Jak ginęły publiczne pieniądze?

Kontrola w chełmskim MOPR zbliża się do końca. Śledczy z Białej Podlaskiej już przebierają nogami, nie mogąc się doczekać jej wyników. Śledztwo w sprawie bezprawnego przywłaszczenia pieniędzy publicznych trwa od długiego czasu, bo choć główna podejrzana nie żyje, do wyjaśnienia cały czas pozostaje inna kwestia – czy aby na pewno nadzór w ośrodku był odpowiedni?

Afera wybuchła w marcu ubiegłego roku, po samobójstwie Edyty W., 40-latki, która zajmowała się wypłatą świadczeń rodzinnych w MOPR. Gdy kobieta przebywała na zwolnieniu, do MOPR przyszedł świeżo upieczony ojciec z wnioskiem o wypłatę becikowego. Wtedy zastępująca 40-latkę koleżanka otworzyła oczy ze zdziwienia, bo system pokazał, że mężczyzna już pobrał należny mu tysiąc złotych.

Sprawa się rypła, dyrekcja MOPR zawiadomiła prokuraturę, pracownica MOPR, a zarazem złodziejka, rzuciła się pod pociąg na stacji Chełm Miasto, a śledczy wszczęli postępowanie w sprawie przywłaszczenia około 240 tys. zł (jak wykazała późniejsza kontrola w ośrodku). Ale z racji tego, że zmarła była partnerką kierowcy zatrudnionego w chełmskiej prokuraturze, akta sprawy przejął zamiejscowy ośrodek Prokuratury Okręgowej w Białej Podlaskiej.

Od początku ówczesny dyrektor MOPR, Waldemar Kozioł, stał na stanowisku, że ośrodek nic nie wiedział o kradzieży publicznych pieniędzy przez jedną z pracownic. Winę zrzucano na lukę w systemie, przed którą kobieta mogła na założone przez siebie konta zlecać wypłatę świadczeń na nazwiska około setki chełmian.

Robiła tak latami, bo z uwagi na ogrom związanej z tym pracy nikt nie weryfikował danych z oświadczeń złożonych przez faktycznych świadczeniobiorców z gotowymi zleceniami do wypłaty – kierownictwo dostawało na biurko tylko listy do wypłaty. I tak, jak podliczyli śledczy z Białej Podlaskiej, miesięcznie pracownica MOPR miała średnio około 2800 zł „ekstra” do pensji.

W ośrodku pomocy zmieniła się władza, a urząd wojewódzki wszedł z kontrolą. Publiczne pieniądze zginęły na dobre, ale śledztwo w tej sprawie dalej trwa, bo jak mówi Jacek Drabarek, z-ca prokuratora okręgowego w Białej Podlaskiej, trzeba dokładnie zweryfikować czy trwający latami proceder był efektem wyłącznie wyrachowanego działania jednej z pracownic czy nieudolności i nieprawidłowości ze strony przełożonych.

Śledztwo po raz kolejny zostało przedłużone, tym razem do marca przyszłego roku, a prokuratura w napięciu oczekuje wyników kontroli UW. Ta, jak podaje Marek Wieczerzak, rzecznik prasowy Wojewody Lubelskiego, objęła okres od 1 czerwca 2010 do 28 lutego 2018 roku.

– Wyniki kontroli zostaną przedstawione w protokole do 31 grudnia tego roku -zapowiada Wieczerzak.

Ze względu na dobro przedłużonego do marca postępowania śledczy milczą na temat wszystkiego, co dotyczy historii przelewów Edyty W. i tego, czy udało się jednoznacznie wskazać bądź wykluczyć innych podejrzanych o dysponowanie publicznymi środkami. (pc)