ponad 149 mln zł, przekroczył w przeliczeniu na jednego mieszkańca kwotę 2 tys. zł. Taki wynik daje nam 102 miejsce na 2 478 gminy w Polsce. A więc jesteśmy niepokojąco blisko tych najbardziej zadłużonych.

W kwietniu tego roku tę kwestię poruszyli radni z opozycji, gdy głosowano podczas sesji rady miasta nad uchwałą w sprawie emisji obligacji o wartości 15 mln zł. Wtedy prezydent A. Fisz odpowiedziała, że wysoko w tym zestawieniu jest też Lublin. I choć radni przekonywali, że trudno porównywać zadłużenie naszego miasta ze stolicą województwa, prezydent była innego zdania. – Obliczając zadłużenie czy to Chełma, czy Lublina, uwzględnia się te same wskaźniki. Obowiązują te same dane. Dług Lublina zbliża się do 70 proc. względem dochodów miasta, a Chełma – 46 proc. A skoro opieramy się na rankingach, to chcę powiedzieć, że nasze miasto jest liderem w województwie lubelskim w pozyskiwaniu funduszy zewnętrznych – odpowiedziała radnym.

I te same argumenty przytacza dziś, gdy prosimy o komentarz w sprawie danych podanych na ulotce przygotowanej przez „Nasz Chełm”. – Tylko w obecnej perspektywie finansowej, a więc w zasadzie tylko w tej kadencji, wartość projektów z udziałem pozyskanych dofinansowań to już niemal 200 mln zł. Według danych GUS jesteśmy liderem w Polsce wśród miast na prawach powiatu pod względem wartości projektów z udziałem funduszy unijnych w przeliczeniu na jednego mieszkańca. Do tego dochodzą kolejne miliony wydawane na inwestycje, które w całości finansowane są z budżetu miasta. Są to setki zadań: drogowych, infrastrukturalnych, oświatowych, budowa nowych obiektów sportu, kultury i zadań związanych z inwestycjami gospodarczymi. Ponadto budżet miasta jest ponad dwukrotnie większy niż jeszcze kilka lat temu, a tylko w 2018 roku wielkość ujętych w planie wydatków majątkowych, a więc głównie inwestycji i przedsięwzięć, to przeszło 60 mln zł. – wylicza A. Fisz. I dodaje: – Przez tę i poprzednie kadencje spłaciliśmy ponad 200 mln zadłużenia, w tym całe zadłużenie, jakie zastałam zostając prezydentem

I co ze spółkami?

Prezydent odnosi się także do zarzutów dotyczących strat miejskich spółek.

– Szkoda, że ludzie, którzy wydali te dziwne kartki, nie wyjaśnili, że spełniają one ważne role społeczne, a miasto ma służyć mieszkańcom, nie być maszynką do zarabiania pieniędzy. Nie powiedzieli, że dopłaty do CLA wynikają z licznych ulg przysługujących mieszkańcom i utrzymywania linii, które z ekonomicznego punktu widzenia są nierentowne. Krytykując PUM, być może chcieliby, aby w Chełmie wprowadzić kilkukrotnie wyższe stawki bazowe czynszów za mieszkania komunalne – tak jak to ma miejsce w innych miastach, a tym samym obciążyć kilka tysięcy mieszkańców Chełma ogromnymi kosztami i przy tym nie remontować starych kamienic, budynków mieszkalnych. Być może woleliby nie prowadzić żadnych prac remontowych na drogach.

A już oczkiem w głowie niektórych jest aquapark, który wkrótce przyjmie półmilionowego klienta. Na ulotce nie ma jednak słowa o tym, że do jego rocznych kosztów wlicza się około 250 tys. zł wpłaconego do miasta podatku, a kolejnych kilkaset tysięcy zł trafia co roku do innych miejskich spółek – MPGK i MPEC, które z wypracowanych zysków realizują kolejne inwestycje infrastrukturalne. Nie ma też wyjaśnienia, że następne kilkaset tysięcy zł strat to tzw. amortyzacja, która nie wiąże się z wypływem środków pieniężnych. Z kolei koszty związane z obligacjami to nic innego, jak od początku przyjęta forma finansowania budowy Chełmskiego Parku Wodnego. Ja do tej kartki, a więc listy rzekomych przewinień, dodałabym jeszcze, że przez poprzednie lata dołożyliśmy niemal pół miliarda zł do chełmskiej oświaty, a więc szkół i przedszkoli, a do pomocy społecznej prawie 180 milionów zł z dochodów własnych budżetu miasta. Być może zadaniem „Naszego Chełma” to także jest miastu niepotrzebne – komentuje prezydent. (mg)