Koronawirus dotarł do powiatu włodawskiego

Do niedawna powiat włodawski był jedynym w województwie lubelskim i jednym z nielicznych w kraju, gdzie nie dotarła epidemia. Niestety, w ubiegłym tygodniu sytuacja się zmieniła: u pięciu osób, które przebywały na kwarantannie, wykryto Covid 19. Żadna z nich nie miała objawów typowych dla tej choroby.

Dwa miesiące powiat włodawski był zieloną wyspą na polskiej mapie zasięgu koronawirusa. W związku z tym starosta i burmistrz często gościli na łamach ogólnopolskich mediów, opowiadając o tym, jak udaje się tak długo bronić przed epidemią. Niestety, stało się. W poniedziałek (25 maja) włodawski sanepid potwierdził pięć przypadków koronawirusa. Wirusa potwierdzono u kobiety i mężczyzny mieszkających w gminie Wola Uhruska i we Włodawie, którzy wrócili z Włoch i Austrii. Trzy kolejne chore osoby to rodzina z Rybnika, która po powrocie z Niemiec wybrała Okuninkę jako miejsce kwarantanny.

Jak mówi Mariusz Januszko, szef włodawskiego sanepidu, wszystkie te osoby były zaskoczone wynikami testów, ponieważ nie miały objawów typowych dla koronawirusa, czyli kaszlu lub gorączki. Wszyscy trafili na oddział zakaźny chełmskiego szpitala, gdzie pozostają do dziś. Badany na obecność koronawirusa był też mąż mieszkanki Woli Uhruskiej, który razem z nią przebywał we Włoszech i razem z nią przechodził kwarantannę. Co ciekawe, u niego choroby nie stwierdzono, mimo że przez wiele dni pozostawał z chorą w ścisłym kontakcie.

Pojawienie się informacji o potwierdzonych przypadkach Covid 19 wywołało wielkie poruszenie w gminie Wola Uhruska. Mieszkańcy nie tylko rozsiewali plotki o tym, który z ich sąsiadów jest zarażony, ale posuwali się dalej, jawnie oskarżając o chorobę niczemu niewinne osoby. Dobitnie przekonał się o tym chociażby radny gminy Wola Uhruska, Mariusz Karpowicz.

– Musiałem wyłączyć telefon, bo cały czas dzwonili do mnie ludzie pytając, czy to ja jestem chory – mówi. – Do wszystkich zainteresowanych moim zdrowiem oświadczam, że nie mam żadnej zarazy. Jestem na kwarantannie, ale tylko ze względu na fakt, że do pracy w moim gospodarstwie przyjechali pracownicy z Ukrainy i by móc z nimi przebywać, musiałem sam poddać się izolacji. Przebywam poza domem, ale mogę swobodnie poruszać się po terenie mojego gospodarstwa i prowadzić normalne prace, więc mam nadzieję, że to uspokoi nieco nastroje panujące wśród niektórych mieszkańców naszej pięknej gminy – dodaje.

Wiele komentarzy wzbudziło też to, kto i dlaczego wydał pozwolenie na organizację kwarantanny w domku letniskowym nad Jeziorem Białym, gdzie przez wiele dni przebywała rodzina ze Śląska. Okazuje się, że to często stosowana praktyka i w całości zgodna z prawem. (bm)