Interes senatora

Nawet ponad 140 tys. zł może zarobić senator Józef Zając, były rektor PWSZ, jeśli sprzeda działki, które w 2004 roku po niezwykle atrakcyjnej cenie kupił od swojej uczelni. W sprzedaży nieruchomości pośredniczy biuro, którego właścicielem jest były wiceprezydent Chełma i eksposeł, Zbigniew Matuszczak. W czasach, gdy współrządził miastem, radni za darmo przekazali Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej trzy połączone ze sobą działki na cele dydaktyczne. Potem rada zgodziła się na sprzedaż parceli pod warunkiem, że teren kupią wykładowcy, wybudują na nim domy lub mieszkania i osiedlą się w Chełmie. Nieruchomość do dziś stoi pusta…

Ta transakcja od początku wzbudzała olbrzymie kontrowersje. Przypomnijmy, w 2000 roku rada miasta wyraziła zgodę na przekazanie tworzącej się Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej trzech działek na osiedlu XXX-lecia, gdzie kiedyś stał niedokończony domek gospodarza parku. Ponad 17-arowa nieruchomość miała być przeznaczona wyłącznie na cele dydaktyczne uczelni. PWSZ, której rektorem wówczas był Józef Zając, szybko zmieniła plany.

W czerwcu 2003 r. Konwent Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej wyraził zgodę na sprzedaż gruntów, których wartość przez ówczesne władze miasta i uczelni została oszacowana na ponad 76 tys. zł. We wrześniu tego samego roku PWSZ dostała zgodę od rady miasta na sprzedaż działek, jednak radni postawili warunek. Nieruchomość miała być sprzedana zatrudnionym w PWSZ pracownikom dydaktycznym, by mogli na niej wybudować domy lub mieszkania i osiedlić się w Chełmie. Pieniądze ze sprzedaży natomiast miały zasilić budżet PWSZ i zostać przeznaczone na cele statutowe. Teren do dziś stoi pusty, ale zmienił się jego właściciel.

W grudniu 2003 r. uczelnia ogłosiła pierwszy przetarg, jednak nikt się do niego zgłosił. Przed drugim przetargiem kierowana przez Zająca uczelnia zleciła wycenę działek. Rzeczoznawca w styczniu 2004 r. oszacował je na… 27 747 zł. Tłumaczył, że stojący na jednej z nich niedokończony budynek znajduje się w złym stanie technicznym i stąd niższa cena nieruchomości. Oznaczało to, że przez dwa lata ich wartość spadła o blisko 50 tys. zł.

Kilka miesięcy później okazało się, że grunty kupił ówczesny rektor uczelni Józef Zając, który władał nią przez 15 lat, do sierpnia 2016 r. Obecnie jest jej prorektorem, a od trzech kadencji senatorem RP. Za działkę zapłacił ostatecznie 28 024 zł, czyli około 16 zł za metr kwadratowy. Transakcję sfinalizowano w maju 2004 r. W tamtym czasie działki w centrum miasta bądź na osiedlach kosztowały zdecydowanie więcej – ceny oscylowały w granicach 100 zł za metr kwadratowy.

Co ciekawe, w styczniu 2008 r. Zając kupił od miasta przylegający do jego działek niewielki grunt o pow. 42 m kw. Zapłacił miastu 120 zł za m kw., czyli 5 040 zł. Łatwo więc policzyć, że cała nieruchomość kosztowała go ponad 33 tys. zł.

Z oświadczenia majątkowego senatora Józefa Zająca, zamieszczanego co roku na stronie internetowej senatu, można dowiedzieć się, że znajdujące się obok parku osiedlowego działki są warte spore pieniądze. Były rektor od kilku lat wycenia je na łączną kwotę 180 100 zł. Wygląda na to, że senator na transakcji z „własną” uczelnią zrobił naprawdę niezły interes.

W ubiegłej kadencji do tej – od samego początku – kontrowersyjnej transakcji kilkakrotnie próbował wrócić ówczesny radny Eugeniusz Wilkowski. Apelował do Zająca, że jeśli jest człowiekiem honoru, powinien zwrócić nieruchomość miastu. Według Wilkowskiego, wciąż nie wiadomo, czy przetarg na sprzedaż działek był ograniczony i kto do niego tak naprawdę przystąpił. Były radny przekonywał, że rada miasta została wprowadzona w błąd, bo dała zgodę na zbycie działek, ale nie na ich sprzedaż rektorowi Zającowi. Wilkowski uważał, że należało również zbadać sprawę zaniżenia wyceny majątku przez rzeczoznawcę, do której doszło w styczniu 2004 r.

W internecie pojawiło się ogłoszenie o sprzedaży gruntów, stanowiących własność senatora Zająca. W transakcji pośredniczy biuro nieruchomości, którego właścicielem jest były poseł Zbigniew Matuszczak. To właśnie za jego wiceprezydentury rada miasta przekazała uczelni teren na cele dydaktyczne. Całość, czyli 18 arów, została wyceniona na 178 000 zł. Ponad pięć razy więcej od ceny zakupu. To się nazywa nos do interesów… (hż)