Czteroletni Fabian siedział 2,5 godziny na chełmskim SOR z otwartą raną i płakał z bólu

Ponad 2,5 godziny miał czekać na pomoc na chełmskim SOR czteroletni Fabian, który po upadku z huśtawki doznał poważnego urazu twarzy. Matka chłopca twierdzi, że dziecko przez cały ten czas siedziało z otwartą raną bez opatrunku i leków przeciwbólowych. Rodzice złożyli już skargę do Rzecznika Praw Pacjenta.

Do zdarzenia doszło w niedzielę, 24 maja, przed południem. Czteroletni Fabian spadł z huśtawki i uderzył twarzą w betonowy krawężnik. Jak relacjonuje jego mama, pani Dominika, z ust dziecka lała się krew, a rodzice od razu ruszyli z synem do chełmskiego szpitala.

– Wbiegłam na SOR i prosiłam o lekarza. Synek miał przyłożony ręcznik do buzi, bo cały czas bardzo krwawił. Przyszedł mężczyzna z rejestracji, odsłonił ranę, spojrzał i kazał nam czekać. Po chwili wrócił i powiedział, że chirurga nie ma, bo jest na sali operacyjnej – opowiada kobieta.

Rodzice twierdzą, że przez kolejne godziny nikt nie udzielił dziecku realnej pomocy.

– Rana nie została przemyta ani zabezpieczona. Nikt nie zbadał głowy czy szczęki po upadku. Fabian nie dostał nawet leków przeciwbólowych. Po półtorej godziny zapytałam, czy może trzeba tę ranę odkazić albo założyć opatrunek. Usłyszałam, że „nie będą go denerwować” – relacjonuje matka chłopca.

Kiedy kobieta zapytała, czy może powinni jechać do Lublina, miała usłyszeć od pracownika SOR: „A co sobie pani myśli, że tam przyjmą panią z otwartymi rękami?”.

Po około 2,5 godziny rodzinę przyjęła chirurg. Lekarka po obejrzeniu rany miała od razu stwierdzić, że nie podejmie się szycia i dziecko powinno zostać przewiezione do Lublina.

– Dopiero wtedy założono opatrunek. Przez ponad dwie godziny syn siedział z otwartą raną i płakał z bólu. Gdyby od razu powiedziano nam, że tutaj nikt mu nie pomoże, pojechalibyśmy natychmiast do Lublina i nie tracili czasu – mówi kobieta.

Podejście pracowników szpitala w Lublinie wyglądało zupełnie inaczej. Tam dziecko zostało dokładnie przebadane.

– Od razu wykonano badania głowy i szczęki. Rana okazała się poważna, pojawił się już stan zapalny. Tam nikt nie mówił, że to „rana powierzchowna” – podkreśla pani Dominika.

Skarga trafiła już do Rzecznika Praw Pacjenta. Rodzice oczekują wyjaśnienia całej sytuacji i sprawdzenia, czy personel prawidłowo ocenił stan czteroletniego chłopca.

O komentarz do sprawy poprosiliśmy chełmski szpital. Do tematu wrócimy. (reb)

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca.

Bądź na bieżąco!

Najnowsze Wydanie
2026-11-02 Nowy Tydzień tygodnik lokalny
5,00zł Kup Gazetę