Czekając na tragedię

– Jeśli takie drzewo spadnie, gmina zapłaci odszkodowanie wielokrotne większe, niż za złamaną na drodze nogę – mówią mieszkańcy Uhruska, którzy od kilku lat żyją pod tykającą bombą zegarową, jaką są olbrzymie topole rosnące wzdłuż drogi. Urzędnicy rozkładają ręce, twierdząc, że nic im do tego, bo drzewa rosną na prywatnej działce.

Wielkie drzewa rosną jakieś dwa metry od drogi. Ich konary sięgają daleko poza trakt. Większość topól jest chora – uschnięta lub opanowana przez gęsto je porastające jemioły. Dlatego drzewa są bardzo kruche. Wysoko widać wiele ułamanych kikutów potężnych gałęzi. Złamane konary leżą też na ziemi, wzdłuż drogi. Jest ich wiele. – Praktycznie każda burza czy większy wiatr sprawiają, że łamią się kolejne – mówią ludzie.

Nigdy nie wiadomo, kiedy coś spadnie na głowę, dlatego przechodząc lub przejeżdżając pod topolami cały czas patrzymy w górę – dodają. Niestety, sytuacja nie zmienia się. O usunięcie zagrażających życiu ludzi drzew od długiego czasu walczy radna z Uhruska, Teresa Kościuk. Złożyła w tej sprawie wiele interpelacji, ale żadna z nich nie przyniosła spodziewanego efektu. W odpowiedzi za każdym razem słyszy ze strony urzędników: „Zwrócimy się do właściciela terenu o usunięcie drzew.

Więcej nie możemy zrobić, bo topole rosną poza pasem drogowym, na prywatnym gruncie”. Tyle tylko, że takie zapewnienia nie sprawią, że mieszkańcy Uhruska poczują się bezpieczniej. – Nie mamy w tej sprawie wielkiego pola manewru – tłumaczy wójt Woli Uhruskiej, Jan Łukasik. – Drzewa rosną na prywatnej działce, więc należą do jej właściciela. Zwrócimy się do niego z ofertą – zaproponujemy, że pomożemy w wycince tych drzew, byle udzielił na to swojej zgody.

Innej drogi rozwiązania tego problemu nie widzę – dodaje wójt. Na razie efektów jego propozycji nie widać. Drzewa jak stały, tak stoją dalej, a wkrótce przez okres lęgowy ptaków nie będzie można ich usunąć przez kolejne kilka miesięcy. No, chyba że dojdzie do tragedii. (bm)