Łup złodzieja: 100 tysięcy

W panice wybrali z banku oszczędności życia i ukryli je w domu. Wyszli tylko do sklepu. Gdy wrócili, nie było ani złota, ani stu tysięcy złotych. Złodziej nie zostawił żadnych śladów włamania.

Epidemia, reżim sanitarny, zamknięte granice, upadłość firm w wielu branżach, niepewna sytuacja. Nic dziwnego, że Polacy w pośpiechu podejmują oszczędności z rachunków. Boją się, że w dobie kryzysu ich pieniądze mogą nie być bezpieczne w bankach, dlatego wolą je trzymać „w skarpecie”. Tak też pomyślało małżeństwo z os. Dyrekcja Dolna w Chełmie. Swoje oszczędności ukryli w torbie. Było to blisko sto tysięcy złotych.

W poniedziałek, 18 maja, zamknęli dom i wyszli do sklepu. Gdy wrócili z zakupami, w pierwszym momencie nie zauważyli nic podejrzanego. Potem okazało się, że wszystkie ich pieniądze oraz kosztowności (złota biżuteria) zniknęły. Pozostało im tylko zgłosić się na policję.

Nie było żadnych śladów włamania. Mówi się, że złodziej miał dorobiony klucz. Czy to możliwe, że starsze małżeństwo okradł członek rodziny lub znajomy? To się, miejmy nadzieję, wkrótce okaże. Policyjni technicy zabezpieczyli na miejscu przestępstwa inne ślady, m.in. biologiczne. (pc)